Wczoraj z powodu napięcia (sprawy materialne) nie mogłem nic napisać ani przepisać, a lubię być w dawaniu świadectw wiary na bieżąco czyli "mieć wolne". Po przebudzeniu o 3.30 od Anioła Stróża napłynęło; "wstań". Dobrze, że posłuchałem, bo przez 4 godziny udało się nadrobić zaległości.

   Taka praca po sugerowanej pomocy ze strony Bożej zawsze kończy się "na styk", ale bez pośpiechu. Tym odróżnisz owoc natchnienia; od demona będziesz zaczynał wiele czynności, żadnej nie skończysz, zmarnujesz czas i zdenerwujesz się. Sprawdź to na sobie, a będziesz wiedział. Nauczyłem się też unikania zapisów dziennika na siłę (wg woli własnej)...długo trwało ćwiczenie ufności w pomoc Bożą.  

    Przed Mszą Św. o 7.15 podziękowałem za wszystko Panu Jezusowi, a dodatkowo poprosiłem s. Faustynkę, aby uczyniła to dodatkowo ode mniePrzy kościele wzrok zatrzymał wielki krzyż przed kościołem z Panem Jezusem w promieniach wstającego słońca...popłakałem się i usiadłem naprzeciwko wielkiej figury Matki Bożej.

   Na Mszy Św. i nabożeństwie do Najświętszej Krwi Pana Jezusa przysypiałem, kiwała się głowa, a w sekundowych błyskach na krótko wracała sprawność. Nic nie dotarło do mnie, a Eucharystia dała słodycz i pokój. Żona miała pomysł podlania kwiatów wokół figury Matki Bożej...niepotrzebnie, bo następnego dnia będzie burza. Podlaliśmy też kwiaty pod "moim" krzyżem. Zamiast śniadania padłem w sen i tak będzie cały dzień.

   Dziwne, bo następnego dnia będę odmawiał w tej intencji moją modlitwę...podczas meczu drużyn piłkarskich "starych chłopaków" (oldbojów). Naprawdę można paść, bo był straszliwy upał z duchotą po ulewie.

    Podczas zawołań ujrzałem potwierdzenie mojej intencji, ponieważ uwagę przykuwały upadki Pana Jezusa na drodze krzyżowej. Dziesięć razy powtarzałem stację; "Szymon pomaga nieść krzyż Pana Jezusa"...

                                                                                                                               APeeL

 

 

    Aktualnie przepisane...

17.07.2001(w) ZA NIESPODZIEWANIE URATOWANYCH

    Dzisiaj, gdy edytuję ten zapis (21.07.2019)...zbudziła mnie nieprzeczytana wiadomość w telefonie ostrzegająca przed burzami z gradem. Wówczas w nocy trwała wielka nawałnica (trąba powietrzna), a rano w drodze do kościoła zauważyłem sanitariusza pod drzewem...podwiozłem go do pogotowia.

    Dzisiaj jest wspomnienie św. Jadwigi Królowej Polski, która pomagała biednym i potrzebującym. Właśnie rząd ratuje ofiary powodzi. To naprawdę wielkie nieszczęście.

    W czytaniach Mojżesz został cudownie uratowany przez kąpiącą się w rzece córkę faraona (Wj 2,1-15a), która zauważyła w sitowiu skrzyneczkę w której zostawiła go piękna matka z pokolenia Lewiego. Później był dla córki faraona jak syn. Dała mu na imię Mojżesz ("wydobyty z wody").

   Ja pomyślałem o św. Rodzinie, która musiała ratować się ucieczką do Egiptu. Wyobraź sobie takie wygnanie, biedę, brak pracy w obcym kraju, a trzeba wykarmić Zbawiciela! Ta rodzina kochała się w sposób ś w i ę t y.

   Po św. Hostii wołałem do Boga Ojca z dziękczynieniem...”Cud! Cud!!”. W tej radości będę później mówił o Bogu w banku, sklepie i do...murarza. Na sąsiadkę czekał właściciel sadu...trzeba rwać dojrzałe wiśnie (ratunek), a był straszliwy upał i duchota (tak właśnie jak teraz 21.07.2019).

     Pojechałem na Mszę św. wieczorną i popłakałem się po przyjęciu Ciała Zbawiciela. Moją modlitwę w intencji tego dnia skończyłem następnego dnia. Ateista powie, że to przyroda...

    Jeżeli nie wierzysz w moc Boga to nie prosisz o nic i brak w tobie ufności...pozostaje takim liczenie strat po nawałnicy. Cóż wielkiego jest w przesunięciu nawałnicy, przez Stworzyciela wszystkiego, a wiedz, że Pan czyni wszystko w myśli. Co w tym dziwnego?

                                                                                                                 APeeL

 

14.07.1991(n) Marana tha - Przyjdź Panie Jezu...

    Bardzo trudne jest życie zawołanego lub wybranego przez Boga Ojca. Nigdy już nie będzie miał spokoju, bo w sumieniu nie da się pogodzić pragnień duszy (Królestwa Bożego) i ciała, które ciągnie wszystko, co ziemskie. 

   Nawet normalne bycie z żoną ("jednym ciałem") wywołuje rozterkę, bo ten akt powinien służyć stworzeniu potomka, a nie przyjemności. Tak jest u zwierząt, a my to wypaczamy. Duża część ludzi wyznaje bożka erosa...nawet nie wspominam o "spółkujących inaczej" (ohydzie spustoszenia w Oczach Boga naszego).

  Dusza pragnie czystej, a nawet świętej Miłości Boga, a ciałko swoje. Sam wiesz, co to oznacza...często włosy stają na głowie przebijając czapkę.

   W tym czasie masz świadomość czystości, którą wyraża św. Józefa z białą lilią. Przepisuję to 20.07.2019 z takim samym sercem jak wówczas, a z radia płynie śpiew (Santo California - Tornero); "
Jesteś moim życiem /../ moja kochana /../ myśl o mnie zawsze /../."

    Wyrzuty dotyczące łamania "czystości" może podsuwać także Szatan, który nie lubi miłości małżeńskiej. Po chwilce nakłoni do samogwałtu. To śmiertelny bój...nie dla ludzi normalnychMożna go przegonić przekazaniem wyrzeczenia na ręce Pana Jezusa. 

    Dyżur w pogotowiu zacząłem z modlitwą "Ojcze nasz" i różańcem na kolanach...walka o dzień zaczyna się od rana. Przybyła rodzina, której zaleciłem modlitwę o ustąpienie niejasnego uczulenie...właśnie przekazali, że pomogła chorej woda z rzeki. 

Jak wielkie jest wasze zaślepienie i mała wiara! Tobie, mała córeczko (9-letnia) wskazuję, że to Matka Boża zmazała twoją chorobę po wołaniu do Jej męki...

    Zbliża się transmisja mszy radiowej; "Panie Jezu! nikt Ciebie nie chce, a wszyscy wokół to chrześcijanie, a nawet katolicy." W tym czasie siedzą i gadają o niczym, klną, a kolega głośno chrapie!

    Ks. Józef Zawitkowski podziękował za deszcz i wskazał, że staniemy przed Panem w nagiej prawdzie! Po chwilce - mówił do Boga językiem poety - od ryb i ptaków, a ja popłakałem z twarzą w dłoniach!

    Serce zalał pokój i przez 2 godziny przygotowywałem moją modlitwę (w instruktażu) oraz wołałem do Boga pod wielkimi i szumiącymi drzewami,a zważ, że to było "w pracy". Później trafiłem na nabożeństwo "Adwentystów Dnia Siódmego", gdzie płynęły piękne słowa i pieśni, a na zakończenie krzyk radości; "Marana tha - Pan przychodzi!"

   Dodatkowo badałem chłopczyka z porażeniem mózgowym, który słabo chodzi. Zaleciłem, aby cała rodzina przyjęła w intencji jego samodzielnego chodzenia cierpienia zastępcze, modlitwy, prosiła też Matkę Bożą.

   Podczas transportu dziecka potrąconego przez samochód - serce zalała tęsknota za Bogiem Ojcem -z pragnieniem oddania życia dla Pana Jezusa. Nie wytłumaczysz tego żadnym językiem. Nic nie mogło mnie ukoić...wołam tylko; "Ojcze Wszechmocny, którego jest wszystko i wszyscy. Ty dałeś Swojego Syna, Jezusa...Jezu, Jezu, Jezu!"

    W tej tęsknocie nadeszła pomoc w postaci Mszy Św. o 18.00. Tak jest, gdy oddasz Panu Jezusowi chwilkę własnej przyjemności, zrezygnujesz z czegoś dla Niego, przekażesz Mu swój dzień życia. Pan odda Ci to z nawiązką.

   Teraz siedzę skulony i słucham słów kapłana, że moim obowiązkiem - jako Apostoła Jezusa - jest wychodzenie do innych, głoszenie Ewangelii...nie wolno mi zamykać się w sobie, zakopać tego talentu.

   W prośbie modlitewnej wstawiłem się za transportowanym dzieciątkiem i jego matką...poprosiłem też o pokój dla rodziny i pogotowia. Po przyjęciu Eucharystii w serce wpadały słowa pieśni śpiewanej przez chór; "z daleka do Ciebie przychodzę i wciąż szukam Ciebie!"

                                                                                                                            APeeL