W śnie krzyczałem do fałszywych dziennikarzy...wyraźnie widziałem wśród nich Aleksandrę Jakubowską. W ciągu dnia okazało się, że dzisiaj pracował Komitet Obrony Kraju, a towarzysze są czujni...wcześniej bronili ojczyzny „sowieckiej”, a teraz „naszej”; ciekawe dla kogo teraz jestem wrogiem?

    Z trudem udało się odmówić modlitwy poranne, ponieważ przeszkadzał demon...trzy razy musiałem używać wody święconej od s. Faustynki. W tym czasie wpuszczał mi „dobre sprawy”: list do leczącej hipnozą (prof. Marii Szulc), porywanie dzieci przez sektę religijną, porzuconą przez kolegę córkę oraz moje odrzucenie przez żonę.

   Do tego dołóż KGB i ich oszustwa...przecież u nas też mieszkają i nieźle żyją, bo demokracją demokracją, ale prawda jest po naszej stronie. Modlitwę skończyłem adorując wizerunek Pana Jezusa Miłosiernego.

   Wzrok zatrzymał także obrazek Zbawiciela Arcykapłana. W tym czasie w „Słowie na dzień” mówiono to, co napisali tam niewierzący...od razu wiesz, gdy tacy mówią o modlitwie. Nie ma tam świadectwa wiary, bo swojego terytorium pilnuje Szatan. Przecież nie jest głupi i w takiej redakcji ma swoich. Pokazywali to dotychczas towarzysze...

    Dzisiaj w pracy był normalny dzień: chorzy i udający takich, prośby wszelakiej maści i „dary". Dziwne, bo w południe - po odmówieniu „Anioła Pańskiego” - stała się cisza, a moje serce zalała wielka tęsknota za Panem Jezusem:

  • Panie Jezu jakże chciałbym zapalić Ci Gwiazdy na Niebie

  • zawołać tak, aby wszyscy usłyszeli…

  • dać Twoje Serce ludziom, Jezu, Jezu, Jezu!

    Płynie smutny śpiew i słowa o wciąż powracającej miłości i w tym momencie wiem, że moje cierpienia nie skończą się nigdy, ponieważ nigdy nie ustanie pragnienie zbawiania dusz. Cały bój toczy się o duszę...Szatan wie, że ciało na nic się nie przyda! Teraz bazuje na nim, ale wie, że w momencie śmierci odpada! Przecież jest to pokazane wokół (orzechy).

    Dopiero w takiej miłosnej rozłące możesz ujrzeć dar jakim jest modlitwa, a u mnie dodatkowo „wymodlona”. Podczas „św. Poniżenia” Pana Jezusa prawie omdlewałem...oddalony od ciała, cichutki, schowany „w sobie”.

    W czasie Godziny Miłosierdzia dla świata znalazłem się z Panem Jezusem na drodze krzyżowej. Wielkim cierpieniem było dla mnie - załatwianie chorych - w tym czasie. Mnie nie ma dla świata, a w tym czasie: ten ma gorączkę, babcia zesłabła po grochówce...kierowca zagaduje o „bliskim browarze”. Nic nie odpowiedziałem, machnąłem tylko rękę, bo tak daleko byłem od tego świata!

    Śmiertelnie udręczony konfliktem ziemi i Nieba...padłem w sen.

                                                                                                                            APeeL