Wola Boga Ojca
  1. Jesteś tutaj:  
  2. Start

19.05.2002(n) ZA UMĘCZONYCH NA TYM ZESŁANIU

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 19 maj 2002
Odsłon: 737

    Pełen obawy wstałem na dyżur w pogotowiu, bo wcześniej upiłem się i nie wiem czy nie jestem zdjęty. Pan ukazuje mi łaskę pracy...szczególnie w służbie innym.

   Jakby na dodatkowy znak przez 40 minut czekałem na zwolnienie pokoju lekarza dyżurnego, bo kolega miał daleki wyjazd. W tym czasie drugi dyżurny (chirurg) - przyzwyczajony do ciężkiej pracy - cały czas chodził.

   Wzrok zatrzymała topola, której ubytki kory były zalewane...napłynął też obraz psa liżącego rany. Taki jest mój stan psychiczny, ale już jedziemy do dziadka z biegunką oraz do marniejącej w oczach. Trafiłem też na starszą kobietę, która w drodze do kościoła doznała przejściowego niedokrwienia mózgu (TIA): zasłabła, wszystko rozumie, ale nie może mówić...zabrałem ją do szpitala.

    Pragnę chwilki snu, ale na noszach strasznie trzęsie. Jak wytrzymują to ciężko chorzy, a szczególnie z różnymi złamaniami. Przez radiotelefon - z innej stacji - płynie informacja o stwierdzeniu zgonu kierowcy, który zasłabł w samochodzie.

    Idzie zmiana pogody z niżu na wyż z wiatrem, a wówczas jako meteopata mam złe poczucie, bóle i zawroty głowy. W takie właśnie dni przybywa całe masy chorych, a w pogotowiu trafiam na koszmarne dyżury (udary mózgu, zawały serca, kolki, duszności, omdlenia i nagłe zgony oraz różne wypadki). W takich sytuacjach ratuje sen, ale nie dają wytchnienia...nawet jeść muszę w karetce.

   W tym czasie zadzwonił ateista, którego zgodziłem się przyjąć dodatkowo na szczycie piątkowego udręczenia w przychodni i przez chwilę rozmawialiśmy o sensie życia. Teraz szyderczo pyta czy może iść do kościoła z katarem? Podłość ludzi jest nieskończona. Odpowiedziałem mu w jego tonie...

- Wie pan, jeden jechał na pole, zabrał wszystko...nawet legitymację partyjną, ale zapomniał o pługu!

   Znowu zasłabnięcie, ale to moja pacjentka z ciężką rwą kulszowa oraz cukrzyca niewyrównana u młodego, a także u dziadka, ale już ze zmianami troficznymi stóp. Na koniec zrywają do niewczesnego porodu….

    W chwilce pokoju z otwartej Biblii płyną słowa Pana o naszej marności i przemijaniu: „Trwa usycha, kwiat więdnie”. My też tak marniejemy, wielu ma dodatkowo depresję i wpada w nałogi. Nasz rząd tkwi w pożyczkach, a świat jest zagrożony wojną.

   Z telewizji płynie informacja o wyrzuceniu chłopca z pociągu (ma amputowane kończyny), a winnych nie znaleziono. Na naszej komendzie policji trzymają pijanego, który ich straszy, że ma wszyty Esperal. Ze starej gazety wyziera informacja o biednej z białaczka. W tym momencie R-ka wyjeżdża do zasłabnięcia pacjenta z rozrusznikiem serca. Ogarnij cały świat tak umęczonych, a zarazem kochających to życie...

    Wreszcie nastał spokój i cisza, ale boję się pracy w przychodni (następnego dnia), bo w poniedziałki jest szczególny nawał pacjentów, a ja będę po dobowym dyżurze. Większość lekarzy nie brała takich dyżurów (marnie płacili, długi czas pracowaliśmy w piwnicznej izbie). Z drugiej strony byłem w środku prawdziwego życia na tym zesłaniu...

                                                                                                                                     APeeL

 

 

18.05.2002(s) ZA POTRZEBUJĄCYCH UWOLNIENIA Z CIAŁA

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 18 maj 2002
Odsłon: 661

    Dzisiaj mam wolny dzień...po wstaniu łzy zalały oczy z powodu dobroci Boga Ojca. Nadal trwa dziękczynienie za pomoc Boga i Jego miłosierdzie. Od ołtarza popłyną słowa: „Boże dziękujemy Ci za okazaną dobroć”!

    Szczytem tego miłosierdzia jest śmierć Pana Jezusa jako na odkupienie naszych grzechów. Teraz wzrok zatrzymał pies na łańcuchu. W myślach ja po upadku, a każdy grzech zamyka Niebo czyli uwolnienie z zesłania.

    Teraz oglądam reportaż z ośrodka dla uzależnionych, gdzie płyną świadectwa narkomanów i alkoholików. Wielu to uczestnicy rozbojów z pobytami w więzieniach. Tyle, że to ośrodek ateistyczny, gdzie stosuje psychoterapię, wskazuje na siłę woli i odtruwa. To leczenie chorego ciała bez leczenia duszy!

     W sercu ratownicy i potrzebujący pomocy: ludzie uwięzieni w samochodach, na półkach skalnych, a możliwość wypadków jest nieskończona. Dzisiaj, gdy to edytuję głośna jest sprawa Tomasza Komendy, który niesłusznie był uwięziony oraz podobnego Josepha Sledge z USA ("siedział" 37 lat za podwójne zabójstwo).

    Jedziemy do W-wy, a w „niebie na ziemi” (Janki) serce zalało pragnienie u w o l n i e n i a (powrotu do Boga-Ojca!). „Tato! Tato! Tatusiu!!”. Serce rozrywała tęsknota za Najświętszym Tatą! Płakałem w cichości, bo ciało jest więzieniem dla duszy, a śmierć to czas jej uwolnienia! 

   Jakim językiem to przekazać? Rozumie to uwięziony i pies na łańcuchu lub krowa przywiązana do pala. Teraz, gdy znam już intencję wzrok zatrzymał inwalida na wózku. Chodzę za żona, zakupy udają się, ale ja pragnę tylko jednego: powrotu do Nieba, mojej Niebieskiej Ojczyzny.

    W bólu popłynie moja modlitwa, a tu piękna muzyka, przyciągające zapachy i piękne pomieszczenia...trzy razy powtórzyłem  koronkę do Miłosierdzia Bożego.

    Wieczorem przepłyną informacje: robotnik budowlany potrzebował pomocy po przywaleniu przez most, drążą kanał do górnika w potrzasku. Żona na ten czas potrzebuje uwolnienia od lęku: boi się, ma mało ufności mimo modlitw. Na ponownej Mszy św. poproszę o to Boga z zawołałem też do Matki Najświętszej, aby  żona pozbyła się lęku. 

   Popłakałem się podczas pieśni: „kto się w opiekę odda Panu Swemu”. Podczas Komunii św. gdy płynęły słowa pieśni „Kto Go godnie w sercu złoży tego wieczne szczęście czeka” w okolicy serca i nadbrzusza (splot słoneczny) pojawiło się ciepło, słodycz i pokój...

                                                                                                                            APeeL

 

 

17.05.2002(pt) ZA TYCH, KTÓRYM ODPUSZCZONE SĄ GRZECHY

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 17 maj 2002
Odsłon: 749

    Po upadku stałem w samotności przy krzyżu Pana Jezusa i dotykałem gwoździa w świętych stopach. Taki właśnie gwóźdź "wyjął się" z fartucha w przychodni. Kiedyś zabrałem go z krzyża na cmentarzu. To ewidentny znak cierpienia mojego i Pana Jezusa.

   Po Komunii św. dziękowałem ze łzami w oczach za pomoc i wszystko. „Patrzył” wizerunek Pana Jezusa wykonany dla dzieci 1-komunijnych. Oczy Pana wyraźnie uśmiechnięte...

    Z serca zawołałem: ”Panie Jezu! Panie Jezu! dziękuję za wszystko / Niech łaska Twoja zawsze mi sprzyja”...także dzisiaj. To wypłynęło z głębi serca, a Pan Jezus sprawi, że wytrwam 12 godzin pracy z uśmiechem. 

     Pod przychodnią otworzyłem „Biblię” św. Jehowy, gdzie pod palcem była: „Skrucha Daniela” ze słowami: „Jahwe pozwala twemu grzechowi odejść”. A dzisiaj, gdy to przepisuję (17.05.2019) wzrok zatrzymał kwartalnik „Z Niepokalaną” i tytułem na okładce: „Ja odpuszczam tobie grzechy”. Tak, bo ja jestem dzieciątkiem, które przewróciło się i teraz płacze. Zapamiętaj: w upadku proś o przebaczenie, bo nędza nasza wielka, a miłosierdzie Boga nieogarnione...

    Od  7.00-19.00 trwała praca w przychodni nawet na chwilkę nie mogłem wyjść z gabinetu. Moc Pana sprawiła pracę z radością, napływała także pomoc w rozpoznaniach...chorzy widzieli i doceniali ten trud, a nawet pocieszali mnie i chwalili.

    Zrobiło mi się przykro, że nie podarowałem 20 zł. biednej rolniczce...żałowałem dać jej ten papierek (kiedyś tak uczyniłem). Może liczyła na pomoc? 3 x tyle nie żałowałem na wódkę „dla chłopców”...aż chce się płakać! 

    Jakże Bóg - na każdym miejscu - pokazuje moją nędzę! Nie straciłem pracy w pogotowiu, otrzymałem ochronę, nawet kierownik zmiękł, a przezywają go „Bin Laden”...nie potrącono za godziny moich wybryków. Jak wielkim glinianym garnkiem jesteśmy. Piszę to wszystko jednym tchem.

   W pracy towarzyszył mi wizerunek Pana Jezusa słynącego łaskami (Paradyż). Ten obrazek otrzymałem kiedyś z ręki kapłana.

   Na spacerze odczytałem intencję i odmówiłem moje modlitwy. Rano popłakałem się ponownie z powodu otrzymanej pomocy, a w ręku ponownie znalazł się Pan Jezus z Paradyżu. Na ten moment popłynie piosenka Seweryna Krajewskiego:

    „Nie spoczniemy, nim dojdziemy”, a wzrok zatrzyma usunięty cierń z korony Pana Jezusa...

                                                                                                                             APeeL

  

 

 

16.05.2002(c) ZA ZATROSKANYCH O LOS BLISKICH

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 16 maj 2002
Odsłon: 1192

      Dzisiaj ma pokazane zatroskanie o byt bliskich, bo nie mam grosza w kieszeni. Nie mamy też pieniędzy na zamianę jej mieszkania. Przypominają się biedni, bezrobotni i bezradni pacjenci. Wraca pacjentka, której dałem na leki. 

    Mnie nic nie brakuje, ale w sercu mam ich lęk. W nocy byłem w nędznej chatce ze smutnymi właścicielami, których dodatkowo okradziono. Po obudzeniu zauważyłem, że żona czyta „Gościa niedzielnego” z wiz. Pana Jezusa z Całunu. Serce zalało pragnienie Eucharystii.

    Strajkują stoczniowcy ze Szczecina, bo nie otrzymują pensji od marca. Wyszedłem na pierwszą Mszę św. Dziękuję Bogu za ochronę i przepraszam za wszystko.

    Dziwne, bo w kościele znalazłem gałązkę cierniową (zapowiedź cierpienia). Cierpienie niezasłużone to wielka łaska Boga. Ból serca podczas przyjmowania Ciała Zbawiciela.

    W przychodni czekało już 5-ciu pacjentów. Wprost po Komunii św. mam wielkie pragnienie mówienia o Bogu. Zaprosiłem dwie panie, które chciały tylko skierowania do specjalistów i mówię im o celu naszego życia, którym jest nawrócenie, wypełnianie Woli Boga Ojca dającej zbawienie.

Przyjęcia będą trwały do 14.00:

- ostry zespół bólowo-korzeniowy, ale nie chce zwolnienia, bo właśnie rozpoczął pracę

- dokumenty na rentę społeczną

- kilku pacjentów walczących o rentę z ZUS

- chory, któremu grozi zwolnienie i chce oszukać

- zaświadczenia do opieki społecznej.  To przypadki zatroskania o swój byt...

    W tv płaczą stoczniowcy ze Szczecina. Ja sam mam w tym momencie lęk o dyżury (po upadku) i nie wiem czy nie skreślą mnie z listy. Podjechałem pod krzyż i sprawdziłem grafik dyżurów: nie wyrzucono mnie. Nikt nic nie wiedział, a na dyżurze była nowa pielęgniarka. Po różańcu wyszedłem na modlitwy.

    Płynie film „Niewidoczne piętno”, gdzie pokazują chłopców z hemofilią zarażonych na AIDS. W ręku gazety z tytułami:

- „Miller będzie pożyczał, a my będziemy spłacali”

- „Bezkarny komornik”.

    Protestują też rolnicy, a w sercu obraz ataku terrorystycznego na WTC. Dzisiaj, gdy to opracowałem 25 czerwca 2014 roku w wielkim boku odmówiłem całą moją modlitwę. Wyszedłem, a serce zalewał smutek. Podczas drogi krzyżowej prawie umierałem. Musiałem iść wolno, głęboko oddychać, a duszę wydawał bolesne krzyki.

    Podczas obnażenia Pana Jezusa zobaczył, że Syn Boga został odarty ze wszystkiego...nic nie miał na końcu Swojego życia ziemskiego i po bestialskim zamordowaniu otrzymał królestwo w Niebie na wieki wieków.  

    Wróciły obrazy zatroskanych o bliskich: maż trwał przy żonie z zawałem, wnuczek przy babci z biegunką, matka z dzieciątkiem, synowa przy gasnącej teściowej.        APEL

 

15.05.2002(ś) ZA NARAŻAJĄCYCH SIĘ DLA INNYCH

Szczegóły
Autor: APeeL
Opublikowano: 15 maj 2002
Odsłon: 634

    Podczas wychodzenia na pierwszą Mszę św. trafiam na zalane ulice (w nocy było oberwanie chmury). Idę z płaczem i wołam: „Tato! Tato! Tatusiu! Miłość do Ciebie rozerwie mi serce. Twoje dobro jest nieskończone. To niepojęta tajemnica”.

    Po Eucharystii pobiegłem z mocą do pracy, która będzie trwała od 7.00-16.00 z kłótniami ludzi cierpiących. To także ćwiczenie cierpliwości dla mnie, a muszę uczestniczyć w ludzkiej małości:

- chory udaje zdrowego, aby otrzymać pracę

- chorego uznano zdrowym i zabrano mu rentę

- zaświadczenia do pracy, zapominający o odhaczeniu się w Urzędzie Pracy (pomagam)

- biednej zapisuję leki łamiąc prawo

- pomagam pijakowi w uzyskaniu renty społecznej

- wzywam starych i ciężko chorych poza kolejką, których nie przepuszczają.

    Lubię pomagać, współczuć, pracować z oddaniem w sercu. To moje powołanie, dar Boga Ojca. Z tego wszystkiego popłakałem się na nabożeństwie wieczornym (często uczestniczę w Mszy św. dwa razy), gdy podczas podchodzenia do św. Hostii popłyną słowa pieśni; „Idzie mój Pan! Idzie mój Pan”.

    Łzy leciały na posadzkę kościoła. Nie spodziewałem się takiej łaski: „Dziękuję dobry Jezu! dziękuję za Twoją miłość i za łaskę miłości do Boga”...

                                                                                                                                 APeeL

 

  1. 14.05.2002(w) WDZIĘCZNOŚĆ ZA OCHRONĘ W UPADKU
  2. 13.05.2002(p) ZA TYCH, KTÓRZY ZAUFALI MATCE BOŻEJ
  3. 12.05.2002(n) ZA BLISKICH, KTÓRZY RANIĄ
  4. 11.05.2002(s) Upadki w drodze do Królestwa Bożego...
  5. 10.05.2002(pt) ZA POTRZEBUJĄCYCH LITOŚCI
  6. 09.05.2002(c) ZA TYCH, KTÓRZY NIE MOGĄ WRÓCIĆ DO DOMU
  7. 08.05.2002(ś) ZA TYCH, KTÓRZY WPADAJĄ W ZASTAWIONE SIECI
  8. 07.05.2002(w) ZA POZBAWIONYCH RADOŚCI
  9. 06.05.2002(p) ZA NIESPRAWNYCH PSYCHICZNIE
  10. 05.05.2002(n) ZA OFIARY UŻYWEK

Strona 1695 z 2483

  • 1690
  • 1691
  • 1692
  • 1693
  • 1694
  • 1695
  • 1696
  • 1697
  • 1698
  • 1699

Menu główne

  • Strona domowa
  • Dziennik duchowy
  • Chronologicznie
  • Moja duchowość...
  • Dwa zdania o sobie

Dobowe odwiedziny

  • Dziś 821

WYSZUKIWANIE

Logowanie

  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?