Tuż przed świtem, w ciemności pokoju lekarskiego usiadłem przy stole z wołaniem...

- Bądź pozdrowiony Panie Jezu, Dobry Nauczycielu i Mistrzu!

- Ty, który ukochałeś mnie - nawet nie wiem dlaczego?

- Podniosłeś mnie z rynsztoku i zaprowadziłeś do Oświetlonego Salonu - Twojego Prawdziwego Kościoła.

- Obmyłeś mnie i nakarmiłeś Chlebem Życia, a przedtem wszystko wybaczyłeś i przytuliłeś do Swojego Serca!

- Niech błogosławione będzie Twoje Imię.

- Niech błogosławiona będzie Matka, Maryja.

- Niech błogosławiony będzie Ojciec Przedwieczny.

- Niech będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament.

- Niech będzie pochwalony"...

    To "wystrzeliło' z mojej duszy w kilka minut...dalej popłynął różaniec Pana Jezusa, moja modlitwa poranna i cz. chwalebna różańca. Wszystko skończyło się około 6.40, a w sercu pojawiło się poczucie dobrze rozpoczętego dnia.

   Ponadto posłuchałem natchnienia, aby otworzyć Biblię, gdzie trafiłem na słowa św. Pawła: "Nie wstydź się tedy świadectwa o Panu naszym". To była zachęta do śmiałego głosze­nia Ewangelii. Czytałem to zdziwiony, ponieważ przed chwilką zły atakował "kierownictwem, które może zwolnić mnie z pracy za głoszenie Słowa Bożego, nawracanie i pisanie świadectw wiary na dyżurach!" Przeżycia opracowywałem na maszynie (w wolnych chwilach). 

    Nawet przepłynęła cała organizacją tej szatańskiej machiny, ale oni też mają lęki. Jeżeli wiesz, że można zabić człowieka posmarowaniem trucizną klamki (Stasi - killer-komando) - wówczas boisz się każdej kla­mki! Ja mam bezpłatną Ochronę Całodobową, którą jest Opatrzność Boża!

   Szatan nie ustawał, bo celnie zaczął, a ja w wyobraźni tłumaczyłem "religijnemu" kierownictwu ich łamanie przepisów. Nagle ujrzałem jak Szatan nas nienawidzi. Trudno sobie wyobrazić co "wpuszcza" w głowy kierownictwa, bo opiekuję się krzyżem Pana Jezusa, a to nie przystoi ludziom wykształconym.

    Przypomniała się moja porada pacjentce w podobne sytuacji: "uczestniczy pani w niesieniu maleńkiego krzyża z Jezusem, a na to wskazuje niesłuszność krzywdy, poniżenie, brutalność prześladujących! Proszę to przyjąć, wołać o pomoc do Matki, a wszystko się ułoży".

    Teraz z radia popłynie pieśń: "Święty Boże, Święty Mocny, Święty, a Nieśmiertelny", a serce zalało zdziwienie, że ludzie upatrują swoje szczęście w tym życiu, nie znają radości Bożych i nic nie wiedzą o Szczęściu Prawdziwym.

    Na Mszy św. wieczornej okazało się, że jest w intencji zmarłej przed miesiącem pacjentki, której wręczyłem moją modlitwę ("św. Agonię") z prośbą od Matki Bożej o jej powrót do Boga i wiary. Nawet powiedziałem do niej: "Wiem, wiem, że tu jesteś"...

    Dzisiejsza Ewangelia (Łk 15,1-3.11-32) dotyczyła przypowieści o synu marnotrawnym powracającym do ojca ziemskiego. Ku zdziwieniu jego rodzeństwa ojciec polecił przynieść dla niego: najlepszą szatę z daniem pierścienia na rękę i sandałów na nogi. Ponadto przywitał go wystawną ucztą z muzyką i tańcem.

    Tak jest też z nami, a ja jestem tego dowodem, bo nasz Dobry Ojciec podobnie czeka na nas i nie odpłaca nam wg naszych grzechów. Też niezasłużenie otrzymałem szatę, sandały i pierścień, a ponadto trafiłem do Oświetlonego Salonu, którym jest Świątynia Pana z Chlebem Życia.

   Po wyjściu z kościoła wołałem do Boga, aby był miłosierny dla podobnych, zwiedzionych przez Szatana na różne sposoby, aby wrócili na czas...jak ta pacjentka. Przez godzinę odmawiałem moje modlitwy...

                                                                                                                APeeL