Wola Boga Ojca
  1. Jesteś tutaj:  
  2. Start

18.10.1988 (w) ZA SŁUGI SŁUG

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 18 październik 1988
Odsłon: 1952

      Wolne. Jedziemy na zakupy. Z kasety płynie Bogurodzica. Piękne kazanie; Jezus uczy, że wielki ma być sługą, a pierwszy niewolnikiem. Takie jest znaczenie słowa minister: niewolnik, sługa.

    Tak nazywał siebie Grzegorz Wielki; niewolnik wszystkich, sługa sług. Każdy z nas chce być zauważony i ważny, chce dać odczuć swoją władzę. Często jest to wynoszenie się ponad tych, którzy nic nie mają na swoją obronę; słabi, biedni, pozbawieni głosu, uzależnieni od otoczenia z powodu choroby, kalectwa lub starości.

   Jan Paweł II sługa sług Bożych. Poprzez służbę stał się wielki. Posługa to dar z siebie. Każdy z nas powinien służyć innym; modlitwą, słowem, czynem, bo w tym rodzi się człowieczeństwo.

   W centrum Warszawy potkałem kloszarda; zarośnięty (broda), na każdej nodze inny but ze śmietnika (wielkie stopy), a w dłoniach puste torebki foliowe. Dziwne, bo obok normalni ludzie; pełen luz, a nawet kręcą jakiś program dla telewizji.

    Miałem wielką chęć podejść do tego brata na ziemi i porozmawiać z nim. Wprost czułem w nim obecność Boga naszego. Niewierzący nie zrozumie tego. Kloszard poszedł. Wracałem tą sama trasą. Napłynęła myśl, aby żonie kupić piwo (niekiedy ma smak).

    Duża kolejka, a w niej kloszard...uprzejmie przepuszcza innych, bo nie ma pieniędzy. Poprosiłem, aby kupił jedno piwo dla mnie, a drugie dla siebie. Zamieniliśmy kilka zdań. Powie ktoś pijak, sam sobie winien, ale  przez chwilkę wyobraź sobie, że to ty...wstajesz, jest zimno, nie masz pieniędzy, a jesteś głodny i spragniony...

                                                                                                                                       APeeL

17.10.1988(p) Pragnienie modlitwy...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 17 październik 1988
Odsłon: 949

     Dzisiaj, gdy opracowuję ten zapis każdego dnia odmawiam modlitwę, która jest na witrynie, a została wymodlona. Jest to zarazem współcierpienie z Panem Jezusem podczas Bolesnej Męki. Niedawno wyczytałem, że ta forma jest prawidłowa. To połączenie cz. Bolesnej Różana z Drogą Krzyżową i św. Agonią Zbawiciela z Jego Słowami na krzyżu.

    Tuż po przebudzeniu duchowym nie będziesz zdolny do uczestnictwa w cierpieniu ze Zbawicielem, bo nie znasz np. Ukrytych Cierpień Pana w Ciemnicy z Jego świętym wizerunkiem.

    Na początku wołaj swoimi słowami do Boga Ojca, jak dziecko do swojego tatusie. Dam przykład takiego „krzyku”, który napłynął dzisiaj (02.09.2020) podczas kąpieli, gdzie ujrzałem moje stare ciało. Z płaczem wołałem „Tato, Tatusiu”...w sensie słabnięcia i brzydoty na tle duszy pragnącej świętości.

   Wówczas przepisywałem zalecenia dotyczące przygotowania się do modlitwy. U mnie jest to nagłe zaproszenie do wołania lub „obowiązkowe” po Eucharystii, bo wówczas w czystości wołam za osoby objęte odczytaną intencją. Przy złym odczycie (intencji wymyślonej) wołanie do Boga z ofiarowaniem cierpień Pana Jezusa „nie idzie”. Nie dasz rady - bez zjednania z Ciałem Duchowym Pana Jezusa - wołać sam z siebie.

   Rady, które wóczas przepisywałem są nieprzydatne na początku nawrócenia (skupienie się, medytacja, przeczytanie jakiegoś tekstu). Szatan szczególnie atakuje wchodzących na drogę prowadzącą do nawrócenia.

    Zacznij od Sakramentu Pojednania. Poproś Ducha Świętego o prowadzenie...także w modlitwie, bo Szatan podsunie ci, że najważniejsze jest twoje zdrowi fizyczne, a nie zdrowie duchowe.

   Bestia wie jak rozpraszać; podsuwa "dobre" myśli (zaglądaj do swojej głowy, a sam zobaczysz). Nie zapominaj o swoim Aniele Stróżu.

    Modlitwa koi naszą tęsknotę za Bogiem. To przeżywa nawrócony, który nagle widzi w Świetle Bożym ten świat, zesłanie, dołączenie duszy do ciała. Z tamtego czasu przekażę takie tęskne zawołanie;

„Panie Jezu, Ty z Ojcem Wszechmogącym możesz wszystko.

Panie Boże przebaczaj wszystkim, którzy się do Ciebie zwracają, aby

poznali Twoją wielkość i chwalili Cię.

Proszę Cię spraw, aby...wielu przestało grzeszyć.

Ty, Panie możesz. Ty, Panie potrafisz. Ty, Panie chcesz. Ja Cię proszę o to, aby wielu przestało grzeszyć. Ty masz na to tysiące sposobów”…

                                                                                                                               APeeL

 

 

16.10.1988(n) Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu...

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 16 październik 1988
Odsłon: 1444

    Jaka jest definicja Miłosierdzia Bożego? W encyklopedii nie było informacji, ale dano przykład, który dotyczył moich ostatnich wyczynów. Czy przypadkowo tam zajrzałem? Gotszalk z Fuldy (805-866/69) „Skargi pokutne”, gdzie było wołanie:

    „O! Boże, zżal się nad sługą żałosnym! Toć mnie stworzyłeś. A jam Cię odbiegł. Przykazaniami - biada mi, wzgardziłem. Przyznaję w smutku, że wielce zbłądziłem. Ach, cóż się ze mną stanie, Panie!”. Z długiego wiersza wybrałem aktualności dla stanu mojej duszy tysiąc sto lat później.

    Poszedłem na dyżur do pogotowia. Cały czas pamiętałem, że czarny tydzień jeszcze się nie skończył. Jako stary pokerzysta wiem, że to jest tak...”jak nie idzie, to nie idzie”. Zły kusił dalej, bo personel był "chory" i częstowano mnie alkoholem, ale odmawiałem kategorycznie.

    Na wyjeździe trafiłem do mojej byłej pacjentki...bardzo religijnej. Podczas wizyty uczestniczyła w transmisji Mszy św. odprawianej przez Jana Pawła II z okazji 10-lecia pontyfikatu. Właśnie papież podniósł Św. Hostię, a ona w tym czasie z mężem -  trzy razy namawiała mnie - do wypicia małego kieliszka koniaku!

    Minęła północ. Pędzimy do wypadku. Straszliwa mgła, ale na miejscu nikogo nie zastaliśmy. Bardzo często zdarzają się wezwania fałszywe, ale nie rezygnujemy z szukamy śladów wypadku. Faktycznie, w odległości około 10 m od rowu zauważyliśmy dwie postacie: kobietę i mężczyznę...byli nieprzytomni z pełnymi złamaniami podudzi.

   Znalazłem się w wielkim kłopocie, ponieważ mogłem zabrać tylko jedną osobę, a chłopak tracił oddech. Założyłem rurkę ustno-gardłową i podawaliśmy tlen. Trzymałem głowę umierającego i w błagalnym krzyku wołałem do Boga: „Panie! tak niewiele mogę! Proszę o pomoc! Proszę!”

   Nagła myśl: z umierającym jadę na spotkanie z R-ką, a w tym czasie karetka transportowa trafi z drugą ofiarą do ambulatorium w pogotowiu. Młody człowiek zaczął oddychać, żyje, jest karetka „R”!

    Kobieta, która przybyła na miejsce wypadku mówiła, że jej wilczur biegał tam i z powrotem, drapał drzwi, wzywał pomocy do rannych, których odkrył, ale ona bała się pijanych i nie wyszła na zewnątrz”...                                                                                                                            

                                                                                                                                            APeeL

 

15.10.1988(s) PIERWSZE POTYCZKI Z SZATANEM

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 15 październik 1988
Odsłon: 901

   Dyżurem w pogotowiu kończy się czarny tydzień. W czasie przejazdu karetką napłynęło jakieś „oderwanie” od ciała i miałem poczucie obecności pani w ciemnej woalce, która chciała ode mnie wyrzeczenia. Nie wiedziałem jakiego, ale bałem się coś obiecać. To jakieś ostrzeżenie. Z zamyślenia wyrwał mnie sanitariusz i wskazał na grupę satanistów idących z zapalonymi pochodniami.

    Każdy okupant rozpija naród. Trafiłem na "chorych" współpracowników i pamiętałem, aby nie ulec pokusie. Na wyjeździe trafiłem do religijnej pacjentki. Podczas wizyty nie przerywała uczestnictwa w transmitowanej Mszy św. (10-lecie pontyfikatu JPII).

    Papież unosił Ciało Pana Jezusa, a ona z mężem namawia mnie do wypicia małego kieliszeczka koniaku! Zobacz sztuczki szatana, który widzi wymykającą się ofiarę!

    Noc. Straszliwa mgła w której szukamy miejsca wypadku. W odległości 10 metrów od rowu leżą dwie postacie; chłopak i dobrze rozwinięta dziewczyna. Oboje mają pełne złamania podudzia. Chłopak umiera... 

   Trzymam jego głowę i tak niewiele mogę (rurka ustno-gardłowa). Pędzimy na spotkanie z karetka „R”. Chłopak traci oddech, a ja w myślach błagam Pana Jezusa o pomoc. Ranny zaczął oddychać i przekazaliśmy go karetce „R”. Po tygodniu zmarł w szpitalu. 

    Ponownie trafiłem w okolicę tego wypadku. Kobieta z pobliskiego domu mówiła, że jej wilczur biegał tam i z powrotem, drapał drzwi...wzywał pomocy, bo odkrył rannych.

    Wyrzeczenia nie przyjąłem. Wybrałem alkohol i utratę godności. W tym upadku zrozumiałem jedno, że odejście od Boga to znana przez kierowców „ślepa uliczka” lub droga donikąd. Ja dopiero zaczynam walkę duchową, a takich słabeuszy Przeciwnik Boga atakuje z wielką mocą. Tak kończy się zły tydzień.

    Teraz, gdy to edytuję trafiłem na słowa demona, który mówił przez opętanego: "Msza św. to jedyny środek zbawienia, żebyście nie poszli na zatracenie, tak jak my, ale to do was nie trafia! On tam jest i mówi do was: "Oto jestem! Weźcie mnie do siebie! Pójdźcie za mną". Do mnie powiedział: "Idź precz”!  Dzisiaj wiem o tym, ale w tamtym czasie pokładałem ufność w silnej woli...   

                                                                                                                APeeL

10.10.1988(p) NASZE DOBRE CZYNY PROMIENUJĄ JESZCZE PO ŚMIERCI

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 10 październik 1988
Odsłon: 1394

   Ludy pierwotne wszystkich kultów wierzyły w różnych bogów. Cywilizacja odwróciła się od Boga. Wiary nie można się nauczyć. Nie można dojść do niej żadną wiedzą.

    Często ludzie odwracają się od Boga, bo nie spełnia natychmiast ich próśb. Nie dziwi ich nasz kodeks postępowania cywilnego, gdzie na podanie odpisują po czasie, a często wcale. Bóg w ich potrzebach ma reagować natychmiast, bo „jak nie, to nie będę wierzył”. Tacy jesteśmy.

    Człowiek (dusza) przebywający w Czyśćcu nic nie może zrobić dla siebie i z utęsknieniem czeka na naszą pomoc. Nagle napływają łaski: wielu chwali go po śmierci, ktoś wspomaga go modlitwą, odprawiono Mszę Św. za taką grupę grzeszników, a jakiś brat ziemski przyjął za niego cierpienie zastępcze.

    Przypomniała się śmierć kolegi pediatry, który został wniesiony do naszej świątyni, bo nie prowadził życia religijnego, ale był bardzo oddany dzieciom. Rodzina zdecydowała, aby nie odprawiać za niego 30 Mszy Świętych (tzw. „gregorianki”). Bardzo zdziwiłem się, że proboszcz, nasz duszpasterz wyraził zgodę na zabranie jego duszy tak wielkiej łaski!

   Nie potrafię edytować rycin, ale wyobraź sobie tą sieć połączeń ludzkości z duszami tych biedaków, którzy już wiedzą, że Bóg Jest...

                                                                                                                                         APeeL

  1. 05.10.1988(ś) Wstyd się przyznać...
  2. 04.10.1988(w) Wołam do Ciebie Panie...
  3. 03.10.1988(p) Pierwsze tęsknoty za Bogiem...
  4. 02.10.1988(n) Miłosierdzie Twe...
  5. 28.09.1988(ś) Nasza duchowość…
  6. 27.09.1988(w) Zaczynam kochać zwierzęta...
  7. 24.09.1988 (s) ZA WRACAJĄCYCH DO BOGA
  8. 20.09.1988(w) ŚMIERĆ JAKO TOWARZYSZKA ŻYCIA
  9. 19. 09. 1988(p) Czynienie dobra bez miłości...
  10. 18.09.1988(n) Co robić z darami serca...

Strona 2449 z 2473

  • 2444
  • 2445
  • 2446
  • 2447
  • 2448
  • 2449
  • 2450
  • 2451
  • 2452
  • 2453

Menu główne

  • Strona domowa
  • Dziennik duchowy
  • Chronologicznie
  • Moja duchowość...
  • Dwa zdania o sobie

Dobowe odwiedziny

  • Dziś 455

WYSZUKIWANIE

Logowanie

  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?