Miałem wielki kłopot z odczytem tej intencji, a tak jest zawsze, gdy w grę wchodzi zarzut szatana, że: modlił się, bo miał tak zalecone!
Mój profesor teologii św. Paweł pytał dzisiaj kto i co może nas odłączyć od Chrystusa? Nic nie da utrapienie i prześladowanie oraz niebezpieczeństwo, bo „miła jest Bogu śmierć Jego wyznawców”. Pan Jezus na krzyżu pokazłą oddanie własnego życia z miłości do ludzi.
Nie ma to nic wspólnego z rozrywaniem się zamachowca-samobójcy krzyczącego „Bóg zwyciężył”. To szatan podsuwa taki typ śmierci dla Boga, a całe odium spada na „katotalibów”.
Człowiek normalny nie pojmie mojej miłości do Boga i Pana Jezusa, której namiastką jest stan zakochania się. Naprawdę nic nie odłączy nas od miłości Boga, która jest w Chrystusie. Rz 8
Te słowa nie nadają się do czytanie normalnym ludziom, bo większość pragnie życie, ale tylko na zesłaniu, bo wieczność dla nich to mrzonki.
Św. Hostia lekko pękła, a to zapowiedź czekającego mnie cierpienie. W domu wielokrotnie i w różnych sytuacjach „patrzył” Pan Jezus z Najśw. Sercem.
W "Naszym dzienniku" z 25 lipca 2014 r. natknąłem się na art. „Eucharystyczny kult Serca Jezusowego”. To moja łaska (mistyka eucharystyczna), a Alfons de Liguori beatyfikowany w 1816 r., a kanonizowany w 1839 r. połączył kult Najświętszego Serca Pana Jezusa z Eucharystią.
Święty wołał do Zbawiciela, a to słowa wprost z mojego serca: „Pozwól mi dzisiaj mówić do Ciebie, o Serce Najukochańsze mojego Jezusa, z którego pochodzą wszystkie sakramenty, a szczególnie ten sakrament miłości. Chciałbym ci oddać tyle chwały i czci, ile Ty, obecny w Eucharystii w kościołach naszych, oddajesz jej Ojcu Przedwiecznemu.
[...] O Boskie Serce, oświeć i daj łaskę poznania Ciebie każdemu, kto Cię nie zna. […] O Serce najczystsze, oczyść serce moje z wszelkiego przywiązania do stworzeń i napełnij je świętą miłością. Weź w swe posiadanie, o Serce najsłodsze, całe Serce moje, tak bym odtąd żył tylko dla Ciebie [...]”.
W ręku znalazł się maleńki zbiorek modlitw do NSPJ (z pism Małgorzaty Marii, św. Gertrudy i innych) pod tytułem „Boskie Serce Jezusa”. Popłakałem się, gdy w środku nocy trafiłem na słowa prośby, aby Pan Jezus przyjął w Swoim Serce wszystkie moje uczynki.
Tej bliskości nie można przekazać. Już wiedziałem, że będzie podana intencja, ale jaka? To wszystko trwało jeszcze następnego dnia...aż do Mszy św. wieczornej na którą zostałem nagle zaproszony!
Powiesz: po co chodzić dwa razy dziennie do kościoła? Pomyśl ilu chodzi 2-3 dziennie do pobliskiej knajpy lub klubu. No tak, ale wciąż to samo, a dzisiaj dodatkowo nudne czytania. Zrozum, że nasze ludzkie spotkania...tego samego dnia i w tym samym miejscu nie są takie same, bo rano byłeś w innym nastroju, a teraz jesteś napełniony radością.
Już podczas wchodzenia do świątyni poczułem wielką łaskę, a serce zalał pokój, słodycz i radość. Dodatkowo Mszę św. odprawiało dwóch „moich” kapłanów. Wspomniano patrona kapłanów, a właściwie proboszczów Jana Marię Vianney’a.
Moje serce zlało się z sercami czcicieli Najświętszego Serca Pana Jezusa. To wielka łaska zjednania nas wszystkich z Sercem Pana Jezusa...wprost czułem promieniowanie, które nas łączy. Nie potrafię przekazywać rysunków, ale możesz sobie wyobrazić promienie, które oznaczają wzajemną m i ł o ś ć.
Wyraźnie czułem, że to był dar Pana Jezusa za przyjęcie zaproszenia i moje posłuszeństwo. Tego nie można przekazać, ale wyjaśniło się kuszenie przez złego, rozpraszanie i judzenie, bo niepotrzebnie dzwoniłem do prawników, izby lekarskiej i KEP-u. Ponadto traciłem czas na poszukiwanie taniego i dobrego tabletu, który Pan później da mi do ręki w jednej chwilce...
Popłakałem się, bo to całkiem inna Msza św. Serce zalało wielkie pragnienie bycia tutaj, wdzięczność za łaskę posiadania świątyni i kapłanów z Chlebem Życia. Poprosiłem Pana Jezusa o otworzenie serca kolegów-lekarzy z samorządu i członków mojej rodziny (spadek).
Jak Pan Bóg to wszystko układa? Padłem na dwa kolana podczas Eucharystii, która okazała się „manną z Nieba”, a siostra śpiewała: "serce moje weź, niech rozbrzmiewa pieśń, serce moje, duszę moją Panie Jezu weź”.
Nie mogłem wyjść z kościoła, a siostra dodała drugą pieśń (skąd miała takie natchnienie?): „pobłogosław Jezu drogi tych, co Serce Twe kochają. Niechaj skarb ten cenny drogi na wiek wieki posiadają”. Jednym słowem: doznałem zachwycenia miłością Bożą.
Dzisiaj, gdy kończę zapis i modlitwy Pan Jezus zaprowadził mnie na okładkę Newsweeka z 20 maja 2012 roku, gdzie jest zdjęcie Pana Jezusa i Matki Bożej z okrzykiem Jezus Maria Żydzi! (wpisz i zobacz). W miejscu Najświętszych Serc dano Gwiazdy Dawida... APEL