Sylwester...

    Trwa dyżur w pogotowiu z poprzedniego dnia. W nocy było mi bardzo zimno w pomieszczeniu ogrzewanym...nie pomogło nawet nakrycie kołdry kożuchem. Myśl uciekła do Sarajewa, gdzie ludzi zasypiają i umierają z zimna!

    W środku nocy zrywają na wyjazd do porodu, a ja widzę dzieciątko, które zostanie przeniesione z namiastki Raju (bezpiecznie pod sercem matki, stała ciepłota i możliwość odżywiania), bo narodzenie to wszystko przerywa...słychać krzyki, a głowa jest ściskana!

    Wstałem z niechęcią i zrozumiałem łaskę, bo wczoraj wyjechałem za kolegę, który spóźnił się (zmiana kolejki), a teraz mogę czuwać z Panem Jezusem i zaczynam moją modlitwę, ale nie znam intencji. Napływa, że mam wołać za wrogów ludzi...nawet przepłynęły obrazy takich.

   Napływa też ostrzeżenie, abym nie odzywał się do kierowcy, ponieważ został zredukowany z pracy. W dobrych dla niego czasach przeklinał pacjentów wzywających pomocy...jakże Bóg wszystko pokazuje, bo każdą łaskę (tutaj służeniu chorym) zrozumiesz jak ją zabiorą!

   Po dyżurze trafiłem na nawał pacjentów w przychodni oraz różne ludzkie spraw, ale udzielałem pomocy z radością. Nie denerwowali mnie nawet „pilnujący”...żal mi tych ludzi, którzy muszą to czynić dla chleba. Nawet napływa jakaś miłość do nich.

   Takiego pana właśnie załatwiam i cieszę się z nim, że choroba jest błaha (półpasiec). Ich serca są smutne, a moja nienawiść do nich byłaby głupotą i zgubą dla mojej duszy, ponieważ wiem, że Bóg Ojciec Jest, a my wszyscy jesteśmy braćmi! Dzisiaj każdemu z nich pomógłbym bardziej jak innym. To naprawdę jest łaska Boga, bo sam nie mógłbym - w ten cudowny sposób - odmienić mojego serca.

- Nie wolno modlić się mechanicznie o zdrowie, ponieważ najważniejsza jest Wola Boga Ojca...także w intencjach modlitewnych. Pani nie wie, że Szatan kusi ludzi zdrowych modleniem się o zdrowie, które jest najważniejsze!

   Nie mogłem wyjść spokojnie na obiad (stołówka w piwnicy przychodni), który nie przebiegał w spokoju i był wyjątkowo niedobry! Nie posłuchałem też ostrzeżenia i dyskutowałem z wrogami Kościoła Świętego!

   Przykre było dzisiejsze badanie pacjentki lat 39, ale wyglądającej na lat 50...umęczonej, biednej, bitej przez własnego agresywnego syna, ze złamanym palcem! Całe ciało i twarz miała w sińcach. Jak później Bóg ma sądzić takiego? Moja intencja modlitewna jest także za niego.

   Po wszystkim położyłem twarz w dłoniach i odmawiałem różaniec Pana Jezusa: „Jezu mój! Jezu! Ty wiedziałeś, że masz oddać Swoje Życie i uczyniłeś to bez żalu, ponieważ nas kochałeś! Po tej świętej chwilce modlitewnej ukoił mnie sen na leżance lekarskiej, a później miałem wielką radość z zapalenia potrójnego znicza pod krzyżem Zbawiciela.

    W drodze do kościoła prawie omdlewałem podczas modlitwy „za wrogów ludzi”. Prosiłem Boga Ojca o łaski - przez zasługę cierpień Syna niesłusznie skazanego na śmierć - dla wrogów ludzi i dusz takich! Przepraszałem też za tych, którzy dalej nakładają krzyż Panu Jezusowi!

    Każdą stację drogi krzyżowej przekazywałem w tej intencji, a sam poczułem się dzisiaj Szymonem pomagającym nieść krzyż oraz Weroniką ocierającą Twarz Zbawiciela! Płynie „św. Agonia”, a podczas wejścia do kościoła wypadły Słowa Pana Jezusa "Dzisiaj będziesz ze Mną w Raju”!

    Kończę modlitwy, a właśnie „mój kapłan” odprawia Mszę św. za swojego zmarłego ojca. Ja też poprosiłem: „Panie Jezu wspomóż mojego ojca ziemskiego, ona nawet nie może odpowiadać, ponieważ tak naprawdę nie wiedział, że Jesteś!"

    Zły atakował mnie okradaniem mieszkania oraz potwornym obrazem...! Na ten moment proboszcz mówił, że "zły czerwienieje ze złości, gdy widzi tylu ludzi wybierających kościół w ten wieczór”.

    Jakże piękne są podziękowania, przepraszanie i prośby do Nieba! Przysypiałem podczas czytań, ponieważ pragnąłem Eucharystii w intencji wrogów ludzi. Po otrzymywaniu Ciała Pana Jezusa padłem na kolana przy Stajence Betlejemskiej razem z piękną figurą klęczącej Matki Dzieciątka!

    Wracałem już jako inny człowiek, a moje serce zalewała radość życia i chęć spędzenia normalnego Sylwestra z...zimnymi nogami, sałatką jarzynową, śledzikiem w cebuli, szynką i zimną wódką!

    Płynie wieczór z programami satyrycznymi, ale to jeden wielki napad na mój Kościół Święty i na „wartości”. Żona rozgadała się jak nigdy...w końcu rozlała wino na dywan, a szampan nie wystrzelił! W środku była słodka i nudząca ciecz!

     Uśmiechnąłem się, bo nie można pogodzić królestwa ziemskiego z Niebieskim... 

                                                                                                                           APEL