Po wczorajszym makabrycznym dyżurze w pogotowiu ratunkowym...tuż po północy trafiłem do chłopczyka z anginą w ośrodku wypoczynkowym MSW, który miał służyć zapracowanym w walce z wrogami ludu!

   Jeszcze babuszka z wysoką gorączką, która zasłabła (może sepsa spowodowana zakażeniem przewlekłego owrzodzenia podudzi), ale dlaczego ma napady śpiączki mózgowej. To jednak chyba objawy infekcji wirusowej, którą ktoś przywlókł do jej mieszkania. Podałem zastrzyk i zostawiłem zlecenie na transport (zawsze tak czynię, aby pacjent nie miał kłopotu)...tym bardziej, że nie chciała jechać do szpitala.

    W środku nocy trwała straszliwa ulewa, a rano trafił się pacjent w ambulatorium. Napłynęło pragnienie bycie na Mszy świętej, a właściwie przyjęcia Eucharystii, bo dalej mam dyżur (ciąg). Nawet wzrok zatrzymał Pan Jezus Miłosierny...

    Nie wolno opuszczać dyżuru, ale do kościoła dojeżdża się w kilka minut i był drugi lekarz. Pan spełnił moje pragnienie, bo trafiłem na czas Konsekracji z otrzymaniem Komunii św. Łzy zalały oczy z podziękowałem i powtarzaniem Jego Imienia, które oznacza (Ten, Który Zbawia), a wzrok padł na fresk z wizerunkiem Boga Ojca na sklepieniu świątyni.

    Eucharystię przekazałem w intencji tego dnia: za przestępców którzy rządzą w różnych krajach na świecie. Przepłynęły też zbrodnicze systemy (Kuba, Rwanda, itd.) oraz Stalin i Hitler z następcami, którzy żyją dotychczas. W sercu pojawiły się obrazy katowanych i mordowanych przez MSW.

    Także niezliczone struktury mafijne...także wśród rządzących, a nawet walka o tron papieża. Stąd próba zabójstwa Jana Pawła II przez wrogów naszej wiary. W samym Watykanie też jest dużo nasłanych.

    Zarazem Pan sprawił radość, ponieważ w kościele spotkałem żonę, ale kapłan nie zauważył jej podczas podawania Komunii świętej...musiała zostać na następnym nabożeństwie.

  Spokojnie mogłem odmawiać moje modlitwy w intencji tego dnia, ponieważ trafił się daleki wyjazd z objazdem z powodu remontu mostu.

    Bardzo szczupła kobiecina miała poronienie. Z mojego doświadczenia nie muszę jej dotykać. Pod szpitalem moje serce zalał pokój i radość oraz pełna ufność, że będzie dobrze. W tej  ufności napłynęła pewność istnienia nieba! Nawet powiedziałem o tym kierowcy, który uśmiechał się, a tak jest zawsze, gdy mówię o wierze.

    Większość ludzi z otoczenia to materialiści, ateiści oraz wrogowie kapłanów, a przy tym chętnie służący władzy wciąż ludowej. W czasie koronki do Miłosierdzia Bożego z dalekiego wyjazdu zabrałem 90 letnią starowinkę. W tym czasie jej córka patrzyła na mnie z podziwem: w sensie, że „jestem miły dla jej matki".

    Po powrocie do domu serce zalał ból, ponieważ pomagam innym, a nie mogę pomóc córce. Wiem, że Bóg Ojciec nie zostawi mnie w kłopotach. Na tę chwilkę wzrok zatrzymała książka Jana Pawła II "O cierpieniu", gdzie papież pisał o trędowatych, którzy cierpią podwójnie...odsuwani od innych.

    Zdziwiony czytałem „moje” słowa: „jak można zapomnieć o Bogu, gdy przygniata nas nieszczęście? Bóg kocha nas w nieszczęściu. Przecież Pan Jezus przeszedł próbę, próbę krzyża, który Go zdeformował i to bez żadnej winy z Jego strony. Zaufał Bogu, Swojemu Ojcu. Prosił Go nawet o uwolnienie od cierpienia". Papież specjalnie spotyka się z przywódcami państw, a to dlatego, że oni ponoszą odpowiedzialność za czynienie dobra ludziom.

    W tym czasie wolno zbliżaliśmy się do mostu, gdzie w dole stoi krzyż Pana Jezusa z Jego Ciałem w promieniach chwały. Tyle lat jeździłem tą drogą, a nigdy nie widziałem tego miejsca. Dzień zakończy relacja w telewizji o aferze w policji poznańskiej...

       „Dziękuję Pani Jezu za ten dzień”...

                                                                                                              APeeL