Wola Boga Ojca
  1. Jesteś tutaj:  
  2. Start

08.06.2002(s) ZA PRAGNĄCYCH ODMIANY LOSU

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 08 czerwiec 2002
Odsłon: 592

Niepokalanego Serca NMP

    „W wolne soboty wal do roboty”. Nic nie zapowiadało bałaganu, ale zacząłem od 7.00, a skończyłem o 13.30 (pracujemy: 8.00-12.00).

   Młody idzie na kierowcę zawodowego, nie chce ziemi po rodzicach i dorabiania się. Przybył też chory z nowotworem i inny czekający na zabieg.

    W drodze z pracy przekazałem Bogu upracowanie i zawołałem: „ofiaruję Ci wszystkie najpiękniejsze kwiaty świata”. Zagrałem w „To-To”, może Pan Bóg odmieni mój los. To stanie się w 2008 roku, ale nie wg mojego planu. Pan da mi wówczas Swój krzyż!

     O 15.00 wyszedłem pomodlić się i podczas odmawiania koronki rozmawiałem z budującym dom, który chce coś zmienić, bo upada jego sklep. Teraz „Polityka” otwiera się na art. o bezdomnych, a w telewizji płynie program „Idol”.

    W „Super ekspresie” piszą o dziewczynce czekającej na przeszczep. Jeszcze „Samoobrona” pragnąca odmienić los rolników. Kupiłem różę dla Pana Jezusa i przypomniało się wołanie do Boga podczas powrotu z pracy.

    Przed Msza św. wieczorną zerwała się ulewa. Ponownie wołałem: „Boże tylu jest lekarzy pragnących pracy, a ja chce żyć tylko dla Ciebie i dla Twoich spraw”. To naprawdę płynęło z głębi mojego serca. W tym wołaniu pragnąłem odmiany losu, zapewnienia bytu, abym miał więcej czasu na modlitwy oraz zapisywanie przeżyć. W moim rozumowania czekałem na jakieś wsparcie finansowe. Bóg tego dokona, a wówczas będę się buntował i pragnął pracy. Zobacz nasza nędzę!!

    Popłakałem się podczas odmawiania litanii do Matki Bożej, a w ręku znalazł się obraz MB Pocieszycielki Strapionych z Lewiczyna, gdzie wróciłem do Boga, wizerunek Pana Jezusa oraz cudowny obraz Boga Ojca.

    Z figury Zbawiciela wyszedł gwóźdź (ze stóp). To znak ulgi, którą przyniosłem Synowi Bożemu w w zadawanych Mu cierpieniach...

                                                                                                                                    APeeL

 

 

 

07.06.2002(pt) ZA OFIARY TRAGEDII

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 07 czerwiec 2002
Odsłon: 627

Najświętszego Serca Pana Jezusa

      Przez cały dyżur w pogotowiu spałem tylko godzinę. Dobrze, że wcześniej poszedłem do przychodni, a nie wiedziałem, że dzisiaj jest duże święto kościelne i czeka mnie praca od 7.00 - 19.00!

    Pierwszy pacjent, biedny emeryt został zaskoczony przekazaniem mu wielu leków, które przynoszą przedstawiciele firm farmaceutycznych. Cieszyliśmy się razem, bo nie czekał i niespodziewanie zaoszczędził parę groszy. Podobnie było z chorą, której dałem drogi lek.

   Zbadałem też naszego kierowcę, który ma skomplikowane życie (piątka dzieci, druga żona). Złamałem przepisy, bo nie mam uprawnienia do badania kierowców zawodowych (poniósłby duży wydatek).

    W tym czasie z Sejmu RP słuchałem debaty o rolnikach. Jakże ta grupa wymaga zmiłowania. Płynęła też informacja o ofiarach trąb powietrznych oraz powodzi. Powstały wielkie  szkody, wielu straciło życie przez spadające konary (w tym dzieci z powodu uderzenie pioruna) i utonięcia.

    Około 13.00 napłynęła tragiczna wiadomość. Nasza karetka „R” zderzyła się czołowo podczas oberwania chmury z innym samochodem. Kierowcy ponieśli śmierć na miejscu, a nasz lekarz i pielęgniarka zostali ranni. Rozpacz, krzyk, bieganina, zamieszanie, wszyscy płakali, a  dalej trwała okrutna ulewa.

    W tej sytuacji poproszono mnie o zabezpieczanie pogotowia! „Panie zmiłuj się na nami”! Dodatkowo wysłano mnie do żony zabitego kierowcy, abym przekazał tę tragiczną wiadomość. Znowu rozpacz rodziny, krzyk i strugi łez we wciąż panującej ulewie. Teraz przywieziono zwłoki kierowcy. Pocieszyłem rannego kolegę kierownika, który przebaczył mi ostatni upadek!  

    Ten kierowca później śnił się przez lata („prosił o modlitwę”). W jednym z takich snów jechaliśmy na czołowe zderzenie. Wołałem za niego i wielokrotnie prosiłem jego ojca o codzienne uczestnictwo w Mszy św. (emeryt), ale wymawiał się słabością nóg! Wolał stać na balkonie. Tak żył wiele lat i tak umarł...

    Jakby na zamówienie wezwano mnie do nagłego udaru i silnych bólów brzucha, a na korytarzu miałem jeszcze dziesięciu chorych (16.30)! To niewolnictwo XXI wieku! Jednego dnia pani dyrektor zapytała: „dlaczego wcześniej przychodzę do pracy”? Zobacz zaślepienie przełożonego, który urzęduje piętro niżej, a nie na drugim końcu świata. Później ludzie dziwią się, że lekarze umierają!

    Jak to wszystko wytrzymywałem? Dzisiaj, gdy edytuję tan zapis (07.06.2019) wiem, że sprawiała to moc Boga, bo w takich dniach z Nieba spływała wzmacniająca słodycz, której nie da się opisać.

    Wówczas łagodniejesz jak baranek, nie podniesiesz głosu i raczej sam padniesz niż miałbyś kogoś zostawić bez pomocy. Pan sprawił, że wizyty zgłoszone do pogotowia załatwiła lekarka, która właśnie wróciła z wyjazdów.

    Na to konto trafiła się mdlejąca po zastrzyku oraz pacjent z obcego rejonu z napadem kolki nerkowej. Znowu wołam: „Panie Jezu! zmiłuj się nade mną”. Dodatkowo wrócili umówieni chorzy, których załatwiałem na dyżurze w pogotowiu. Ile zmiłowania potrzebuje każdy człowiek.

    Powiesz, a obiad? W środy i piątki pościmy z żoną w intencji pokoju na świecie. W takich dniach mam wielką moc do pracy i niczego nie potrzebuję oprócz kawy. 

    W domu padłem w ciężki sen, a przez to ucisnąłem sobie nerw promieniowy - w usztywnionym po złamaniu stawie łokciowym - i stwierdziłem, że mam porażenie prawej ręki (opadła mi dłoń). Dobrze, że jej czynność wróciła, bo to wielkie nieszczęście.

    Rano pobiegłem do Pana Jezusa z podziękowaniem za pomoc i przekazaniem mojego wczorajszego udręczenia (uświęceniem): „Panie Jezu! przyjmij w Swoim Najświętszym Sercu moje spracowanie w intencji ofiar tragedii”.

   W tym czasie atakowali mnie „opiekunowie”, ale ja im błogosławiłem, bo widziałem współuczestnictwo w cierpieniu Pana Jezusa, którego też śledzono. Zrobiono ze mnie „wroga ludu” i tak już zostanie...

    Po Komunii św. słodycz i pokój zalały duszę. W ręku znalazł się gwóźdź, a to oznacza, że moje cierpienie dało Panu Jezusowi odpocznienie ("wyjąłeś mi gwoźdź ze stóp").  Na ten moment „spojrzała” tabliczka z napisem: „Panie umocnij moje stopy na Twoich ścieżkach”.                                                                                                                                                                             APeeL

 

 

06.06.2002(c) ZA POTRZEBUJĄCYCH UKOJENIA

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 06 czerwiec 2002
Odsłon: 582

   Z radia Maryja płynie „Anioł Pański”, a serce zalewa pragnienie bycia na Mszy św. z przyjęciem Ciała Pana Jezusa. Dzisiaj mam dyżur i za ten dzień byłem na dodatkowym nabożeństwie wczoraj wieczorem.

   Zły zaleca, abym się nie spieszył i trafił na nabożeństwo. Zważ na sytuację: Szatan namawia mnie na pójście do kościoła, bo wie, że będzie nawał chorych. W tej tęsknocie za Panem Jezusem i rozterce na moim oknie usiadł gołąbek, a u nas to się nie zdarza, bo mają inne miejsca bytowania...

    W przychodni o 7.00 już było 10 chorych!. Kłótnie, bałagan. Prawie z płaczem prosiłem ludzi o przychodzenie w środy i piątki. Z trudem zdążyłem na obiad i do pogotowia. Łapczywie wypiłem 5 szklanek wody źródlanej. Nawet chwilki wytchnienia, bo wrócił pacjent z kolką nerkową. Nie ryzykuję,  jedziemy do szpitala, bo w nocy był już u niego kolega.

    Serce zalewały błyski miłości do Pana Jezusa oraz miłość do żony, a także ludzie będący w miłosnej rozłące...stęsknieni siebie! Pragnę modlitwy, ale nie znam intencji, a to nasila ból duszy. Wyjaśnię, że w takim cierpieniu ukojenie daje tylko modlitwa...rozmowa z Bogiem Ojcem.

   Nie chodzi o powtarzanie formuł (to też ważne), które dotyczy większości...u mnie jest to współcierpienie z Panem Jezusem. Moje wołanie daje Bogu odpocznienie, a mnie ukojenie i radość Bożą. To nie jest radość w zrozumieniu naszym. Nie można tego wyjaśnić człowiekowi normalnemu. To trzeba przeżyć samemu...

   Sanitariusz miał natchnienie i włączył kasetę z piosenką Krawczyka: „To co dał nam świat, niespodzianie zabrał los. Dobre chwile skradł niosąc w zamian bagaż zwykłych trosk". Teraz, gdy to przepisuję płaczę ponownie...tak jak wówczas.

   Czas nic nie zmienił w tęsknej miłości do Boga Ojca. Natomiast słowa; "Powiedz mi jak przeżyć wszystko jeszcze raz, jak oclić ginący, szybko ginący czas". Czas, nie wymaga ocalenia, bo jego upływ zbliża nas do powrotu z tego zesłania.

   Jeszcze zrywają do staruszki pogryzionej przez psa. Płacze, bo mąż jest w szpitalu, a mieszka sama w oddzielnym domu. W czasie powrotu zasnąłem z umęczenia w karetce.

   O 3.30 wezwano nas „na wyrost”, bo dziadek krzyczał i pragnął być w szpitalu. Przed szpitalem przywitała nas tęcza! To piękny znak Boga. Wszystko jest łaską, a ta szczególnie raduje. Dopiero teraz odmawiam koronkę do Miłosierdzia Bożego oraz moją modlitwę.

                                                                                                                                      APeeL

 

05.06.2002(ś) ZA DZIEŃ MRÓWCZEJ PRACY

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 05 czerwiec 2002
Odsłon: 575

    Dzisiaj, gdy to opracowuję 04.06.2019 jest śmiertelny upał, a mrówki budują swoje gniazda z wielką mocą. Ja sam siedziałem wczorajszego dnia i w nocy. Nie wiedziałem, że będę opracowywał taką intencję.

    W snach o typie eksterioryzacji znalazłem się pod całkowicie spróchniałym krzyżem, a takim się opiekuję...30 lat temu przewrócił go czas, a teraz razem zbliżamy się do końca. Znalazłem się też w W-wie, jakiś pismo, kłopoty...prawdopodobnie będę musiał odebrać nowe prawo wykonywania zawodu lekarza.

    Wyszedłem na Mszę św. poranną, przyroda odżyła po wczorajszej nawałnicy z piorunami, wstawało słońce, a powietrze było rześkie. Serce zawołało do Stwórcy wszystkiego: "Tato! Tatusiu! Dobry, Mocny i Święty”.

   Duszę zalała radość Boża, radość z życia dla Boga! Jakże piękne jest moje obecne życie. Zjednanie z Panem Jezusem sprawia moc dawania świadectwa wiary, a Eucharystia przemienia moją duszę.

    Jeszcze nie wiedziałem, że będzie to dzień mrówczej pracy...od 7.00 -17.00. W tym czasie przesuwali się zapracowani...podobni do mnie; leśnik, kucharka, rolnicy. Wielu z tych ludzi jest skrzywdzonych, bo nie otrzymują rent i nie mają na leki. Nie ma wagi do wykazania ich utrudzenia życiowego.

   Pocieszam i nikomu nie odmawiam, daję na leki i na aparat słuchowy. Współczucie budzi bieda i ludzka słabość. Jeszcze wizyta domowa, gdzie choremu napisałem na maszynie całą długą kurację (pomoc dla chorego i innych lekarzy). Wypełniałem druki na rentę dla rolników ze zniszczonymi rękoma. Jakby na pocieszenie przyniesiono przydział śr. czystości.

    Podczas zapisywania tego świadectwa z telewizji popłynie obraz starych sprzedawców oraz brukarzy układających ulice. Przypominał się czas "kocich łbów" po których tłukły się wozy konne, a ich obręcze metalowe straszliwie waliły.

    Podczas szukania domu chorej (wizyta) minąłem mężczyznę wiozącego wielki kamień. Jak Pan Bóg to wszystko okłada?

    Ledwie zdążyłem na Mszę św. wieczorną, a pod kościołem wzrok zatrzymały mrówki i ich żmudna praca. Z umęczenia odmówiłem niesienia chorągwi, bo mógłbym się przewrócić.

   Po św. Hostii zasypiałem i Bogu przekazałem ten dzień z podziękowaniem, bo „Pan jest Dobry”…

                                                                                                                                  APeeL

 

 

 

04.06.2002(w) ZA TYCH, KTÓRZY ZNALEŹLI SIĘ W OPRESJI

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 04 czerwiec 2002
Odsłon: 616

     Budzę się kilka razy, bo nie zauważyłem, że zegarek po upadku źle pokazuje czas. W końcu zatrzymał się. Dobrze, że zadzwonił budzik. W przerwach w śnie - wołałem do Boga - w sprawie moich niecnych czynów.

   Podczas przejazdu do kościoła popłakałem: "Mamo! Mamo! Proszę tylko o jedno...pragnę Syna Twego”. To był jeden jęk w duszy z sekundowymi błyskami działania Ducha Świętego. Nasze ciało nie wytrzyma więcej, bo serc może się rozerwać lub pęknąć!

   Nie istnieje wówczas świat, to nicość! Na tablicy przed świątynia przykuwają słowa: „chcę życie przeżyć Tobą, Jezu”. Płynie Psalm 90: „Obracasz w proch człowieka /../ tysiąc lat w Twoich oczach/../”.

    W Dobrej Nowinie były znane słowa Zbawiciela o denarze: co cesarskie dać cesarzowi, a co Boskie, Bogu. Na ten moment moje serce woła do Boga „cały Twój”. Święta Hostia pękła na pół. Cóż się zdarzy?

    Napłynęło mylące wrażenie, że będzie mało ludzi. Przesuwają się biedni i schorowani, bezrobotny i okradziona, która miała niejasne zasłabnięcie, a w tym czasie ktoś ukradł jej złoty łańcuszek i pierścionek. Jeszcze wizyta u wdowca, któremu zabrakło leków, a przewraca się z powodu zawrotów głowy. Dlatego pękła św. Hostia. Spieszyłem się na mecz z Koreańczykami, a właśnie u niego oglądamy naszych w opresji!

   Padłem umęczony. Żona poszła na Mszę św. wieczorną, a zerwała się straszliwa nawałnica (burza z piorunami)...z bólem zawołałem do Boga, bo to wielkie zagrożenie. Po przejaśnieniu spotkałem zmoczonego gołąbka, którego złapał pies i zagryzł. Drugi siedział smutny na słupku, uciekła z krzykiem młoda wrona.

   W telewizji popłyną obrazy ratowania grotołazów. Zagrożenie życia, niebezpieczeństwo. Pożar elektrowni, złe znaki drogowe i kłopoty kierowców. Przepływają obrazy różnych niebezpieczeństw.

    Wyszedłem na modlitwę, ale musiałem szybko wrócić, bo złapała mnie biegunka. To mała opresja, ale wyobraź sobie różne sytuacje (autobus, kościół, egzamin). Synowi trzeba dać dużą sumę na leki i prosi, aby jego kolegę skierować na leczenie odwykowe (zaczął pic).

   Żona jest zmartwiona wydatkami, a ja wskazałem, że ważny jest jego powrót do zdrowia. Faktycznie jest poprawa (depresja). Wyszedłem na spacer modlitewny....popłyną obrazy ofiar powodzi, pożarów, zawalenia się mostku i domu (Sowiety) oraz wojna Izrael/Palestyna., Indie/Pakistan, a także podzielona Korea.

    Zapisuję to, a płynie program o chorych biednych nie mających na leki. Napływa obraz oszukanych handlowców. Pułapki zadłużeniowe. Pan rano ukazał mi marność tego świata, proch, nicość. Dlaczego ludzie tego nie widzą? Nie pragnę niczego poza Panem Jezusem, ponieważ to wszystko jest dodane...

                                                                                                                               APeeL

 

 

 

  1. 03.06.2002(p) ZA OFIARY UPADAJĄCYCH FIRM
  2. 02.06.2002(n) ZA TYCH, KTÓRZY NIE PROSZĄ BOGA O POMOC
  3. 01.06.2002(s) ZA TYCH, KTÓRZY SĄ WDZIĘCZNI ZA URATOWANIE OD ZGUBY
  4. 31.05.2002(pt) ZA WYTRWAŁYCH W POSŁUDZE
  5. 30.05.2002(c) ZA ŻYJĄCYCH DLA CHWAŁY BOGA
  6. 29.05.2002(ś) ZA POMAGAJĄCYCH SOBIE
  7. 28.05.2002(w) ZA ZASKOCZONYCH SZKODĄ
  8. 27.05.2002(p) ZA TYCH, KTÓRYM NIE MA KTO POMÓC
  9. 26.05.2002(n) ZA NEGUJĄCYCH TROISTOŚĆ BOGA NASZEGO
  10. 25.05.2002(s) ZA ŻAŁOSNYCH

Strona 1681 z 2464

  • 1676
  • 1677
  • 1678
  • 1679
  • 1680
  • 1681
  • 1682
  • 1683
  • 1684
  • 1685

Menu główne

  • Strona domowa
  • Dziennik duchowy
  • Chronologicznie
  • Moja duchowość...
  • Dwa zdania o sobie

Dobowe odwiedziny

  • Dziś 1378

WYSZUKIWANIE

Logowanie

  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?