Po przebudzeniu serce zalała trwoga i czarne myśli, demon wpuszczał dodatkowo zwątpienie. Jak żyją ludzie, którzy nie wiedza o działaniu Bestii? Dzisiaj jest Msza św. dla mnie, bo Bóg Ojciec pyta proroka:

  • kogo mam posłać do Mego ludu, czy jesteś gotów?
  • oto ja - poślij mnie, ale jestem mężem o nieczystych wargach!

   Tam Serafin wypalił usta proroka od wszelkiej nieprawości (węglem pełnymi żaru), a ja widzę, że dzisiaj jest to Eucharystia. Po zjednaniu z Panem Jezusem staję się cichy, milczący i pragnę mówić tylko o Bogu Ojcu i bać się tylko Boga...nikogo więcej! Lud właśnie śpiewał: „kto się w opiekę odda Panu Swemu”. Na ten moment kapłan dodatkowo zapytał:

  • co dzisiaj mówi do nas Pan Jezus, co mówi do ciebie?
  • och, tak...przecież Pan Jezus mówi do mnie!

    Eucharystię przyjąłem w intencji milczenia i czystych warg, a w tym czasie zauważyłem kapłana z pochyloną głową przed Ołtarzem Świętym. Popłakałem się i zawołałem: „Matko kapłanów”, a łzy popłynęły na ziemię.

    Dalej wołałem: „Matko kapłanów, Matko kapłanów...nie mają rodzin, matek ziemskich, ale mają Ciebie Matko.” Ból prawie rozrywał serce, poprosiłem Matkę Bożą o pobłogosławienie mojej dzisiejszej pracy.

   Serce zalała wielka radość, pozdrawiałem ludzi z daleka i modliłem się już od ruszenia spod kościoła. Po drodze podjechałem do wdowy, której dzieci kolejno trafiają z żółtaczką zakaźną do szpitala. Płaczącej przekazałem prośbę, aby te kłopoty przekazała Matce...w prostej formie: „Matko przekazuję Ci mój dom i jego kłopoty"...dlaczego dotychczas nie uczyniła pani tego?

   Chorej dziewczynce dałem pieniądze na drobne zakupy w szpitalu. Tyle razy jeździłem tędy, a nigdy nie zauważyłem kapliczki w tym właśnie miejscu! „Zdrowaś Maryjo”...

    Dopiero 9.00, a już tyle przeżyć! Teraz z mszy radiowej płyną słowa: łatwiej jest mówić o głupstwach i sprawach ziemskich niż o sprawach duchowych (wierze). To słowa dla mojej żony, która nie pozwala być mi apostołem Pana Jezusa.

    Pan Jezus zawołał i powiedział do mnie: „idź”! Naprawdę żniwo jest wielkie, a robotników mało. W bólu płynie moja modlitwa, kojąca smutek...aż do „św. Agonii Pana Jezusa”.

    Udało się wyrwać z dyżuru w pogotowiu na obiad, ale już dzwonią. Trafiłem do rodziny przy obiedzie z przewróconą babcią, To nędzna chatka z bałaganem na podwórku i szczekającym psem w błocie po kolana oraz z malutką dziewczynką nad talerzem ze schabowym...wyraźnie wstydzącą się obcych. Dziwiłem się, ponieważ w tym wieku moje dzieci były karmione.

    Po powrocie do bazy z radia popłynie błogosławieństwo kardynała J. Glempa, a na dodatek pojedziemy do wezwania trasą pełną kapliczek i piękną figurą Matki Bożej z otwartymi ramionami. Dziękuję ze słowami: „wiem, wiem Matko, że to od Ciebie!”

   Później Pan sprawi, że będziemy przejeżdżali obok „mojego” krzyża. Wiele jest takich...nawet w środku miasta i przy cmentarzu, a ten jest niby przy trasie, ale zapomniany! W smutku rozstania z Panem Jezusem popłyną moje modlitwy wieczorne...w których dziękuję Ojcu za wszystko, co otrzymałem danego dnia. Nie można tego powtórzyć, bo jest to modlitwa od Ducha Świętego.

    Na dalekim wyjeździe połynie „św. Agonia Pana Jezusa", a ja zawsze doznaje wstrząsu przy obnażeniu Zbawiciela, Jego rozciąganiu i przybijaniu do krzyża oraz podniesieniu krzyża!

   Nie wiem jak długo to trwało, bo prawie omdlewałem...wprost byłem przy krzykach i rozpaczy, złości i przekleństwach z waleniem młotemW tym czasie towarzyszyła nam bezsilna Matka Jezusa . Pan został podniesiony, a wówczas pojawił się ból przebitych stóp! 

   Przed snem, przy zgaszonym świetle kolega-kierownik odmawia „Ojcze nasz”...tak sądzę z czasu. Na pewno moje modlitwy uznano by za dewocję (2-4 godziny). Fakt faktem, że wstydzę się w jego obecności, bo odmawiał modlitwę stojąc. Po czasie wykorzystując chwilę sposobną przekazałem mu Prawdy naszej wiary, a on mucząc przed snem zapytał: czy to prawda?

                                                                                                                                 APeeL