Noc. Siedzimy w ciszy z zabitym 20 lat temu - przez nieznanych sprawców - księdzem Sylwestrem Zychem. Patrzymy sobie w oczy i rozumiemy się bez słów. Po pewnym czasie dołączył do nas ksiądz Jerzy Popiełuszko. Taki jest los sług Pana Jezusa...

    Nie mogłem spać w nocy, a na mszę poranną obudziły mnie nasłane muchy (zobacz ile dobra może uczynić ten zły owad).

    Z Księgi Mądrości (Mdr 3, 1-9) popłynęły słowa o męczennikach: „/../ Zdało się oczom głupich, że pomarli /../”. Mordercy uważają, że zabijając unicestwiają męczennika raz na zawsze, a przecież jego nieśmiertelna dusza jest w ręku Boga.

    Dalej: zaufasz Bogu to spotka cię łaska i miłosierdzie oraz dowiesz się prawdy. To tak dawno, a tak jasne. W serce wpadły też słowa (Ew. J12,24-26): „Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne”...

    Jakże jest to proste, ale człowiek cielesny będzie dyskutował, bo to są dwa światy. Każdy z nas ma wolną wolę i może przejść z jednego do drugiego...z ciemności diabelskiej do Światłości Bożej!

    Kapłan podał mi wielką Eucharystię...serce i duszę zalał pokój, a usta niewypowiedziana słodycz. Pragnę tu zostać, gotowy do posługi i posłuszeństwa. Nie ma nic ważniejszego niż Pan Jezus i Jego sprawy. To zrozumie taki jak ja, ale potrzebna jest łaska. To serce w sercu…”Panie! to Ty na mnie spojrzałeś”.

    Napłynęła postać posługującego Janowi Pawłowi II. Cichy, zawsze na drugim planie jak Anioł lub cień, a zarazem obecny przy wszystkich czynnościach...jakby czytał w myślach „swego pana ziemskiego”. Pojawił się także Hindus na kolanach, który w pozycji najwyższej pokory z twarzą w dłoniach czekał na przyjęcie Ciała Zbawiciela z rąk naszego papieża.

    Napisałem o moich przeżyciach do kapłana prof. psychologii, który moje doznania przyjmował jako coś normalnego. Nagle dziwisz się, że jest ktoś, kto podobnie myśli i czyni…rozumiesz go bez słów.

                                                                    Proszę Księdza!

     Naprawdę nie wiem dlaczego los nas połączył? Mógłbym przecież trafić w inne miejsce. Dziwne, bo w ręku znalazło się zdjęcie sł. Bożego ks. Michała Sopoćko. Widzę w tym wszystkim rękę Boga. Mam radość z szerzenia świadectwa wiary, a w ostatnich dniach odkryłem moje posłannictwo; to bronienie Boga i naszej wiary.

    Piszę protesty do różnych „ważniaków” tego świata po których „zostanie niewiele więcej niż szczypta prochu, która spłynie rzekami do morza” (św. Jan Vianney). W ręku stary egz. „Miłujcie się” ze spisanym kazaniem św. Jana Vianneya. Czytam z uśmiechem, bo tam jest, to co głoszę;

1. każdy dzień musimy żyć z Bogiem i dla Boga…to niemożliwe dla ludzi nie pociągniętych przez Jezusa

2. jako lekarz wiem, że zdrowie ciała nie jest najważniejsze (wartość materialna) i wyśmiewam „latanie po doktorach”, bo ciało na nic się nie przyda

3. większość chrześcijan nie wie, że ma duszę i nic dla niej nie czyni…nie wiedzą, że jesteśmy po śmierci i pragną tego życia

4. o wszystkim dowiemy się w godzinie śmierci, ale będzie za późno; ujrzymy swoją nędzę, błyskawicznie zostaniemy zlustrowani w sumieniu i zapis w Księdze Życia

5. zło czynione świadomie zostanie ocenione ze szczególną sprawiedliwością (w tym mass-media)

6. ważne jest zakończenie naszego życia; każdy powinien dążyć do świętości; ”kto we Mnie wierzy ma życie wieczne”...

    15.00 Siostra Faustyna mówi o ubóstwie, o Jezusie ogołoconym ze wszystkiego; nawet na krzyżu nie miał ubrania. Łzy zalały oczy, serce ścisnął ból, ponieważ wiem to. Z tego wynika, że są świadectwa, które będą istniały do końca świata.

    Na roli Bożej ziarno wydaje plon stale i bez końca. Jakby na ten moment w moim ręku znalazł się stary list do o. Jacka Salija, gdzie wskazałem, że nasze prawdziwe ubóstwo rodzi się w sercu, bo można wszystkiego się pozbyć, a później żałować.

    Pan dał jeszcze dwa problemy, które znam i rozumiem bez słów. Właśnie przyszło „Echo” Medziugorje, gdzie;

1. relacja posługującej chorym terminalnie; trzeba przygotować się do śmierci, nie bać się i traktować ją jako przejście do Celu, którym jest Bóg.

2. wywiad z demonem włoskiego egzorcysty ks. Giuseppe Tomasa, (dziennik „Petrus” listopad 2008).

Egzorcysta;

    Melid, wiem że masz potężnych wrogów, Apostołów żyjących w łączności z Bogiem (w tym ja oddany Panu, a dzisiaj dodatkowo czysty). Masz też wielu takich, którzy nie wierzą w twoje istnienie (przeczą istnieniu Piekła), ale żyją w grzechu wg twoich wskazań. Dalej pada pytanie dotyczące wywoływania duchów, bo demony udają zmarłych oraz oszustwa dotyczącego reinkarnacji.

Demon Melid;

    Jeśli wiesz, że to sztuczka, to po co mnie pytasz? Nawet jeśli kłamię, zawsze znajdzie się ktoś, kto mi uwierzy.

Egzorcysta;

    Czego najbardziej boisz się w duszach?

Melid;

    Modlitwy szczególnie do Kobiety, której imienia my demony nigdy nie wypowiadamy oraz unikania złych okazji. Zniewoleni przeze mnie pragną pokus i sami je szukają...

                                                                                                                APEL