Najświętszego Serca Pana Jezusa

      6.00...zrywa budzik, takie przyjemności - życia w rodzinie - chcesz czy nie musisz uczestniczyć w jej trwaniu, sprawach i kłopotach! Przeżegnałem się i napłynęła myśl, aby pójść na Mszę św. o 7.30, ponieważ później mam dyżur w pogotowiu. Nawet napłynęła w/w intencja modlitewna z przekazaniem Mszy św. i Eucharystii oraz tego dnia życia!

   W Niebie znają moje kłopoty i pragnienia, nie chcą, abym denerwował się odczytywaniem intencji...wiedzą także, że pragnę żyć zgodnie z Wolą Boga Ojca. Odwiozłem córkę do autobusu, a podczas jej wysiadania powiedziałem, że: "dzisiaj jest wielkie święto..zawołaj do Pana Jezusa, bo inaczej zginiesz, sama wiesz o tym!"

                                                                        Pan Jezus z Sercem

    Mszę św. odprawiało dwóch młodych kapłanów...był też ten, przez którego wczoraj Pan Jezus "podszedł" do mnie! Wyczuwam jego duchowość, chociaż ma słaby głos i fałszuje podczas śpiewu. W Niebie znają nasze ułomności, ale liczy się serce!

    Zawołałem: "Matko! Mateczko! Przez Twoje Ręce kieruję prośby do Pana Jezusa, Twego Syna, aby miał miłosierdzie nad tymi, którzy żyją w odwróceniu od Jego Najświętszego Serca...wśród nich jest moja córka. Proszę Cię Matko, niech Pan Jezus będzie miłosierny...w tej intencji przekazuję Eucharystię, modlitwy i obciążenie w pracy".

    Łzy zakręciły się w oczach, ponieważ organista poszedł do seminarium "na księdza", a bardzo pięknie śpiewał o Sercu Pana Jezusa..."w Nim moja moc i ochrona"! Teraz płyną Słowa Pana wprost do mojego serca (Pwt 7,6-11), że jestem z narodu poświęconego Panu, Bóg wybrał mnie, jestem Jego szczególną własnością!

   Tam chodziło o Żydów, ale dzisiaj "narodem wybranym" są wszyscy podobni do mnie - idący Drogą Boga Ojca! Tak, ponieważ w Ps 103 "On odpuszcza moje winy, obdarza łaską i zmiłowaniem, jest miłosierny i łaskawy...nie odpłaca nam wg naszych win! Błogosław, duszo moja, Pana."

    To faktycznie jest zakryte dla mądrych tego świata i roztropnych (kierujących się własnym rozumem!), co potwierdzają Słowa Pana Jezusa (Mt 11,25). Nagle stało się jasne dlaczego ten kapłan podał mi wczoraj św. Hostię...nawet wyjaśnia się jak napływa Moc Boża, Pokój i Miłość Boga Ojca do duszy w czasie przyjmowania św. Hostii.

    Ponownie zrozumiałem świętość rąk każdego kapłana, przez które spływa Moc Boża na konsekrowany chleb, który przemienia się w św. Hostię dla naszej duszy!

    Jakże jest to proste i piękne...jak bardzo wyczerpujące dla każdego kapłana. Wielu mówi o "wyczerpaniu" sił ciała podczas Mszy św.! Sprawia to przewaga ciała duchowego zjednanego z Panem Jezusem! My nawet nie wiemy, co otrzymujemy...nie rozumiemy tego w naszej mądrości żyjąc tylko tym światem!

    Tak się ponownie składa, że ten sam kapłan (odprawiało dwóch) podaje mi Komunię św.! To nie przypadek, ale prowadzenie przez Boga Ojca, które trzeba zauważyć!

      Nabożeństwo skończone, a moje serce i duszę dalej zalał pokój oraz oddalenie od ziemi (ciało stało się małą kuleczką)...nie mogłem wstać z kolan. Poprosiłem Pana Jezusa o pomoc, bo byłem już spóźniony do pracy, a jako niewolnik czerwonych oprócz pracy w przychodni poproszono mnie o zastępstwo urlopowe prowadzącego izbę chorych (bez dyżurnego w nocy).

     Cała moc to Sam Bóg, a dzisiaj poszczę w intencji pokoju na świecie, a bliżej w b. Jugosławii. Nawał trwał do 15.20, a już mam być na dyżurze w pogotowiu. Skulony na ławce umierałem podczas wołaniu: "za tych, którzy są odwróceni od Serca Pana Jezusa".

     Przed chwilkę mówiłem do personelu o odczytywaniu Woli Boga Ojca, a z włączonej kasety popłyną słowa J. P. II o gorliwości jej poznawania i wypełniania z całą mocą! To częsty znak...nawet "niebo mówi", że: "wiemy...wiemy!"

      Po chwilce kojącego snu - na dalekim wyjeździe karetką - popłynie moja modlitwa przebłagalna! To modlitwa ułożona po moich prośbach...trwa ok. 1.5 godziny, koi serce i duszę, a zarazem jest miła Bogu Ojcu, Panu Jezusowi oraz Duchowi Świętemu! O 18.00 dzwony kościelne przypomniały o litanii do Najśw. Serca Pana Jezusa, którą odmówiłem - w pokoju lekarza dyżurnego - na kolanach.

     Przed kilkoma dniami była u mnie kobieta, która żyje w separacji z mężem...prosiła, abym porozmawiał z nim podczas spotkania. Właśnie trafiłem na niego w odległej wiosce u słabego po alkoholu. Przekazałem mu prośbę żony wskazując na nasze spotkanie...jako znak z Nieba! Jak się okaże wrócił do żony i dzieci, pogodzili się...

     Po czasie "wolnym" zaczyna się "młyn" z pacjentami, a nawet z zagrożeniem życia u jednego z nich. "Matko moja bądź dzisiaj ze mną! Panie Jezu pomóż, spraw, aby nikt nie umarł. Pomóż tej dziewczynce z biegunką, którą zostawiłem w domu, bo pędzimy karetką na sygnałech z ciężko chorym. Oprócz pomocy medycznej wołałem o pomoc dla niego...nagle poprawił się!

      Właśnie kolega poprosił o zastępstwo, ponieważ miał godzinną sprawę, a właśnie w tym czasie wzywają do samobójcy (powieszenie się). Zdziwiłem się, ponieważ przed chwilką miałem kłopoty z wdową chorą na żółtaczkę zakaźną, której mąż w zakładzie (po alkoholu) postąpił podobnie! Płakała, nie chciała jechać do szpitala, bo musiałaby zostawić dzieci same w domu.

      Pędzimy karetką, a w ciemności na drogę wbiegł koń! Ja wiem o istnieniu Szatana, który nie może uczynić mi krzywdy, bo Pan Jezus jest przy mnie! Nie wiem, co oznacza ta zmiana kolejki wyjazdowej, ale w mojej modlitwie wypada zawołanie Pana Jezusa: "Boże mój! Boże! Czemuś Mnie opuścił" w intencji tego dnia!

    Zawołałem do Pana Jezusa o miłosierdzie dla samobójcy. "Jezu! Nie wiedział, co czynił! Jezu! Bądź dla niego miłosierny! Wrony krakały na sąsiednich drzewach, a moje myśli były blisko Szatana, który zaciera łapska przy takich zdarzeniach.

    Młody człowiek "stoi" w sieni, powiesił się tuż nad ziemią, prawie wszedłem zamyślony na niego. Nie wyglądało to strasznie. Matka w rozpaczy i z krzykiem padła na podłogę: "takie, dobre dziecko...mój synek, zawsze mówił mamusiu, mamusiu...nigdy złego słowa!"

    Napłynęło zachowania naszego syna, który ma wszystko! Łzy zalały oczy, pocieszałem ją, że dzisiaj jest Uroczystości Najś. Serca Pana Jezusa...on jest, trzeba się za niego modlić! Weszliśmy do pokoju czyli za przegrodzenie kotarą biednej izby z rozpaczającą dalej matką. Teraz w rozpaczy padły słowa, że nie stać jej na pochowanie syna. Mój wzrok zatrzymał obraz Pana Pana Jezusa z Najświętszym Sercem!

                                                                                                                                APeeL