Moje obecne życie to Pan…od rana do wieczora. Można to porównać do kogoś, kto buduje dom…tylko to go trapi, bo „gdzie skarb twój tam serce twoje”. Zły podsuwa konflikt z Izbą Lekarską z jątrzeniem w mojej osobie; „za prawdę ukaraliście protestującego w imię Prawdy, a jak dewastatora pomnika z krzyżem?”

   Zauważyłem to kuszenie, bo wiem, że cierpienie niezasłużone jest wielką łaską Boga. W obronie, z płaczem śpiewałem;

„Chodźcie wszyscy do Jezusa, chodźcie do Światła, która nigdy nie gaśnie

chodźcie padnijcie na twarze, chwalcie Jego Imię”.

   Wiara to wieki dar, ogarnij świat i zobacz „garstkę Pana”, która wstaje z Bogiem w sercu i codziennie przychodzi na Mszę św. z ucztą dającą Życie. Jakby na znak biły dzwony kościelne (7.00), a ja mówiłem do zakonnicy, że o kilka chwil przybliżyliśmy się do Królestwa Bożego...

   „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie”. To język teologiczny, bardzo trudny…jak przekazywać słowa św. Pawła?

   Wg mnie; staliśmy się dziećmi Jednego Boga do którego mamy powrócić…samo wykonywanie Prawa nic nie daje (tkwią w nim Żydzi). Jezus wyzwolił nas poprzez…całkowite posłuszeństwo Bogu („bądź Wola Twoja”). Szatan to Buntownik, który odciąga od Boga podsuwając; „róbta, co chceta” czyli wolę własną.

   Jezus mówił o słuchających Słowa i zachowujących je, a mój wzrok przykuł wiz. Ducha Świętego nad Ołtarzem. W tym czasie siostra śpiewała o błogosławionym Chlebie, który jest dzielony miedzy nas. Serce przeszył ból, bo popłynie pieśń „chodźmy wszyscy do Jezusa”.

   Podczas Konsekracji wołałem; „Jezu! Dziękuję Ci za św. Hostię, za ten Cud…Jezu! dziękuję. Jezu! dziękuję…jak żyłbym bez Ciebie, na tym wygnaniu”. Duchowa słodycz pojawiła się w ustach, a nie ma takiej na ziemi. Serce zalał pokój i cichość w której zawołałem; „padajcie na twarze…padajcie na twarze, chodźcie do Jezusa, chodźcie do Światłości, która nigdy nie gaśnie…do Słowa Pana, do Ducha Świętego i Ojca Prawdziwego”.

   Może to sprawić świętość naszej duszy, łączność z Bogiem, ujrzenie naszej nędzy, chwilowości bytu i nic nie znaczących wartościach materialnych; posiadania i władzy!”

   Dalej trwała ekstaza; „chodźcie do Światłości”…z powtarzaniem; „chodźcie, chodźcie, chodźcie…do Serca Pana Jezusa”. W uniesieniu prosiłem; ”Jezu, Jezu, Jezu…jakże pragnę abyś zabrał mnie teraz!” W takim stanie niczego nie potrzebuję, a na pewno nie zwykłego chleba. Wolo wracam do świata. W ręku znalazło się;

- „Przymierze z Maryją” ze św. Pawłem, Apostołem pogan

- zdjęcie fresku „Ustanowienie Różańca” (Wenecja)

- art. medyczny o zaburzeniu przewodnictwa w naszych sercach („blokach”) oraz informacja o wadliwych rozrusznikach („śmierci”)

- dokument o wystąpieniu z Kościoła

- wróciła rozmowa ze specjalistką z psychiatrii, która stwierdziła, że jest niewierząca.

   Wyszedłem na spacer modlitewny, ale nie znałem intencji. Opiszę ten moment dla poszukujących. Z jednej strony wróciły słowa pieśni ”chodźmy wszyscy do Jezusa”, a z drugiej napłynęła; apostazja, prawie w 100% niewierzący psychiatrzy, Apostoł pogan, blok w sercu”. Może za tych, na których czekasz Ojcze? Modlitwa była „ustna” i nie szła, bo dopiero ostateczna popłynęła z głębi serca i duszy...                                                                                                                       

                                                                                                                     APeeL