Tuż po przebudzeniu kilka razy powtarzałem: „ja jestem wyznawcą Pana Jezusa i Jego Matki, Maryi”. Ciało jeszcze drzemie, a duch już czuwa. W tej fazie Gandhi otrzymywał wizje i polecenia dotyczące swojego posłannictwa w Indiach. Wówczas interesowałem się tą błędną duchowością.

   Myślę, że w tym stanie, gdy nie pracuje jeszcze normalnie nasz umysł mogą docierać do nas kontakty ze światem nadprzyrodzonym. Ja dopiero jestem przebudzony i zapisuję te doznania.

   Moje myśli powędrowały do metod stosowanych przez Gandhiego. Nie należy iść jego drogą, bo wierzył w siłę woli, diet, itd. To błędna droga, bo trzeba iść drogą wiary. Prawdopodobnie zachorował na salmonellozę (miał do 20-30 wypróżnień) i odmawiał wszelkiego leczenia...aż stracił przytomność i stanął na progu śmierci.

   Koledze na dyżurze powiedziałem, że jeszcze 3 tygodnie nie wiedziałem o istnieniu Ducha Świętego...teraz już wiem, że jest i w Niego wierzę! Wskazałem też, że jeżeli poprosi o pomoc Ducha Świętego - w celu uzyskania cnoty - na pewno ją otrzyma, ale musi uwierzyć!

- W zabobony wierzysz?

- Gandhi na to odpowiadał, że jeżeli wiara jest zabobonem to wolę pozostać przy zabobonie...

    Nazwa zabobon pochodzi od ‘bobonienia’ czyli mruczenia wróżbitów w czasie ich obrzędów. Jest to zarazem wiara w nadprzyrodzoną moc spowodowania nieszczęścia lub ustrzeżenia się przed nim.

   Pacjentka mówiła, że ma sny „do przodu”. Pilnowała się bardzo, ponieważ miała być okradziona w sklepie. Nawet czekała na to, co się stanie i specjalnie nosiła trzy portmonetki! Jednak w sklepie na ladzie zostawiła pełną. Po powrocie dowiedziała się, że nikt nic nie widział! Natomiast matka położnej opowiadała, że córka przyjęła martwy poród z dzieckiem ssącym paluszek.

   Wróćmy do Osoby Ducha Św. i Jego Zesłania w 50 dni po Zmartwychwstaniu Pana Jezusa (Pięćdziesiątnica)...są to Zielone Świątki. Od tej nazwy na początku XX wieku powstał Kościół Zielonoświątkowców.

   Nawrócenie jest niezależne od Chrztu w Duchu Św. (może odbywać się przez nałożenie rąk przez starszych lub bez nałożenia rąk). To jest coś jak bierzmowanie...danie wzmocnienia dla wierzącego. Zielonoświątkowcy wierzą, że efektem tego Chrztu jest mówienie językami...pewien dowód wiary. Nie wydaje mi się to słuszne...wg nich ja jestem niewierzącym!

   Przypomniał się wczorajszy pobyt na działce. Żona dłubała w ziemi, a ja w tym czasie stałem za drzwiami budki i jakaś siła wewnętrzna zmusiła mnie do wzniesienia rąk ku górze z wołaniem: „Przyjdź! Przyjdź Duchu Święty.” Trwałem w tej postawie i było mi bardzo dobrze.

   Na dyżurze w pogotowiu o 22.00 nadeszła cisza z uniesieniem duchowym oraz pragnieniem bycia sam na Sam z Bogiem Ojcem oraz z Panem Jezusem.

   W tym właśnie czasie przywiozłem pacjentkę do oddziału wewnętrznego, który jest na piętrze budynku. Personel kręcił się, a ja usiadłem na leżance lekarskiej, zamknąłem oczy, a  w myślach "wołałem" jak dzisiejsi raperzy: „świat się kręci, chora stęka w niemocy, mruczy personel, wszystko jest pokryte bielą, słychać kroki, a ekg zapisuje życie...

   W tym czasie Ty, Jezu stoisz pośród nas...słuchasz, patrzysz i czekasz na nasze zawołanie. Myśl mała serce Ci ściska i w pół słowa...już Jesteś! Cóż dopiero, gdy słyszysz Twe Święte Imię.

- Co panu, panie doktorze? Czy pan się źle czuje?

- Nie, nie wszystko w porządku, jest dobrze!”…

                                                                                                                                        APeeL