- Szczegóły
- Autor: APeeL
- Odsłon: 570
Koszmary senne...często jest to zwiastun dobrego dnia. „Boże, Ty Jesteś nieogarniony”! Za wszystko trzeba dziękować Bogu nawet za dar przyjemności! Czuję grę w karty i nie mam śmiałości poprosić Matkę o pomoc, ale nagle przełamałem się: „Proszę Cię Maryjo o pomoc, nie chcę dzisiaj grać w karty i pić alkoholu!".
To wielka rzecz, bo zgłaszasz prośbę o pomoc o bycie bezgrzesznym. Na górze znają naszą nędzę i słabość! Znają nawet mój strach...przed byciem dobrym! Boję się tego, że proszę, bo sam będę dążył do gry! Podczas otwierania garażu włożyłem do ust mały kamyk, ponieważ pragnę milczenia.
Serce zalała tęskna miłość za Bogiem Ojcem: „Jezu, mój Jezu”. Teraz chciałbym być sam i modlić się. Około godz. 11.00 prawie przez pół godziny napływała wielka słodycz. Po latach będę wiedział, ze jest to działanie Ducha Świętego. Wówczas pojawia się ciepło i niewysłowiona słodycz w okolicy splotu słonecznego (nadbrzusze) promieniująca do serca.
Na zakończenie pracy kupiłem piwa na grę. Kolega spóźnił się, a ja wsiadłem do karetki i pojechałem z pacjentem do szpitala (zmiana kolejki). Chory wymiotował, a z ucha ciekła mu krew (złamanie podstawy czaszki).
Po drodze czytam św. Jana z moją refleksją. Dlaczego nie może nasycić mnie ziemia i jej przyjemności? Nasza dusza może być napełniona tylko przez Stwórcę! Radość ciała = smutek duszy (cierpienie). Cierpienie daje ciszę i smutek ciała.
Jeżeli raz zakosztujesz radości Bożej to zawsze będziesz cierpiał przy kosztowaniu radości ziemskich (cielesnych). Wczoraj w czasie burzy zobaczyłem siłę Światłości Bożej. Bóg nie potrzebuje od nas niczego oprócz naszej miłości i naszego przebudzenia. Kupiłem karty, ale walka o grę trwała. Pomoc Najświętszej Maryi Panny nadejdzie...wierzę w to!
Oto zbliża się gra, a mnie zrobiło się żal nowych kart! Wszyscy poszli, zostałem sam nucąc: „Dobry jest Pan...dobry jest Pan. Alleluja”! Po modlitwie padłem na państwowe łóżko…
APeeL
- Szczegóły
- Autor: APeeL
- Odsłon: 552
W śnie martwiłem się o zdanie egzaminu na studia, bo wówczas będę musiał pracować u ojca w stolarni, a jest chytry i traktowałby mnie jako pomagającego syna (bez ubezpieczenia). Po przebudzeniu stwierdziłem, że jestem lekarzem i dzisiaj czeka mnie „tylko załatwianie chorych”. Z ulgą podziękowałem Panu Jezusowi.
W drodze do pracy spotkały mnie naloty „patriotów”, bo dalej trwa u nas „mentalność ruska” (zadaniem każdego jest łapanie szpiegów), a dzisiaj jest posiedzenie Sejmu RP. Co ja mam do tego: żyję tylko ciężką pracą i wiarą. Podejrzany jest fakt „chodzenia do kościoła” czyli udawania, bo wiara to „opium dla ludu”.
Przypomniała się piękna modlitwa Jana Pawła II za rodzinę: „Ojcze, który jesteś Miłością i Życiem spraw, aby każda ludzka rodzina na ziemi przez Twego Syna, Jezusa Chrystusa narodzonego z Niewiasty i przez Ducha Św. stała się prawdziwym przybytkiem życia i miłości dla coraz to nowych pokoleń”.
Nagle otworzyłem na stronie o Komunii św. przyjmowanej duchowo: „przyjdź...wejdź do mnie Jezu, bądź ze mną i we mnie”. Wielka moc zalała serce i pracę zacząłem z wielką radością. To sytuacja zawsze niebezpieczna, bo przywołuje demona, która pragnie tylko szkodzić. Podczas nagłego wyjazdu dalej czytałem święte słowa o Panu Jezusie, a w duszy pojawiła się tęsknota, której nic nie może ukoić.
Na ten czas zmarł pacjent niewierzący, który daje znaki, a nawet protestuje (wg jego córki). Ja wiem, że są to fakty, bo posiadamy duszę. W momencie przenoszenia zwłok na cmentarz, gdzie nie chciał leżeć z regału spadł wielki dywan oraz z wielkim hukiem przewrócił się rower. Czy wierzysz czy nie masz duszę! Na koniec pracy pojawił się pacjent z litrem wódki!
Trwa upał i parny dzień, dobrze, że na działce mam ławkę w cieniu. Pomyślałem, że na starość przydałaby się pustelnia...siedzisz tam, czytasz księgi, medytujesz z Duchem Św. i przyjmujesz ludzi światowych, którzy szukają Prawdy (porad).
Nagle zerwała się wielka burza z piorunami. Przy okazji stwierdziłem, że nie boję się śmierci, ale to nie jest igranie z ogniem, bo tak nie wolno. Wielu naraża swoje życie dla sławy lub nagrody. Burza z piorunami powtórzyła się w nocy, syn zerwał się ze snu i przestraszony przebiegł do mnie, a ja wygoniłem.
- W dzień nie boisz się Boga...burza może zabić ciało, ale ne jest groźna dla duszy.
Dzisiaj jest dzień wianków...dziewczyny w pracy plotą je z ziół do poświęcenia.
- To jest ładna tradycja, ale nie ma nic wspólnego z nasza wiarą…
APeeL
- Szczegóły
- Autor: APeeL
- Odsłon: 565
Z oddziału wewnętrznego, gdzie zastępuję ordynatora zawiadomiono mnie, że zmarł pacjent, którego zostawiłem do przyjęcia dzisiaj rano (dla jego wygody, aby nie wracał do dalekiej wioski)!
Wciąż nie mogę nadziwić się sztuczkom szatana. Powiesz: co ma do tego zły duch, który działa także przez dobro. Każda nieoczekiwana śmierć wywołuje smutek u lekarza i personelu!
W Islamie mówią: „wola Allacha”...jak często mówi się to u nas? Wszędzie węszy się złą wolę i zaniedbania. Pacjent, sąsiad zmarłego powiedział, że „zasnął jak ptaszek”. Jakże piękne są te słowa...staruszka z jednym okiem. Sam złapał mnie za ręce i dziękował, że wszystko jest dobrze.
Teraz przyjmujemy babuszke, która płacze (niewydolność krążenia i zapalenie płuc) mówiąc:
- Bóg jest dobry...nie może być Piekła!
- Czy wie pani jak Bóg jest Miłosierny?
Wytłumaczę to pani na dwudziestu synach, a właśnie umiera najgorszy z nich prosząc o przebaczenie. Przytula go pani i wszystko wiemy. Inny umiera i wyzywa panią: „ty, taka, a taka po coś mnie urodziła? Ten „dobry” trafia do Piekła lub do Czyśćca! Niech pani pomnoży to przez tysiąc tysięcy i zrozumie czym jest Miłosierdzie Boże.
Cały czas trwał młyn, ale wszystko zostało załatwione. Wychodzę, a woła mnie staruszka umierająca na raka. Podchodzę, a ta wciska mi 50 tysięcy „za podniesienie z ziemi"! Pomyślałem o szatanie i powiedziałem do niej: „nie trzeba, pani jest bardzo chora”.
W tym czasie zawołałem:, „Panie mój! Jezu Chryste spraw, aby przeze mnie popłynęło Twoje Dzieło”, a w spokoju zauważyłem, że otrzymałem pomoc Najświętszej Maryi Panny. W ostatnim dniu cofnęło się niedokrwienie serca (pacjentka zaczęła żwawo chodzić), a innej wrócił prawidłowy rytm zatokowy (miała migotanie przedsionków).
Nagle napłynęła refleksja dotycząca bezinteresowności: to naprawdę jest wspaniała ludzka (tutaj lekarska) cnota. W myślach przebiegło, że „pacjent płacący jest świadkiem tego, że bierzesz”. Dlatego niektórzy lekarze mogą takiemu życzyć śmierci! Odwrotnie - pacjent od którego nigdy nic nie bierzesz jest świadkiem twojej bezinteresowności...pragniesz, aby taki żył.
„Jezu mój! Jezu mój...jak straszne rzeczy mogą pojawiać się w naszych myślach, ale zabijano pavulonem w karetkach, aby zgarnąć kasę od zakładów pogrzebowych! Dzisiaj, gdy to przepisuję (24.03.2021) trwa sprawa łapówek obecnego marszałka Senatu RP (Tomasza Grodzkiego). Podaje do sądu tych, którzy go obdarowywali ("zabójczymi kopertami")...
APeeL
- Szczegóły
- Autor: APeeL
- Odsłon: 552
Zwykły dzień tego zesłania. Na izolatce leży śmiertelnie chora z nowotworem i 90-letnia babcia z mocnym głosem („może występować w Senacie RP”)...
- Halo, halo...nagle krzyczy.
- Halo, halo...odpowiedziałem w żartach i ze zdziwieniem stwierdziłem, że umierająca spadła z łóżka (pielęgniarki na dały barierki). Podniosłem ją jednym ruchem i położyłem na łóżku. Skąd miałem taką siłę?
Po obchodzie, podczas wypisu pacjentki zacząłem dziękować (wytrwałem na zastępstwie, od jutra jestem wolny): „Matko! Maryjo, dziękuję...wiem, że wszystko idzie dobrze dzięki Twojej pomocy". Przez moje ciało przepłynął dreszcz od głowy do stóp.
- Dlaczego pan nie rzuca palenia i co pan może poradzić pacjentom?...pytam zaczepnie kolegę psychiatrę.
- Wola...zespół abstynencyjny, itd!
- Dobrze, ale w wypadku alkoholika uzyska pan tylko przerwę w piciu, a on dalej będzie alkoholikiem! Trzeba prosić o dar odjęcia nałogu, a wówczas alkoholik staje się człowiekiem normalnym, będzie mógł pić alkohol, kiedy zechce!
- Nie słyszałem o takim wypadku!
- To zdarza się nawet u morfinistów!
Pojawiła się przepalona papierochami matka z niewinną dziewczyną około 13-14 lat...skromną, w kolorowym ubraniu. Ta mała z krytyczną miłością podchodzi do palenia matki, która zaraziła tym nałogiem wszystkich dorosłych z rodzeństwa. Proszę ją, aby modliła się do Matki Boskiej Fatimskiej o dar rzucenia nałogu przez matkę! Jak wielka radość musi być w Niebie w takich momentach, gdy modli się tak niewinna istota!
Szatan nie lubi dziękowania Matce Bożej. Mam wytrwać do jutra, a ten chce mnie zamęczyć dzisiaj. Już 17.00, a nadal trwa udręka, bo wielu chorych jest z brakiem zleceń. Wszystko w tym momencie się układa...obrabiam się.
Wracam po schodach z oddziału wewnętrznego do pogotowia (dyżur) z poczuciem, że jestem „robotnikiem Jezusa”. Serce zalała Boża radość: "Panie Jezu, ja jestem Twoim robotnikiem...dla Ciebie jest ta praca, przekaż ją za tych, którzy żyją na luzie”. Popłakałem się...
W pogotowiu, w jednym ciągu załatwiam: prawie śmiertelnie pokąsanego przez pszczoły, ciężko kopniętego przez konia i zranioną przez krowę!
Usiadłem na ławce pod gwiaździstym niebem, a właśnie przeleciał sputnik! Spragniony, bo przez cały czas trwał upał, wypiłem piwo z podziękowaniem: „Dziękuję Ci Jezu, dziękuję”.
W uniesieniu zauważyłem, że w odróżnieniu od ludzi „normalnych" w smutku i nieszczęściu zwracam się do Jezusa i Maryi, a w zadowoleniu i radości oraz w zwykłym pocieszeniu...dziękuję! Teraz już nie żyję tylko ciele, ale duchowo dla Boga.
Nagle usłyszałem rumor w pokoju lekarskim. Kolega obudził się ze strachu przed złodziejami. Powiedziałem, aby spał spokojnie, bo czuwam. Dodałem, że jeżeli kocha ten świat to dodatkowo życzę mu długich lat życia!
ApeeL
- Szczegóły
- Autor: APeeL
- Odsłon: 562
Na dyżurze w pogotowiu ratunkowym...zbudzony zawołałem: „Dzięki Ci Jezu”. Po chwilce wysłano nas do wypadku. Pędzimy karetką w środku nocy, a ja odmawiam: „Ojcze nasz” za ofiary tego wypadku. Okazało się, że już była karetka, bo to nie nasz teren (ktoś źle określił miejsce)...
Wsunąłem się pod kołdrę, złożyłem ręce (dyżurujemy w dwójkę w piwnicznej norze), a z serca popłynęło wołanie:
„Mateńko! Matuchno! Najświętsza. Maryjo Panno spraw, aby:
- więcej ludzi uwierzyło
- pociesz teraz umierających
- i zaprowadź ich do Twojego Syna.
- Ty, która nas znasz daj światło i siłę każdemu z osobna.
- Pociesz porzucone dzieci i bądź przy każdym umierającym!”
Nie mogłem tego zapisać, bo były to błyski przeszywające serce! W przychodni jakoś poszło, a teraz jestem na wizycie u babci, która dała mi wcześniej jednego pomidora (wyhodowanego w oknie). Teraz z wdzięczności zrywam dla niej różne dary działkowe...
Wracamy, "Fiacik" wolno toczy się z górki, a serce znalazło się przy św. Janie: „czy słuszne jest to, co pisze?...czy chcąc trafić do Jezusa trzeba iść Jego drogą na Golgotę?”
Ja myślę, że chodzi o przyjęcie własnych cierpień, ofiarowanie ich z poszukiwaniem i odnalezieniem Boga Ojca (poprzez ujrzenie cudu stworzenia wszystkiego). Mamy żyć w łączności ze Zbawicielem. W praktyce oznacza to codzienną Mszę św. z szukaniem Woli Boga Ojca. To tak mało, a zarazem wszystko.
Ja wokół widzę ludzi zmęczonych życiem. Prawie pękają im głowy od kłopotów, a "kto idzie za Panem" otrzymuje pomoc, ale czyni to tylko garstka. Większość o nic nie prosi i za nic nie dziękuje. Z obowiązku idą na niedzielną Mszę św. i wołają do Boga w nieszczęściach. Można poznać ich postępowanie na naszych dzieciach, które robią co chcę, a w zranieniu w paluszek krzyczą: „mamo!”.
ApeeL
- 17.06.1990(n) Dobry i Słodki jest Pan…
- 16.06.1990(s) Słowem przebijać serca...
- 15.06.1990(pt) Opuszczony...
- 14.06.1990(c) Za zdziczałych do końca...
- 13.06.1990(ś) Grzeszność na zesłaniu...
- 12.06.1990(w) Zniewolone ciało i dusza...
- 11.06.1990(p) Znalazłem się w grupie nienormalnych...
- 10.06.1990(n) Tajemnica wiary...
- 09.06.1990(s) Mrówką jesteśmy...
- 08.06.1990(pt) Nie da się pogodzić...