Motto; „przyjazne państwo”...
Jak Pan Bóg to układa? W niedzielę pisałem i porządkowałem „papiery”. Magazyn "Ex Reporterów" pokazał rodzinę z ciężko chorym dzieckiem, a na końcu ich domek (z poprzedniego wieku). Reporter rozmawia z urzędnikami, ale moją uwagę zwróciły komputery...
Właśnie byłem w naszej opiece społecznej…słudzy ludzi byli wpatrzeni w monitory! Nie wiedziałem, że tak dzisiaj będzie ze mną w przychodni;
- zebrałem opisy do lekarza z PZP
- siostra wniosła plik nowych druków (będziemy robić jakieś badania przesiewowe)
- ta sama pielęgniarka dostarcza wypełniony przez kogoś druk do sanatorium (nie moja, nie leczę…o co chodzi?)
- wnoszą do podpisania aneks umowy na dyżury w pogotowiu
- druk rozliczenia zarobków
- dużo czasu zajmuje wyjaśnienie skierowania, które mam „podbić” (jakiś lekarz nie dał pieczątki nagłówkowej)…to skierowanie na usg ginekologiczne, które u nas jest bezpłatne.
- teraz szukam historii choroby pacjenta, która "zapadła się pod ziemię” czyli została włożona do innej koperty
- nie wymieniam tutaj wszystkich wydanych zaświadczeń do urzędów, recept, zleceń na zabiegi, rehabilitację, pismo do funduszu (choroba kandydatów na kuracjuszy), skierowań do specjalistów, szpitala (5 - 10)…i wiele, wiele na badania laboratoryjne.
Morze papierów. Po co to? Zabrałem moje zdjęcie szczęki, a stomatolog kazał dać parafkę, że zabrałem, co moje! Dzień kończę na poczcie, gdzie słychać tłuczenie stempli, pracę faksu, a w piwnicach widać całe regały listów…
Po wizycie zabrałem do domu pobrane z urzędu dokumenty na rentę społeczną, a dodatkowo żona poprosiła o wykonanie odbitek modlitw, a teraz ma pretensję, bo obudziła ją kserokopiarka...
APeeL