Tu spocznę, gdzie ma Ojczyzna.

 

    Jeden mnie wystrzał pożegna - takie marzenie.

 

Grób mój zielony, z brzozy krzyż - nie ważne miejsce.

 

    Ważne serce i dobra myśl - mała modlitwa ku wspomożeniu.

 

Naprawdę nie wiem, jak pójdzie mi tam. On tylko wie - mój Wielki Pan.

 

    On tylko wie i nie jest drobiazgowy - tak nie jest.

 

Jeden strzał - żaden krzyk! Tak zawsze chciałem ciszy.

 

    Zielony mundur, biały krzyż - czyste serce i dobra myśl.

 

Tak! Czyste serce i dobra myśl. Nie chcę nic więcej!

 

    Żaden krzyk! Nie! Nie chce nic więcej! Żaden krzyk!

 

                                                                                                         APeeL

 

 

    Podczas dyżuru w pogotowiu przyśnił się wujek z ciotką. Na studiach w AM w Gdańsku dawali mi namiastkę domu rodzinnego do którego miałem bardzo daleko. Nie mogłem być na pogrzebie zmarłej cioci, bo były straszne mrozy, 300 km i dopiero zaczynałem pracę.

    Nigdy nie śniła mi się babcia ze strony matki z którą byłem związany...dawała mi w swojej izbie kącik za szafą - przyśniła się 1 raz w styczniu 1988 r. w niejasnej sytuacji, a po kilku dniach zmarł jej ukochany wnuczek.

    W nocy było włamanie do garaży (ukradziono samochód, a z mojego wzięto tylko kanister z paliwem) - w tym czasie czasie przyśnił się znajomy złodziej z kompanami, który rozlewał alkohol i był bardzo zadowolony.

   Mignęła też pacjentka, która podała, że zażyła środek nasenny...wyraźnie widziałem trzy „chałupki”. Rano pojechałem do niej i znalazłem się na podwórku ze snu! Stwierdziła, że jej mąż utopił się, bo pił alkohol z bratem. W samochodzie były jego spodnie z pieniędzmi, ale w zamieszaniu zginęły.

    W śnie mąż zapytał ją czy brat dołożył się do pogrzebu. Odpowiedziała, że nie, a on przeklinał go. "Później (w nocy) obudził mnie dzwonek u drzwi. Wyszłam, ale nikogo nie było, a po podwórku biegał koń, który wyszedł z obory (nie wiadomo jak)".

    Inna opowiadała, że wspólnik jej męża (kupili razem maszyny cukiernicze) zmarł nagle. Mąż stwierdził, że to ludzie bogaci, ale długo nie zwrócą. Przyśnił się zmarły dłużnik...siedział jakby na drabinie - „wyżej”, uśmiechał się i powiedział; masz rację, tutaj trzeba płacić więcej.

    Krwawiłam z dróg rodnych, słabłam - mąż (sekretarz) z kolegą lekarzem opili mój płatny urlop „na poratowanie zdrowia nauczyciela”. Nie mogli prowadzić samochodu. Wysłano po chłopaka tuż po wojsku, który nie chciał jechać, bo była zimowa zawierucha, ale „to tylko 10 km”.

   Na głównej trasie stał Star z przyczepą w którego uderzyli. Kierowca z wypadku wyszedł bez szwanku, lekarzowi urwało głowę, a mąż zginął. Piękny był pogrzeb, na trumnie położyli czerwone płótno, delegacje, kompania honorowa i orkiestra.

   Teraz mówi ojciec, któremu przyśnił się syn i prosił, abym się nie martwił; „nie martw się tata, tutaj jest mi dobrze”. Innemu umarł 2-letni synek. Żona oglądała telewizję, a on pojawił się w drzwiach...w pełnej okazałości!

    U tej babci byłem pogotowiem - ciężki napad obrzęku płuc, krok od śmierci, żyła jeszcze dwa tygodnie. Chora bała sie śmierci, bo przeżyła odejście synka i po pewnym czasie matki. Któregoś dnia usnęłam, czuję zimny powiew, wiem, że to matka - obudziłam się, ale ona odeszła.

    W takich relacjach pojawia się element elektryczności (energia magnetyczno-telepatyczna); dzwonek, błysk, lampa, w przewodach, telefon itp.  Syn pracował przy pompie wodnej - była zepsuta. Porażenie. Zginął na miejscu. W nocy sen - straszliwe błyski na starych przewodach elektrycznych w mieszka­niu (ostrzeżenie, że „też są stare i złe").

    Już w tamtym czasie uważałem, że lepiej jest chodzić na pogrzeby niż na wesela. Obecnie (2016) bardzo lubię pogrzeby. Zmarli w snach często nas ostrzegają i przypominają o różnych rocznicach.

    Wróćmy do mojego snu. Po pewnym czasie zmarł wujek, który był człowiekiem b. silnym (kierowca taxi). W momencie jego śmierci odebrałem silny impuls...nawet pękły dwie szklanki podczas śniadania. Wiedziałam, że muszę być na jego pogrzeb i tak uczyniłem.

                                                                                                                                          APeeL

 

    Wczoraj wieczorem, podczas dyżuru w oddziale wewnętrznym czytałem homilie i przemówienia papieża. Podczas międzynarodowego kongresu lekarzy katolickich powiedział (3 X 1982), że „służba życiu określa cel medycyny”. Opieka nad chorymi to codzienna ofiara, ponieważ jesteśmy cząstką Niebieskiego Lekarza dusz i ciał.

   Przy tym - cytując Biblię - wspomniał o kruchości ludzkiej kondycji; nietrwałej jak trawa, przelotnej jak cień i ulotnej jak kropla wody. Teraz, gdy przepisuję ten dzień (23.04.2020 r.) jestem zdziwiony stwierdzeniem, że ta służba „winna obejmować i jednocześnie przekraczać cielesność, właśnie dlatego, że nie wyczerpuje ona życia”.

    Dalej wspomniał o „duchu służby” oraz podkreślił, że lekarz katolicki ma obowiązek świadczenia słowem i przykładem o wierze w życie nadprzyrodzone.

   Moje obecne zdziwienie jest wielkie, ponieważ do tego dążyłem przez 40 lat pracy. Bolał mnie fakt, że w kraju katolickim nie ma możliwości określenia siebie takim lekarzem. Z powodu wiary straciłem prawo wykonywania zawodu, bo koledzy psychiatrzy są ateistami. Nawet w Przychodni św. Pawła w W-wie trafiłem na takiego! Korporacja jest zamknięta dla wiernych Bogu naszemu.

    Przytoczę fragment przesłuchiwania przez komisję lekarską (w styczniu 2008 r.);

- Pani doktór gdzie pani skieruje matkę, której nagle umrze małe dziecko, bo ja zalecę ucieczkę do Matki Bożej…

- To pan chorych kieruje do Matki Bożej!?

- Pani doktór z nami powinien być kapłan!

- To pan z księdzem bada?

    Właśnie zmarł wielki lekarz Stanisław Luft (1924-2020) z którym zetknąłem się podczas specjalizacji w Instytucie Reumatologicznym w W-wie. Władzy wciąż „ludowej” nie podobało się jego zaangażowanie w życie Kościoła katolickiego, gdzie był wykładowcą medycyny pastoralnej (napisał taką książkę „Medycyna pastoralna”).

    Za to „ukarano” go; nominację profesorską otrzymał dopiero w 1992 r. (tuż przed przejściem na emeryturę). Nic się nie zmieniło, bo „towarzysze” stosują wypróbowane metody; promują miernych, biernych, ale wiernych...szkodząc jak się da „tym, co nie z nami”.

    Tak się złożyło, że właśnie dzisiaj otrzymałem pismo z prokuratury, gdzie trafiła moja krzywda, bo tuż przed emeryturą (4 miesiące) zawieszono mi pr. wyk. zawodu lekarza za bycie katolikiem, co oznacza obowiązek obrony wiary i krzyża.

    Najgorsze jest to, że funkcjonariusze „sanhedrynu” (rady) zarówno okręgowej jak i naczelnej tkwią w przestępstwie od 12 lat. W tym czasie nauczają w TVN, mówią o etyce, sami sobie przyznają odznaczenia oraz nagrody i wyróżnienia („Mentor”, „Lista Stu” najważniejszych doktorów), aby trafić później do izbowej salki pamięci. To są głupie celebracje świeckie znane z czasu okupacji sowieckiej.

   Protestowałem przeciwko konferencji 28 marca „Światłość i Ciemność” na temat; „Ból i cierpienie” razem z UKSW, którą skasowała pandemia. Koledzy dalej podpinają się pod wiarę katolicką i Kościół święty (faryzeizm). Tak zmieszał się ten i tamten czas...

    Wówczas w śnie wędrowałem po różnych pomieszczeniach. W jednym z nich trafiłem na trumnę z awarią światłą i trwającym półmrokiem. Tam wszedł zmarły wujek i z płaczem położył ręce i głowę na moich kolanach. Światła nie było także w pomieszczeniach mojego ojca i zmarłego brata ciotecznego, a także w całym mieście.

    Nasze światło jest odpowiednikiem wiary w Boga i Jego Światłości wokół, w miastach i na świecie. Wszyscy ze snu żyli w ciemności duchowej, a teraz potrzebują wsparcia, aby przesunąć się w Czyśćcu ku Królestwu Niebieskiemu. Ja dotychczas też tkwiłem w takim mroku...

   Z natchnienia Ducha Świętego napłynęło, aby za te dusze być na Mszy Św. co uczyniłem 09.10.2018...

                                                                                                                                 APeeL

     W czasie prób chodzi o wybór pomiędzy czynem dobrym i złym. Każdy powinien to ćwiczyć, bo po czasie stwierdzi, że jest to droga, którą będzie musiał iść aż do śmierci. U ludzi normalnych takie wybory dotyczą tylko tego życia...dopiero przebudzenie duchowe sprawia ujrzenie świata nadprzyrodzonego.

   Wielu w takim momencie zostaje zwiedzionych przez Bestię i trafia na manowce; New Age, św. Jehowy, Kościół Scjentologiczny lub odłamy wiary katolickiej...”zreformowanej” przez Lutra i Kalwina. Wówczas wierzyłem w determinizm czyli zapis wszystkiego wykluczający wolną wolę, a także grzech, „bo, co mam być to będzie”. Jeżeli narozrabiałem, a to było w zapisie losu to jaka jest moja wina? Jest to jeden z przykładów zwiedzenia przez upadłego Archanioła o nadprzyrodzonej inteligencji!

   Tak też kręciłem się wokół naszego losu, a to sprawiło zainteresowanie zjawiskami pozazmysłowymi z tłumaczeniem snów. Ponieważ nie mamy dostępu do zapisu naszego losu, dlatego musimy słuchać natchnień „duchów opiekuńczych” oraz sumienia.

   Dużo ludzi mówi o swoich przeczuciach, snach informacyjnych i ostrzegawczych („do przodu”), a nawet proroczych. Taki sen miał mój pacjent, który obudził się po wybuchy granatu w ręku, wyraźnie widział urwane palce i lejącą się krew. Przestraszył się nie na żarty, bo był w wojsku i miał do czynienia z zapalnikami bojowymi oraz ćwiczebnymi.

   Mówił; „Po tym śnie postanowiłem być ostrożny każdego dnia. Ze względu na charakter ćwiczeń z żołnierzami musiałem pobrać zapalniki z magazynu. Sprawdzam i mówię do magazyniera, że ten jest bojowy! W próbie potwierdziło się moje spostrzeżenie, bo nastąpił wybuch!”

   Dlatego interesowałem się mającymi dar przepowiadania losu. Taką osobą była Waleria Sikorzyna (jasnowidz, wizjonerka i uzdrowicielka), której życie jest opisane w książce "Serce w dłoniach”. Nie ma już w sprzedaży internetowej.

     13.01.1938 r. przepowiedziała dokładną datę wybuchu wojny z Niemcami (dokument jest w Gen. Insp. Sił Zbrojnych). Kiedyś zauważyła siebie z ręką na temblaku - za miesiąc miała wypadek i rękę na temblaku. Zobaczyła wizję pożaru - tak się stało oraz wypadek motocyklowy dwóch bliskich znajomych, ale zlekceważono jej ostrzeżenie. Widziała też „dodatkową plamkę na żołądku”, który usunięto w całości i potwierdzono przerzut.

   Mogła przenosić się do odległego miejsca na własne żądanie i z całą świadomością (w książce „Eksterioryzacja” są udokumentowane takie doświadczenia innych osób). Nie wiedziała jak leczyć, ale czuła taką potrzebę i zwracała się o pomoc do św. Teresy oraz św. Andrzeja…

    Ja też miałem takie pragnienie i zapytałem Ducha Świętego. W odpowiedzi podano, że mam już taki dar...uzdrawiania duchowego. To prawda, bo marnowałbym czas na cudownie uzdrawianie ciał ludzkich, a wszystkie cuda zostały już pokazane przez Pana Jezusa...

                                                                                                                        APeeL

    Dzisiaj, gdy to przepisuję trwa czas prawdziwego wezwania Boga Ojca do przebudzenia, bo wielu pragnęło władzy nad światem (towarzysze radzieccy i chińscy oraz głoszący, że nie ma Boga oprócz Allaha).

    Każdy ma wolną wolę i może wybierać to czego pragnie, ale dlaczego staje się Kainem pragnącym zabijać? Przecież wszyscy jesteśmy dziećmi Boga z pomieszanymi rasami i językami w celu badania naszej miłości. Czym różni się każda matka ziemska z dziećmi potrzebującymi chleba.

    Pan Bóg pozwolił Szatanowi na działanie, a wiedz, że jest to zbuntowany Archanioł nienawidzący wszystkiego, co święte, a szczególnie wiernych Bogu Objawionemu, a nie wymyślonemu.

    Pan Bóg wie jak przebudzić każdego, bo jeden będzie darł włosy po zgubieniu się pieska lub kotka, inny nie zda egzaminu, zachoruje mu dziecko, ucieknie żona, zmarznie posadzony sad, itd.

    Na mnie napadnięto; włamano się do mieszkania, a złodziei chronili ci, co mnie pilnowali. W pracy byłem niewolnikiem w „izolacji”, otoczony partyjnymi ważniakami „na stanowiskach”, a wg powiatowego komitetu PZPR pisałem anonimy i ten zarzut pojawił się ponownie w Izbie Lekarskiej w 2008 r. Towarzysze nie zmienili się mimo, że prezio Boleksław przeskoczył przez płot.

   Do tego cierpiałem na zespół dr Religi (poker + C2H5OH), a przecież każdy ma także normalne kłopoty życiowe. W takim właśnie czasie doznałem łaski od Pana, który powiedział „teraz”. W środku nocnego dyżuru w pogotowiu „ujrzałem” zło i dobro, a wydarzenia mojego życia przepłynęły w pewnym oddaleniu.

    Nie wytłumaczę tego, bo trwało to kwadrans, a wówczas jeszcze nie prowadziłem dziennika (szkoda). Po pewnym czasie – w tej samej sytuacji – po powrocie z dalekiego wyjazdu padnę na kolana i przeżegnam się. To będzie już prawdziwy początek nawrócenia...

                                                                                                                                     APeeL