Tamtej nocy w śnie znalazłem się w barze, gdzie starszy i podchmielony jegomość przysiadł się do młodych kobiet, ale odszedł obrażony, bo nazwały go „tatusiem”. Właściciel zdenerwował się, bo to była znana osobistość!

    Z nocnego życia obudziło mnie zapalone światło. Ciężko jest wrócić do ciała i tego świata, a dodatkowo przepłynęły obrazy moich wyczynów alkoholowych z nietaktem kierownika przychodni, który w naszej obecności posta­wił alkohol dyrektorowi!

   Dziwne, bo właśnie żona mówiła o biedakach, którzy piją od rana, a to naprawdę jest wielkie nieszczęście. Z drugiej strony każdy poratowany w kompanii ma chwilową radość po przyjęciu klina.

   Dzisiaj, gdy to opracowuję (20.04.2020) jadąc na poranną Mszę Św. spotkałem zmarnowanego alkoholika, który zawsze mówił do mnie zdrobnieniem imienia, a drugi w podobnym stanie nie umiał przejść na pasach. Niedawno umarł taki, któremu załatwiłem rentę społeczną, ale to tylko  przyspieszyło jego zejście, bo zaczął mieć wielu kolegów...szczególnie po otrzymaniu wyrównania (5 tysięcy).

    Jakże rozumiesz tak cierpiących, którzy przypominają taki czas w moim życiu. Chciałbym poprowadzić ośrodek podobny do założonego w 1982 r. przez Marka Kotańskiego Monaru, ale bardziej pasowałaby "Betania" w Mostowie koło Częstochowy. To była przystań nadziei jak napisano w "Niedzieli", gdzie członkowie grupy chodzili na Msze Św. i zgromadzenia modlitewne, a ktoś, kto potrzebował pomocy bił w dzwon!

    Tamtego dnia sam byłem w stanie spotkanych dzisiaj i miałem nudności, a w drodze do pracy napłynęła pokusa, aby wejść do baru, który ominąłem, bo uprzedziło mnie w tym dwóch łazików.

    Z książeczki zdrowia pacjenta wysunął się obrazek Matki Bożej...pomyślałem, że wiedzą o mnie w Królestwie Bożym. Po pracy poratowało mnie trochę wódki i sen. Przepraszałem Pana Jezusa, a w telewizji pokażą uratowanego alkoholika...z moim zawołaniem o przebaczenie.

    Około 19.00 zapragnąłem piwa, a na ten czas Ryszard Rynkowski śpiewał; „na rozstaju dróg, gdzie przydrożny Chrystus stał...zapytałeś dokąd iść, frasobliwą minę miał /../ którą wybrać z dróg?” Dodatkowo „spojrzał” Pan Jezus z Całunu.

   Zrozumie to ten, który wie, że w takich chwilkach toczy się bój o duszę...przeważyło piwo, a przed północą przeholowałem z alkoholem. „Przepraszam Boże Ojcze”...

   Dusze tych biedaków czekają na nasze wstawiennictwo. Następnego dnia w tej intencji odmówiłem cz. bolesną różańca z koronką do Miłosierdzia Bożego oraz litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa…

   Dzisiaj, gdy mam edytować ten zapis (24.04.2020) postanowiłem być na Mszy Św. w tej intencji, bo właśnie jest Tydzień Miłosierdzia Bożego. Łzy zalały oczy, a za oknem zaczęły śpiewać ptaszki. Takie właśnie modlitwy i Msze Św. - zamawiane przez pacjentki - sprawiły odjęcie nałogu u mnie...

                                                                                                                                         APeeL

    Dzisiaj wiem, że wszystko jest prawdziwe w Kościele katolickim, a wówczas w poszukiwaniu Prawdy nie miałem kapłana prowadzącego. To jest pokazane na dzieciach do których musimy mówić odpowiednim językiem. W wypadku szukających Boga takim dzieciątkiem może być przebudzony duchowo staruszek.

   Właśnie trafiłem na książkę Paula Tillicha „Dynamika wiary”, niemieckiego teologa i filozofa, myśliciela protestanckiego. Jak stawiasz pierwsze kroki to nie idź tą drogą (strata czasu z zamieszaniem w głowie). Może wówczas zaciekawić określenie, że jest to teolog „troski ostatecznej”.

    Napiszę tylko moje uwagi przydatne dla poszukującego. Musisz odpowiedzieć sobie na pytanie; jaki jest cel naszego życia i jak go osiągnąć (chodzi o zbawienie). Cała reszta jest dodana.

   Protestantyzm jest odstępstwem (nie uznaje następcy św. Piotra), nie ma tam Eucharystii, kultu Matki Bożej, modlitw za dusze czyśćcowe. Cóż z tego, że jakiś teolog-filozof będzie ładnie pisał, gdy czytający trafi na manowce.

    Jak w ogóle mogłem to streszczać (zmarnowałem wiele czasu)? Sam język jest nie do przebrnięcia dla mnie jeszcze dzisiaj (13.04.2020), a w długich wywodach brak słowa; dusza i Szatan!

                                                                                                                   APeeL

Uwaga: to był 1-2 rok po moim nawróceniu...

    Jak można żyć tak jak święci? Ja nie wiem i miałabym wątpliwości czy jest to komuś potrzebne, ale pytania nie są bezsensowne. Musimy wrócić do losu. Każdy musi odgadnąć, wyczuć swoje powołanie i dalej postępować wg tego...zgodnie z sumieniem. Nie można na „siłę” starać się być świętym.

    Przecież świętym stajesz się w swoich myślach, a to jest najtrudniejsze. Znacznie łatwiej jest zrobić coś dla „oka” lub mówić jakim dobrym jest człowiek.

    W każdej chwilce dnia jesteśmy poddawani próbie „świętości”. Do gabinetu wchodzi cierpiący chłopiec z ręką na temblaku...źle zarejestrowany, bo miał trafić do rtg, a wszedł do mnie. Odesłałem go z krzykiem razem z opieką. Jak tak mogłem? Przecież wystarczyło powiedzieć, że to pomyłka i niech czeka na laborantkę.

   Przed kilku laty - nie interesując się tym wszystkim, co dzisiaj - będąc w chatce Brata Alberta w Zakopanem wpisałem się do Księgi Pamiątkowej: „w każdym z nas jest święty, wystarczy to obudzić i dobrze czynić”.

    Albert Einstein największy fizyk naszych czasów - uczony mędrzec, który uważał siebie za filozofa (uczony-filozof) był człowiekiem subtelnym i głęboko wierzącym. Jego teoria względności zdetronizowała częściowo nasze dotychczasowe pojęcie o świecie.

   Doszedł do wniosku, że światło gwiazd przebiegając obok słońca musi ulegać zakrzywieniu, a można to sprawdzić w warunkach pełnego zaćmienia słońca. W lutym 1919 roku w badaniu zaćmienia potwierdzono teorię obliczeniami odchylenie światła o 1,64", a Einstein przy biurku obliczył 1,75".

    Wierzył w Najwyższą Istotę, która objawia się w harmonii Wszechświata. W jednej osobie nastąpiło połączenie twórcy genialnej teorii naukowej i człowieka uznającego istnienie Boga.

   Każdy zauważy, że życie codzienne daje poczucie pustki, a nasze pragnienia zmieniają się i nie można ich zaspokoić...nie mówiąc o znalezieniu prawdziwego szczęścia. Jest to tragedia dla większości ludzi, którzy nie mogą odnaleźć sensu swego istnienia. Szczególnie jest to ważne w momencie załamań typu „nie chce mi się żyć”.

   Część ludzi - znalazłem się wśród nich - doznała tego małego szczęścia, bo przyszła do nich zaduma i zaczęli szukać „wartości ponad wszystkim co przemija”. Tutaj nasuwa się kwestia istnienia d u s z y...

     Jeżeli w chwili śmierci kończy się moja odpowiedzialność to mogę robić wszystko, co można ukryć. Sądzę, że większość wybrałaby tą sytuację. Wiele ludzi czyniących zło nie wie, że ich czyny są dokładnie zapisane...także w myślach!

    Osobiście uważam, że jest to największa odpowiedzialność, bo myśl rodzi słowo i czyn. Jeżeli znam zjawisko telepatii i wiem, że mój partner w grze w pokera reaguje na moją intensywną myśl w jego osobie: „dać! dać!! dać!!!...sprawdzić” to wiem, że jego karta jest przegrana, bo dodatkowo widzę jak się waha!

   Takie działanie jest grzeszne. W książce „Piękno myślenia” Krzysztof Murawski pisze, że myśl może wywołać wiele dobra i zła. To potwierdza moje stwierdzenie, że dążenie do świętości trzeba rozpocząć od naszych myśli...

                                                                                                                                 APeeL

    Należy zauważyć, że człowiek pierwotny oraz zwierzęta działają wg instynktów. Można powiedzieć, że dokładnie wypełniają wolę Boga Ojca. Obecny człowiek ma wyższą odpowiedzialność, która zależy od jego świadomości.

    Przykład: wyższa jest odpowiedzialność człowieka wynajmującego płatnego mordercę niż samego mordercy. Czyn jest widoczny - jego sądzimy, morderca został ujęty, ale ostateczna odpowiedzialność spada na zamawiającego. Jest to człowiek często na "wysokim poziomie". Trudno coś takiego powiedzieć o człowieku, który podejmuje się mordowania na zlecenie. Na pewno przeważają w nim instynkty zwierzęce.

   Wyżej wspominałem, że zwierzę nie jest ani dobre, ani złe. Podobna sytuacja jest z dzieckiem (przewaga ciała przy braku świadomości własnego ja do 2-3 roku życia!). Z istnieniem wiąże się mądrość (w tym wiedza), wewnętrzna radość istnienia, kontemplacja intelektualna. Nie wiem, co to jest, ale edytuje ten zapis zgodnie z oryginałem. Może chodzi o rozmyślanie nad sensem życia u niewierzących, negujących nasze stworzenie przez Boga Ojca.

   Człowiek, który „żyje dla życia” do czasu uświadomienia ma mniejszą odpowiedzialność. Po przejrzeniu zastanawia się nad swoim bytem i często widzi, że nie dom, złoto, samochód stanowią o ostateczne jego wartości, ale jego czyny.

    Oto przykład z ostatniego dyżuru w pogotowiu, gdzie wezwano mnie do obrzęku płuc. W takim wypadku udzielamy szybkiej pomocy; jest to zestaw działań w tym tlenoterapia z podaniem pewnych leków (moczopędnego, a także morfiny) z przewiezieniem na sygnałach do oddziału wewnętrznego.

    W czasie transportu trzy razy proszę przez radiotelefon o kontakt z oddziałem, ale dyspozytorka wie, że oddział jest nieczynny. Wreszcie otwiera lekarz, chory umiera, a on mnie poucza. W obrzęku płuc nasze działanie przynosi efekt błyskawiczny lub pacjent umiera.

    W spokoju po podaniu dodatkowych iniekcji i poprawie odwiozłem chorego do domu, a podczas powrotu do bazy cały czas widziałem jego oczy pełne radości, bo znał to śmiertelne zagrożenie. Wszystko trwało 15-20 minut. Wystarczyło nakręcić film, a taki kręcą wiecznie z Królestwa Bożego...w tym naszych myśli.

    Wówczas pierwszy raz w życiu podziękowałem Bogu otrzymany dar niesienia pomocy i za ujrzenie tego wszystkiego. Ten człowiek wcześniej czy później umrze i lepiej będzie dla niego, ale teraz liczy się obecna sytuacja. On jest w potrzebie, a my jesteśmy powołani do niesienia pomocy.

    Jak wygląda w tym działaniu dyspozytorka oraz kolega mieniący się dobrym lekarzem. Sądzę, że po moim przeproszeniu było mu głupio. Przedstawiłem przykład małego zła, aby na jego tle zobaczyć i ocenić różne działanie ludzi…

                                                                                                                               APeeL

    Przed nawróceniem interesowałem się różnymi zjawiskami paranormalnymi. To strata czasu prowadząca na manowce, bo szukający Boga Ojca, Stworzyciela, którego pragnie nasza dusza...wpada w „medytacje”, „wyciszanie” poprzez pozycje ciała.

    Pasjonowałem się wówczas; telepatią, eksterioryzacją i snami. Dzisiaj ludzie są podobnie zwodzeni przez „religie”, które pasują do ich wyobrażeń, a jest tylko jedna prawdziwa wiara (katolicka) w Boga Objawionego, a nie wymyślonego...

    Jako telepata mogę potwierdzić istnienie dwóch typów ludzi;

1. zachowanie A; mocny, wybuchowy, wydzielający „złą” energię, która powoduje u mnie różne zaburzenia...rozproszenie myśli, rozdrażnienie, niepokój o różnym zasięgu, nieprzyjemny ucisk w nadbrzuszu (okolica splotu słonecznego), ból głowy, a nawet wieńcowy. To promieniowanie wydzielają mocni i zdenerwowani lub źli szykujących się do jakiejś „akcji”.

2. zachowanie B; z promieniowaniem dobrej energii, a ich stan wywołuje pokój, uniesienie, słodycz w nadbrzuszu.

    Ten stan pojawia się po Eucharystii (ekstaza) o różnym nasileniu, ale w stosunku do działania ludzkiego nie ma porównania. W tym momencie powstaje pytanie - jakim zmysłem to odbieramy. Któż z ludzi może wyrazić to w słowach, aby wytłumaczyć to innym. To tak jak wytłumaczyć niewidomemu kolory.

    Jesteśmy całkiem lichymi śmiertelnikami, którzy są niezdolni do rozpoznania wielu doznań, rzeczy małych i wielkich. Jaki zatem jest zasięg i działanie sił nieśmiertelnych.

   Pytałem wielu ludzi, czy coś takiego mają, ale nikt nie potwierdził istnienie takich stanów. Myślę, że tą energią zwielokrotnioną leczą uzdrowiciele. W pracy wykrywałem takich ludzi - przebywanie w ich pobliżu zawsze to powodowało. Mógłbym rozpoznać w ten sposób uzdrowiciela.

    Trzeba dodać, że leczenie siłami własnymi wykorzystuje Szatan, wskazując na „boskość” takiego działania, aby go hojnie wynagradzać. Nabierali się na to proboszczowie i oddawali takim świątynie. Takie uzdrowienia (nie wskazuję na oszustów) mają krótkie nogi „będziecie jako bogowie”.

    Uzdrowienie w Imię Pana Jezusa jest trwałe. Sam doznam tego poprzez odjęcie nałogu pijaństwa. Stanie się to ok. 2002 r. i trwa dotychczas, gdy opracowuję ten zapis. Alkohol może stać w otwartej butelce...całkowicie mnie nie interesuje, tak jak gra w karty na pieniądze.

    Jeszcze problem zła na świecie, który wchodzących na drogę do Autostrady Słońca będą próbowali sobie wytłumaczyć. Nie rób tego sam swoją „mądrością”, bo zostaniesz oszukany przez Szatana...upadłego Archanioła o nadprzyrodzonej inteligencji. Podsunie Ci cały zestaw pytań, których celem jest budzenie zwątpienia;

- taki dobry Bóg, a stworzył dobro i zło

- dlaczego umierają niewinne dzieci (przecież nie doda, że wracają do Królestwa Bożego)?

- dlaczego są wszelkiej maści choroby, itd.?

    W Świetle Ducha Świętego ujrzysz strukturę świata...tak prostą, że niepojętą dla „badaczy” i filozofów. Z drugiej strony Pan Bóg pokazuje różnorodności, bo pies widzi wszystko szare, koń w powiększeniu, sowa w nocy. Wiemy, że u ludzi istnieją różne uzdolnienia.

    Przecież nie trudno zauważyć, że wszystko jest podzielone; kobieta i mężczyzna. Przecież Bóg mógłby stworzyć jednego osobnika, który w pełni świadomości tworzyłby swojego potomka (nawet są takie „stwory”). Wszystko na świecie jest wg zasady czarne - białe z odcieniami. Sam człowiek jest też podzielony - ciało (proch) + dusza pragnąca powrotu do Nieba.

    Jednym słowem; nie marnuj czasu na „ciekawostki” posuwane przez Szatana, bo dzisiaj, gdy to przepisuję Apokalipsa już trwa. Pozostał Ci krótki czas, nawet nie wiadomo jaki?

                                                                                                                                       APeeL