Dzisiaj pragnę przekazać bardzo ważne doświadczenie duchowe. W Ew. J 10,22-30 usłyszałem, że Jezus zna dusze oddane Mu przez Boga. Nikt nie wyrwie nas z Jego Ręki i nie zginiemy. Tuż przed Eucharystią łzy zalały oczy, a serce chciało pęknąć z bólu; „nigdy nie byłem, nie jestem i nigdy nie będę godny”...powtarzałem to wkoło.

    Nie ujrzysz swojej nędzy bez Światła Bożego, a jego brak sprawia, że robimy łaskę Bogu i nonszalancko podchodzimy do kapłana podającego nam Chleb Życia. Napłynęła bliskość Pana Jezusa i odczucie, że należę do Niego.

    Organista śpiewał; „O ! Panie szukam Cię i wciąż mi Ciebie brak. Gdzie jesteś Boże mój? ze mną bądź, ze mną bądź”.

     W kilku chwilach stałem się niezdolny do życia na tym świecie. Nasilenie i czas takiego stanu jest różny. Dusza zalana tęskną miłością sprawia, że z bólu muszę wzdychać, a ciepło i pokój zalewają okolicę serca.

  Dużo czasu poświęciłem dla Boga. Napisałem listy; pocieszenie dla wyrzucanych z kamienicy, podziękowanie do tygodnika za poruszanie takich spraw, protest przeciwko objęciu honorowego patronatu nad Świętem Dziękczynienia przez prezydent W-wy oraz świadectwo wiary dla lekarki. Rozdałem broszurę stomatolog dr Polo spalonej przez pioruna. 

   Podczas przejazdu pod „mój” krzyż przepłynęły moje grzechy, które czyniłem i którymi gorszyłem innych. Łzy zalały oczy, a serce rozrywało poczucie winy, które chciałbym odpokutować. Ale jak? W jaki sposób można to uczynić? Później sam przeanalizuję grzeszność „od początku”. Zrób to sam, a zobaczysz. Nie omijaj „drobnostek”, bo złym słowem mogłeś zabić!

  Pan wyjaśnia, że „czynieniem dobra można wynagrodzić tamto zło”. Tak, bo naszą grzeszność możemy odpokutować, ponieważ Bóg jest bogaty w miłosierdzie. Możemy odpokutować przyjmując na siebie grzechy innych.

    To właśnie dzisiejsze pisanie, dawanie świadectwa oraz modlitwy, łzy i kwiaty dla Pana. Natychmiast znam intencję modlitewną dnia. Idę i z bólem serca wołam do Nieba „za chcących odpokutowania grzechów”...„Panie Jezu! miej miłosierdzie, Matko módl się nad nimi, Ojcze wybacz”.

    Płynie modlitwa o cud uzdrowienia ciała wskazanej osoby (poprzez przyjęcie cierpienia zastępczego), ale prawdziwym cudem jest uzdrowienie duszy czyli obmycie z grzechów (świętość), które daje zbawienie. Zawsze życzę ludziom; „zdrowia duszy”. 

    Dziwne, bo „patrzy” krzyż przybity do drzewa oraz omijany w miejscu tragicznej śmierci trzech młodych ludzi.

    Z TVN „Warto rozmawiać” płyną świadectwa o wymodlonych cudach (niewidoma, rak kości, uszkodzona przez wypadek) oraz informacja, że stygmaty o. Pio wydzielały zapach lilii i fiołków.

   Wróciłem do Pana i po ponownym zjednaniu w Eucharystii pozostałem sam w mroku kościoła, bo byłem niezdolny do jazdy rowerem. To wielkie cierpienie, ponieważ nagle tracisz ciało i robisz się słaby.

   Przeżycia duchowe są podobne jak objawy w chorobach: ból w kolce nerkowej i wątrobowej czy objawy  dychawicy oskrzelowej lub zawału serca. Z kasety popłynie czytanie „Dzienniczka” s. Faustyny; „(...) dusza moja omdlewała z radości, jednak pod koniec Mszy św. czułam się tak słaba, że musiałam wyjść z kaplicy i iść do celi (...)”. 

   Tak dobrze w pustym i zaciemnionym  kościele, w Domu Pana z zapalonymi lampkami przy Tabernakulum. Słodycz w ustach i ciepło w okolicy serca trwały 2 godziny (mimo wypicia gorzkiej kawy).

    Pokój, pokój; „Panie dlaczego tak obdarzasz? tyle zła ciągnie się wciąż za mną...czym sobie zasłużyłem?” Mam jeszcze przeczytać „pokutę”. Biblia otwiera się na słowach Pana  do Jeremiasza;

    „(...) uwalniam cię z więzów, jakie masz na swych rękach. Jeżeli wydaje ci się korzystne pójść ze Mną (...) chodź! (...) Wtedy będę miał ciebie pod opieką (...)”.

     Wraca poranna Ew. J10, 23-30 „(...) Moje owce słuchają, a Ja je znam. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. (...) Nie zginą (...) i nikt ich nie może wyrwać z ręki Mego Ojca (...)”...        APEL