Ten jeden dzień mojego życia zapisałem z trzech punktów widzenia:

- wg „duchowości zdarzeń” (wpisz: „Niedziela” Bóg może chcieć czegoś innego)

- z punktu widzenia cierpienia

- oraz wg „satyryczności zdarzeń”

  

09.02.2008(s)     ZA  ZJEDNANYCH Z TOBĄ, BOŻE OJCZE              

zapis wg „duchowości zdarzeń”.

     Minęła północ. W ręku mam „Listy” św. Hieronima, gdzie trafiłem na zdanie; „Weź skrzydła gołębicy, odleć i odpoczywaj i pojednaj się z najłaskawszym Ojcem”. Po Mszy świętej  w wielkim pośpiechu trafiłem do pokoju lekarza dyżurnego w pogotowiu. Tutaj mam intymność o której marzył skazany na wieloletnie więzienie, a wylądował w hali z dwupiętrowymi łóżkami.

    Od rana trwa bliskość Boga-Ojca. Teraz, gdy włączyłem melodię „Dzieci Pireusu” wróciła wizyta u  staruszków z wielkim obrazem Ostatniej Wieczerzy. Napłynęła też scena z dzisiejszych czytań o powołaniu celnika Lewiego…wprost widzę siebie wśród tych uczniów.

   Ja jestem w lepszej sytuacji niż oni wówczas, bo wiem, że Pan Jezus Jest. To wyjaśnia ich rozproszenie po pojmaniu Zbawiciela i zaparcie się Piotra.

   Dzisiejsza intencja napłynęła w kościele, bo Pan Jezus j e d n a  nas z Bogiem w Eucharystii. Teraz „spojrzał” wizerunek o. Pio, który wywołał „błysk” miłości do Boga. Przede mną znalazł się wycinek z gazety z informacją, że syn głodził ojca, trafił do więzienia i otrzymał przebaczenie o które prosił.

    Sam zawołałem; „Ojcze! Przecież ja tak właśnie  postępowałem  w stosunku do Ciebie”... ”wg litości Twej niepoliczonej chciej zmazać mnóstwo przewinienia mego (...)”.

    Psalmista wołał; „(...) Ty jesteś moim Bogiem (...) zlituj się nade mną (...) nieustannie wołam do Ciebie (...) ku Tobie wznoszę Panie moją duszę (...)”.

    Nawet teraz, gdy to piszę ból ściska serce, a Pan jest na wyciągnięcie ręki. Jezus jak lekarz przychodzi „do tych, co się źle mają”, a kapłan mówił o „ofierze pojednania z Bogiem-Ojcem”. Modlitwa „Ojcze nasz” jest na każdej Mszy św. ale dzisiaj wpadła w serce. Po Komunii św. poprosiłem Boga Ojca o błogosławieństwo.

    Przepływa zjednanie z Bogiem oraz bliskość  św. Hieronima, o. Pio (mam dwa jego wizerunki) oraz ks. J. Popiełuszko. Z włączonego radia „Maryja” pada nazwisko sowieckiego prokuratora Wyszyńskiego („dajcie mi człowieka, a znajdę mu paragraf”), ale w moim sercu kard. St. Wyszyński i Jan Paweł II. „Dobry jest Pan i łaskawy”…do serca falami napływała  w d z i ę c z n o ś ć  Boga.

   Zrozum, że Bóg cieszy się z naszych dobrych uczynków i jest wdzięczny…jak ojciec ziemski. Wiem, że za wszystko mamy dziękować, ale tak samo czyni Dobry Bóg. My często zapominamy o tym, a nawet nie widzimy tych podziękowań.

    Ruszamy karetką, a chory dziadek nie chce jechać do szpitala...podenerwowanie krzątającej się przy nim babci i niewiast. Na ścianie zobaczyłem wizerunek MB z Najść. Sercem.

- Patrzcie jak ta pani jest podobna do Matki Bożej…mówię do rodziny.

- To prawdziwa matka. Cztery lata opiekowała się moim ojcem...mówi synowa. Kobieta uśmiechnęła się i w pokorze nic nie odpowiedziała.

    W tej samej „Niedzieli” jest wspomnienie „Wyznań” św. Augustyna z cytatem jego zawołań do Boga. Łzy zalały oczy, ponieważ ten święty jest mi bliski (podobna  droga życiowa i duchowa). Płynie wołanie; „to Ty, Ojcze zapaliłeś Swoje Światło w moim sercu i mojej duszy. Ty ukazałeś mi Swoją prawdę i sprawiedliwość.

    W  moim sumieniu nauczyłeś mnie dziękczynienia za otrzymywane łaski. Ukazałeś jak czynić dobro prawdziwe i sprawiłeś, że wiem co to miłosierne przebaczenie. Pokazałeś Swoją moc i dałeś Ciało Zbawiciela. Raz na zawsze zmazałeś moje grzechy i dałeś Twój pokój kojący duszę. Od Ciebie napłynęły dary; łez, chryzmat odczytywania Twojej Woli, ujrzenie „duchowości zdarzeń”. Ty sprawiłeś moje nawrócenie i otworzyłeś Niebo”.

     Przypomniały się słowa Pana Jezusa: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał”. J 6,44                                                                                               APEL  

 

09.02.2008 (s)                         ZA  WSPÓŁCIERPIĄCYCH  

zapis z punktu widzenia cierpienia

    Ten sam dyżur. Pośpiechszybkie śniadanie i pragnienie chwilki snu, a każdy telefon w dyspozytorni sprawia bicie serca. To niepotrzebny stress, ponieważ przez długi czas będzie spokój. Zza ściany pojękuje nękany kolega, bo jego wzywano.

   Dziadek boi się lekarza i szpitala. Prawie zdziecinniał: bardzo niepokoi rodzinę (chyba rak jelita grubego?)…jego żona ma wiele kłopotów, a rodzina nie może sobie poradzić!

    Nawet dyspozytorka nie chciała przyjąć wezwania, „ponieważ nie chce hospitalizacji”. Nad chorym wisi wizerunek Matki, której Twarz jest podobna do twarzy cierpliwej małżonki. Rodzina potwierdza jej „świętość”...babci - opiekunki (także innych). Wjeżdżam z chorym, a chirurg wygonił mnie z gabinetu, bo sądził, że jestem sanitariuszem (pchałem wózek).

   Młody człowiek przyjechał do starych rodziców, a  napad kolki nerkowej pokrzyżował mu plany...dodatkowo zginęły dokumenty („ukradliśmy mu”)…w tym paszport do USA !

    Babcia zgłosiła wszystko na policję, podejrzewano sanitariusza, który siedział w smutku, a jest właśnie redukowany z pracy (przychodzą przeszkoleni). Dokumenty znaleziono w psiej budzie (skóra)!!

    Kolega-Kurd męczył się z pacjentami, a szczególny kłopot sprawiają mu starsi! Z jego chorą pędzimy do szpitala (sygnały, mgła), bo „obserwował„ ciężki krwotok z nosa.

    Chatka. Ciasno. Załamana kobieta, matka (śpi łącznie z dziećmi)…mąż w szpitalu (zawał serca), smutek: stres sytuacyjny. Nie ma czasu na rozmowę duchową, ale tutaj może pomóc tylko zawierzenie Stwórcy.

    Teraz konflikt kompetencyjny. Karetka „R” wyjeżdża do przypadków zagrożenia życia…i takie dwa wyjazdy otrzymał kierownik pogotowia, a pretensje przerzucił na dysprozytorkę, która  przestraszona musi palić papierosa po papierosie i cała „chodzi”, bo to jej przełożony!

    Z tego wszystkiego o 3.00 zjadłem resztę kolacji i męczyły mnie poty, pragnienie oraz koszmary senne. Koniec. Czekam na zmiennika, a kolega-Kurd przechodził tylko z pokoju do pokoju…dorabia się, a rodzinę ogląda w komputerze. Mijam utykającego (złamanie)!  Przespałem pół niedzieli…   APEL

 

 09.02.2008(s)        ZA  WIDZĄCYCH JAK W KRZYWYM ZWIERCIADLE

Zapis wg „satyryczności zdarzeń”.

Słowa kluczowe; „pogotowie rabunkowe”, ”przemocy udzielono na miejscu”...

      Przykro, ponieważ po wielu godzinach milczenia i bliskości Boga wróciłem do ciała i stałem się „normalny”, a to oznacza; głupie żartowanie (humor sytuacyjny) i grzeszne gadanie (wada). Nie wiem, może tak miał przebiegać ten dzień, aby opisać go z różnych punktów widzenia?

    Polak, gdy głodny to zły, a sytemu chce się spać. „Państwową wodą” umyłem włosy, a na ten moment wszedł kierownik pogotowia. Nic nie pomogło zakrycie głowy ręcznikiem („turban”)…on śmiał się, a ja właśnie wyjąłem sztuczne zęby!

- Ach! To doktór, a ja myślałem, że to któryś z dyżurujących Arabów?

- Za umycie głowy otrzymałem 300 zł, bo przez osiem godzin nie było wyjazdu!

      Opanowałem się i nie kontynuowałem żartowania, bo chciałem dodać, że to jeden z cudów Tuska w oczekiwaniu na powrót „Festiwalu Piosenki Radzieckiej”!  Kiedyś skrzyżowaliśmy szpady polityczne i kierownik z urzędu musi chwalić „Pełnych Obietnic”, a wypadało rzucić od niechcenia, że rządzą nami czupiradła, które nawet nie potrafią szkodzić Polsce tak jak PiS wg posła Wiesiołowskiego.

    Teraz całkiem zapomniałem, że nie wolno chwalić kobiety przed śmiercią, a szczególnie dyspozytorki, bo przed nami 24 godzinny maraton...i o  17.00 lawina ruszyła ze szczytu!

    Niewinny wyjazd do dziadka, którego już dawno powinien zdiagnozować lekarz ostatniego kontaktu (trochę otępienia, ale ma objawy raka jelit grubego?). Nigdy nie był u lekarza i boi się szpitala. Usiadłem przy nim i zacząłem głośnio krzyczeć do ucha, że był na wojnie, a teraz boi się lekarza! Pomogło, bo drgnął ku uciesze żony staruszki z córką i synową.

 - Dzwoniliśmy wcześniej, ale ta pani powiedziała: jeżeli nie zgadza się na szpital to szkoda jechać!  A może już szkoda jechać…dodali!

- Och! jaka to wygoda, ubierają pana trzy kobiety! Dziadek załadowany, a my dzielimy łup. Na izbie przyjęć tłumaczyłem wszystko chirurgowi, ale on mnie wygonił, bo wyglądałem na sanitariusza!

    Znowu trafiłem na pochylonego dziadka w chatce z bezwładną żoną, ale zabieramy młodego człowieka z kolką nerkową, którą ma od lat. Ten „podarunek” przywiozłem koledze obsługującemu ambulatorium.

Dobrze, że zabrałem go bez  badania, bo powiadomił policję, że skradliśmy mu wszystkie dokumenty;

-  paszport do USA (mogę tam jechać, ale za karę)

- karty kredytowe (nie wiem co to jest)

- i prawo jazdy (mam swoje jeszcze sprzed stanu wojennego). Zapytałem kolegę Kurda czy to on tak dokładnie zbadał pacjenta (przeglądanie kieszeni)?!!

    Teraz trwa zmiana dyżurnych: krzyki, szum na poczekalni, telefony, złość. Dobrze, że trafił się wyjazd. W poszukiwaniu domu wzywającej pogotowie trafiliśmy na podwórko przysadzistej pani „Uff”!, która wskazała nam miejsce: ”tam...tam”! Zaśmiała się po moim ostrzeżeniu;

- Proszę panią o zamknięcie drzwi domu, ponieważ idzie mróz!  

    Teraz w mgle i na sygnałach pędzimy z pacjentem na laryngologię! Wciąż dzwonią w sprawie kradzieży; podejrzewają sanitariusza, ponieważ kręcił się i wyglądem pasuje do złodziejaszka. Przypomniała się piosenka: „daj mi tę noc, tę jedną noc”. Pamiętaj! Nie chwal kobiety przed śmiercią, a dyspozytorki w pogotowiu przed zakończeniem dyżuru.

- Dziecko dusi się i sinieje!

     Przez chwilkę wczuj się w stres siostry przełożonej, która zrywa na wyjazd...własnego kierownika!

- Dorosły ma krwotok z płuc, sinieje i nie może oddychać.

     Powtórka stresu szefowej…od telefonu 999. Dobrze się śmiać, ale w mgle bez helikoptera nie trafią, bo to odludzie i jakieś „działki”.

- Siostro! Proszę się nie martwić...będę panią bronił przed zwolnieniem z pracy.

    Dziwne, ale strzał był celny, bo  słysząc krzyki (3.00 nad ranem) wyszedłem na korytarz, gdzie ujrzałem kierownika w gumowych rękawiczkach krzyczącego na swoją szefową, bo dyspozytorka jest osoba najważniejszą! W tym celu specjalnie zboczył z trasy i przyjechał do pogotowia zamiast do umierającego!!

     Dziewczyna ze złości wypaliła dwa papierosy; jeden po drugim oraz spożyła pół czekolady, którą jej podarowałem (ludzie tyją ze stresu). Nic nie mówię, że „mię dym szkodzi i zatyka”. Nie pomagają wyjaśnienia, że to wszystko przeze mnie, bo marzy mi się stanowisko kierownicze.

- Och! dobrze się panu śmiać…och! doktorze!

    Dyspozytorki pracujące w pobliżu wysyłanych na wyjazdy lekarzy i kierownika to duży błąd, który zagraża ich zdrowiu i życiu. Ja zorganizowałbym CP (centrum powiadamiania) w W-wie: mapa Polski, dyżurujące i strajkujące szpitale, łączność z całym światem. Stamtąd płynęłyby polecenia; zespół „R” 1235 jedziesz tu i tu ! 

    Coś czuję, że PO poradzi; na pewno skasują łóżka do spania, zaczną płacić za konkretny przypadek, bo mamy państwo przyjazne pacjentowi! Każdy lekarz będzie rwał się do wyjazdu, aby nie mieć godzin „przestojowych”!  Znowu wypowiedziałem "proroctwo", bo tą stację zamknięto!    

    Z tego wszystkiego chce się pić, ale pojemnik z napojem spadł z parapetu…dziurka mała, a środek pusty. Taka noc się zdarza raz. Zrobię zastrzeżenie, aby kierownik (układa grafiki) nie łączył naszych dyżurów…co on we mnie widzi? 

    Teraz czekam na zmiennika, a on jest na miejscu od wczoraj. To maratończyk, który dzieci ogląda w Internecie! Muszę jeszcze dopisać uwagę do wyjazdu rabunkowego, bo dyspozytorka przypomniała sobie, że „skradzione” dokumenty znaleziono w psiej budzie!

- Siostro! kiedy mamy następny wspólny dyżur? Och! już w ten czwartek? No, to do wesołego zobaczenia! W domu przespałem pół niedzieli, ale już za darmo!!                                               APEL