Na dyżurze w pogotowiu padłem na kolana odmawiając cz. Chwalebną Różańca. Nagle przy zamkniętych oczach pojawia się wielka figura Pana Jezusa, która obróciła się Twarzą do mnie i oddalała się na tle nieba z chmurami. To obraz "Wniebowstąpienia" - coś pięknego!

   Z radia padnie zdanie z audycji "Słowo na dzień"..."tutaj mnie Pan postawił!" To mówił kapłan, a wróciły obrazy mojego pierwszego kontaktu z tym miastem. Wówczas zawoła­łem, aby Pan sprawił załatwienie pracy...spędziłem tutaj wiele lat pogańskiego życia.

   Teraz napłynęła wielka miłość do tego miejsca, gdzie zostałem skierowany przez Boga Ojca. Kapłan mówił o tym, że istnieje rozdźwięk między duszą i ciałem...te części nienawidzą siebie, podobnie chrześcijanin nienawidzi tego świata, ale po­stawiony musi trwać!

   Nie tego...nie mogę powiedzieć, że nienawidzę ciała. To wielkie uproszczenie. Ja jestem na wygnaniu, a dusza jest w niewoli ciała pragnąć powrotu do Królestwa Bożego! Nie mo­gę powiedzieć, że zawsze nienawidzę tej sytuacji. Ta łaska Boga Ojca sprawia, że na wygnaniu i w ciele mamy także wiele radości.

   To proste...ja chciałbym ukarać syna, ale w czasie jego poprawy sprawiałbym mu drobne przyjemności. To ważne, aby on pojął, że czynię tak dla jego dobra i pojął swój błąd! Jest to pokazane na synu marnotrawnym. Każdy z nas musi pojąć, że wszystko jest od Dobrego Ojca! Przykro mi, że dręczy się rodaków w pilnowaniu mojej osoby. Młody człowiek marznie w "czuwaniu", a mnie jego szkoda. Gdzie trafi, gdy nie wierzy w Niebo!

   Pan daje chwilkę przyjemności dla mnie, Swego syna. Szatan nie znosi tego i gdyby miał zezwolenie pukania do drzwi ("chorego na wiarę") czyniłby to z całą mocą (przyjemności psycho-fizyczne, seks czyli "miłość" małżeńska, posiadanie, władza i swoja wola).

    A tu złączeni przez Pana węzłem małżeńskim i najlepszy i ostateczny Bóg Ojciec...po różnych udrękach daje chwilkę rozkoszy. Zły tego nie zno­si, ale lubi, gdy upadamy, grzeszymy...wówczas sprzyja! On nie znosi katolickich małże­ństw cieszących się z rozkoszy ciała, która jest dana od Ojca! Nie mówi o nim na­wet hierarchia kościelna. W tym momencie nie mogę powiedzieć, że nienawidzę ciała, które jest nośnikiem duszy. To radość taka sama jak z jazdy dobrym samochodem!

   Z Msza Św. radiowej padają Słowa Boga poprzez proroka Izajasza ze zdaniem do mnie: "Proś o znak od Pana". Wczoraj koledze pisałem o tych znakach. Dodatkowo kazanie o. Jacka Salija! Jakże pięknie ujął problem...niemożliwość powstania Pana Jezusa z niewiasty i Ducha Sw. wskazuje na Dzieło Boga Ojca! Świetnie! Boskość Pana Jezusa...

Nagle sprawy ziemskie niszczą czas. Prawie wychodzę do kościoła, a wzrok zatrzymał się na Matce Bożej, a tekście z kalendarza padają słowa: "Wytrwaj w miłości Mojej! (...) Ja zachowałem przykazania Ojca Mego i trwam w Jego miłości (...) aby pełna radość była w was"(J 15,9-11).

   Ta radość właśnie zalała moje serce z towarzyszącą jej miłością do ludzi tego miasta. Jeszcze przed chwilką denerwowali mnie właściciele psów, którzy pojawiali się po moim wyjściu z mieszkania. W jednej sekundce Pan pokazał mi, że nie istnieje żadna nienawiść do ciała i świata. Na niebie krążą gołębie...to zawsze jest znak pokoju, a w sercu odmawianie cz. Radosnej Różańca.

    Wychodzi mój kapłan, a między naszymi sercami przepłynął błysk Miłości Bożej ze łzą w oku. Odczułem jego czystość! Nie wyrazisz tego żadnym słowem i nie opiszesz! Fizycznie jest to widzialna iskra, która przeskakuje między elektroda­mi z widocznym efektem.

   Eucharystia ze wspomnieniem duszy ojca ziemskiego, który nie wiedział, że Jest Pan Jezus...tak właśnie żył. Napłynęła pewność, że Pan Jezus pomoże mu. Dziwię się mojej obecnej mocy, ponieważ kazanie przespałem. Zapamiętałem tylko, że każdy ojciec powinien brać przykład z Józefa!

   Ponownie padamy na kolana. Prawie krzyczę w sercu: "Jezu...Jezu...Jezu!" Przepłynął obraz starszego pana, który zawsze klękał przed św. Hostią. Właśnie jest jego klepsydra. Od niego nauczyłem się klękać, a od małej dziewczynki żegnać. Tak zacząłem to czynić ...nie obchodzą mnie parafianie. Pan dał łaskę przyjęcia Jego Ciała Duchowego od mojego kapłana.

   Podczas wychodzenia z kościoła wzrok zatrzymał fresk na ścianie...uśmiechnięta Matka z Dzieciątkiem! Chwilka rozmowy z żoną poganina: "pani za niego odpowiada...nie nawracać, ale wołać do Matki, przyjmować za niego wyrzeczenia..,pro­sić o prowadzenie z ofiarowaniem Mszy Św.!"

   W koronce do Miłosierdzia Bożego wołałem "za tych, którzy nie wiedzą skąd przyszli...dlaczego są tutaj i dokąd zdążają!" Wróciły Słowa z Mszy Św. o wypędzeniu Adama i Ewy z Raju i ła­sce śmierci (odrzucenia ciała fizycznego) z powrotem naszego ciała duchowego do - czekającego na nas - Boga Ojca.

   W telewizji trafię na przysięgę, aby w potrzebie nie oszczędzać krwi własnej, a to trzeba czynić Panu Jezusowi! Tylko Ojciec daje Prawdziwą Wolność oraz wolną wolę. Tę wolną wolę odbiera nam zły (zniewala)!

   Wieczorem Pan dał poznać odczucie nienawiści do ciała...wystarczyło przytulić się z żoną - jakże to piękne. Przecież pozostalibyśmy w stanie łaski uświęcającej! "Jezu mój! Jezu! Wybacz, bo na chwilkę zostawisz mnie samego, a zaraz upadam".

   Uciekłem do drugiego pokoju i w tym smutku otworzyłem "Dzienniczek" s. Faustynki, gdzie trafiłem na Słowa Pana Jezusa, który pragnie doskonałości dusz wybranych. Ja wiem, że jestem światełkiem w ciemnościach świata...im będę doskonalszy, tym większe będzie światło, które może odbić się w innych duszach - nawet na krańcu ziemi! Ja zawsze tak uważałem, bo zaniedbany dziadek pod lasem to często święty o którym nikt nie wie.

   Padłem na kolana: "Dzięki Ci, Panie Jezu, że tak to wszystko urządzone. Ty możesz każde zło zamienić w dobro, a tego nie pojmie normalny człowiek." Teraz padają słowa o Duchu Świętym i Jego Darach: to Oznajmiciel Prawd Wiekuistych, Światłość dla poznania Mądrości Bożej /dla rozumu/...z darem rozpoznawania znaków Dzieła Ojca i odczytywania Jego Woli! To także męstwo w świadczenie o naszej wierze aż do śmierci!

   Te dary są wymieniane, ale brane dosłownie - po ludzku! W tym czasie przepływały postacie kolegów lekarzy. Połączyłem się z nimi wołaniem do Ojca o Światło i miłosierdzie dla nich, bo "nie wiedzą skąd przybyli i co mają czynić". Nawet zostałem zadziwiony wielką miłością do każdego z nich!

                                                                                                                APeeL