Ta intencja jest wynikiem mojego pragnienia przystąpienia do Sakramentu Pojednania po 20 latach odejścia od Boga. Przeczytasz o tym 18.07.1988 w intencji: za pragnących spowiedzi. Wówczas szukałem spowiednika przez 2 tygodnie na wczasach w Zakopanem.

   W jednym z kościółków trafiam na sprzedawcę, który stwierdził, że; „w życiu chrześcijanina nie ma nic przypadkowego”. Wówczas wierzyłem,  że Pan Jezus wskaże mi odpowiedniego kapłana.

   Drugim znakiem było pogniewane się na nas syna, którego nie wpuścili na film „Mucha” (od lat 18-tu). Rano poszedł w innym kierunku, ale spotkaliśmy się w samo południe, na szczycie skwaru, a on był spragniony i nie miał grosza.

   Bóg pokazał mi jak wielką radość sprawia odnalezienie zagubionego dziecka!  Wstąpiliśmy razem do kaplicy MB Różańcowej. Trafiliśmy też do chatki pustelnika brata Alberta. Przed trzema laty wpisałem tam, do wyłożonej księgi prorocze słowa, że: „w każdym z nas jest święty, ale trzeba go obudzić”.

    Dzisiaj mam ostatni dzień urlopu, a jest to wielkie święto: Wniebowzięcie Matki Zbawiciela. Posłuchałem natchnienia, aby pojechać do Sanktuarium MB Pocieszycielki Strapionych. Nigdy tam nie byłem. Nawet nie wiedziałem czy Msza św. jest tam o 12.00.

    Książeczka do nabożeństwa otworzyła się na słowie; „spowiedź”. Przecież prosiłem Pana, aby wskazał spowiednika, a dzisiaj nie miałem w planie Sakramentu Pojednania! Na miejscu okazało się, że z okazji 13-lecia koronacji obrazu przyjeżdża biskup. Koronacji dokonał kardynał Stefan Wyszyński (10.08.1975r), a  koronę wkładał ówczesny biskup Jan Paweł II. Właśnie dzisiaj można uzyskać odpust zupełny!

    Cała uroczystość była na zewnątrz, a my z kapłanem byliśmy w pustej świątyni. On sam był zdziwiony i zapytał jak do niego trafiłem? Opowiedziałem mu o moich perypetiach w poszukiwaniu spowiednika i przyprowadzeniu mnie tutaj przez Pana Jezusa...po modlitwie pełnej ufności.

     W tej sposób po 20-tu latach wróciłem do Boga i mogłem przystąpić do Stołu Pańskiego; „Panie! dziękuję Ci za Twoje Miłosierdzie. Proszę! wspieraj mnie, daj wytrwać w dobrym, nie pozwól oddalić się od Ciebie”.

    Przypomniały się kręte ścieżki powrotu do wiary, bo szukamy Boga daleko, a nasz Ojciec Prawdziwy jest blisko każdego, wie wszystko o nas i czeka z tęsknotą na nasze zawołanie! Tak zaczęła się moja przygoda duchowa, która już nigdy się  nie skończy...

                                                                                                              APEL

 

    Urlop zawsze poświęcam pracom domowym...w tych dniach tapetowałem przedpokój słuchając homilii papieża. To był czas poszukiwania drogi do Boga, a tęsknotę mojej duszy wyrażały nieudolne wiersze.

„Boże mój i Ojcze!

Ty Jesteś początkiem wszystkiego...

Stwórcą rodziny ludzkiej.

Twoja Miłość sprawia, że:

- dłoń szuka dłoni, spojrzenie spojrzenia, a serce serca...

Trzeba tylko je otworzyć.”

    Na miejscu zegara żona powiesiła rzeźbę Chrystusa, którą podarował mi pacjent. Nie chciałem jej przyjąć, ponieważ nie podobała mi się, ale ona sprawiła, że później w Zakopanem kupiliśmy piękną, która towarzyszy nam dotychczas (27.08.2018).

    Pan Jezu ma wzniesione ręce do Nieba, a Jego długie ciało dzieli przepaska. To Boża prostota i piękno. Dołączyliśmy koronę cierniową. Tak tutaj pasuje...

„To twoje miejsce Panie!

Tu, gdzie był zegar, bo Ty i czas - to miara prawdziwa!"

                                                                                                           APeeL

 

 

 

    Tuż po północy czytałem zapiski księdza Don Ottavio Micheliniego o kontaktach z duszami, a dziedzina ta bardzo mnie interesuje. Postanowiłem ten dzień poświecić za dusze moich pacjentów, których źle załatwiłem...

1. Pogotowiem zostałem wezwany do „ataku serca” u młodego traktorzysty...jak się później okaże nadużywającego alkoholu. Na progu pokoiku przywitała mnie żona, a wzrok padł na dziecięce łóżeczko ze stojącym brzdącem.

   „Bóle serca” miały charakter korzeniowy po stronie lewej, które nie są rzadkością u ciężko pracujących w różnych temperaturach. Wśród leków zapisałem butapirazol, którego nie można łączyć z alkoholem. Zawsze informuję, że z tym lekiem nie można pić alkoholu. Na następnym dyżurze trafiłem na jego zgon! 

2. Pacjentowi z rakiem rozpadającej się żuchwy (zniszczenie policzka i kości) i okropnym zapachem w otoczeniu zleciłem lek złożony wg artykułu w "Wiadomościach Lekarskich" (o leczeniu paliatywnym).

   Tam była źle zalecona dawka skopolaminy. Nawet w aptece mieli dylemat, ale receptę niesłusznie zrealizowano. Nie było w tym wypadku mojej winy, a pacjent został wyzwolony z ciała.

3. Podczas zastępstwa ordynatora oddziału wewnętrznego trafił się pacjent z wielką dusznością astmatyczną. Pielęgniarka nie mogła wkuć się do żyły z eufiliną w kroplówce. Podaliśmy ten lek domięśniowo, a ona później podała bez mojej wiedzy kroplówkę z tym lekiem. Gdzie kończy się bezmyślność, brak wiedzy i głupota? Nawet o jego nagłą śmierć zapytał inny pacjent z sali.

4. Na dyżurze w pogotowiu trafiłem do starszego pacjenta, który nie mógł umrzeć z powodu krańcowej niewydolności oddechowej, a nie chciał jechać do szpitala. Nie wiem co mi się stało, że podałem mu podskórnie morfinę (pobudzony, bo powinien oddychać cały czas tlenem).

   Zawrócono nas, bo umarł, a ja miałem duszę na ramieniu. Na progu bardzo dziękowała mi jego żona, ponieważ wołała do Boga Ojca, aby zlitował się nad nim i zabrał go…

   Dzisiaj, gdy to przepisuję i edytuję (25.08.2018) poszedłem za nich i innych - o których nic nie wiem – na dodatkową Msze świętą…

                                                                                                                     APeeL

 

 

      W śnie, na stoliku pokrytym dolarami ujrzałem książkę Mistrz” Johna Pollocka. Co wybierasz pokerzysto? Po przebudzeniu padł sygnał; „pomódl się”. Padłem na kolana przed wizerunkiem Zbawiciela z Całunu z okładki tej książki i ze złożonymi rękoma zawołałem; „Panie Jezu! Niech te wakacje będą z Tobą”.

    Ponownie zrobiłem znak krzyża i to wszystko. Nie czyniłem tego od 20 lat, ale teraz wiem, że to był początek mojej przemiany. Te dni pragnę poświęcić na porządki; malowanie i tapetowanie, sprzątanie garażu oraz piwnicy, zrywanie owoców na działce.

    Przed śniadaniem przeczytałem zdanie; „Zbawicielu mój, bądź dziś ze mną”. Straszliwy upał, a w piwnicy nieczystości po awarii kanalizacji! To praca dla mnie (pokuta), a jako podziękowanie-zapłatę przy śmietniku znalazłem 50 gr. Nawet to mi się nie należało!

 Z  „Rozmów z Mistrzem” W. Dąbrowskiego wypłynęły przemyślenia;

-  czyn dobry nie wymaga pochwał i jest nieśmiertelny

-  nie pragnij tego, co ci niepotrzebne

-  oddzielaj sprawy ludzkie od Bożych

-  nie rzucaj złych sądów o innych.

    Po latach powiem, że to rady dla dążącego już do świętości, a nie dla początkującego w rozwoju duchowym lub dopiero wracającego do wiary!

    Przypomniał się też drugi sen w którym podczas jazdy samochodem zobaczyłem trzech ludzi w rynsztoku. Właśnie ich oceniałem, a odwrócona osoba błogosławiła ich i powiedziała do mnie; „Pan kocha także upadłych, nie oceniaj, bo to może zdarzyć się każdemu”.

    To dobry dzień z pierwszym krokiem za Jezusem. Padłem umęczony, a na szczycie pragnienia  snu mignął obraz 3-latka z zębami wampira, który zabełkotał coś po rusku…szatan poczuł wymykanie się swojej ofiary!

    Urlop, a wzywają do chorych. Trafia się bogacz i biedak. Bogaci chcą się wykupić (drogie leki, profesor, narzekanie na zwykłą służbę zdrowia). Bezinteresownie załatwiłem biedną staruszkę oraz jej brata. Wystarczy wdzięczność ich serc.

    Jako lekarz pragnę swoją pracę wykonywać dokładnie, w pokoju ważyć słowa i od nikogo nic nie brać. To moje największe marzenie. Ja chcę dawać i nic w zamian. Największą radość odczuwam podczas niesienia pomocy biednym i opuszczonym. Naprawdę taki byłem wówczas...

   Wczasy. Zakopane. Wieczorem poszliśmy do kościoła. Prosiłem Jezusa o wskazanie kapłana, ponieważ od 20 lat nie byłem u spowiedzi. Organista właśnie śpiewał; „Mój Mistrzu, przede mną droga, którą przebyć muszę, tak jak Ty /../ poniosę wszystko jeśli będziesz ze mną zawsze Ty”. 

    Łzy zalały oczy, ponieważ pragnę Eucharystii, a nie mogę podejść. Dopiero w takiej chwilce rozumiesz, co oznacza oddalenie od Boga i jak wielką łaską jest kapłan. Na wielkim zdjęciu Tatr wzrok zatrzymał napis: „Szukasz Boga popatrz na góry”.

   Z włączonej kasety popłynie audycja o Stanisławie Wyspiańskim, gdzie była także modlitwa do Maryi; „wskrześ w nas dusze tak silne, jak długie są nasze cierpienia”. W kościółku zaprojektowanym przez St. Witkiewicza wystawa malarstwa ludowego, gdzie była Matka Boża Cygańska i Zbójnicka.

  Teraz kościół w Bukowinie Tatrzańskiej. Czekam na spowiedź; nie ma odwrotu! Przede mną jedna osoba, ale ksiądz wyszedł do odprawiania nabożeństwa. Jeszcze tydzień, może zdążę. Znowu pieśń o Mistrzu! Kapłan mówił o tym, że często odkładamy sprawy duchowe, a śmierć przerywa  plany.

    Dalej krążyłem po kościółkach; Pincza, Mursasihle i Poronin. Tam spotkałem słowa modlitwy dziecka z Ameryki Łacińskiej; „Ty jesteś tu! Czuję Twoją obecność. Czuję jak Twoja obecność prowadzi mnie”. Trafiłem też do Częstochówki i świątyni Salwatorianów. Koniec wczasów. To nieudany czas szukania spowiednika na własną rękę. Dom. Na działce pochyliły się słoneczniki…

    A co sprawiła moja modlitwa i pomoc Pana Jezusa? Dowiesz się o tym w zapisie z 15.08.1988...za powracających do Boga!

                                                                                                                          APEL

opr. 23.04.2010

    Dzisiaj 50-lecie śmierci s. Faustyny. Przez miłosierdzie poznajemy prawdziwego Boga, który jest Sprawiedliwym Sędzią, ale po naszej śmierci. Tutaj to Miłosierny Tata. Ci, którzy tego zaznali stają się Apostołami miłosierdzia. Nie wierzysz w Jego miłosierdzie, tym samym nie wierzysz w Niego. Patrz na umierającego łotra.

    Pan Leszek, kawaler przed wojskiem  upił się i spadł ze schodów. Krew leje się z głowy. Trzeba go ukarać (opłata), ale w tym momencie - na ścianie kuchni - zauważyłem piękny obraz zamęczonego Pana Jezusa w otoczeniu Aniołów. Odstąpiłem od tego...dla jego zrozpaczonej matki. Dzisiaj, gdy to opracowuję zaczepili mnie drinkerzy. Nie dałem im pieniędzy, a mnie jest trudno odmawiać. Wróciłem, ale ktoś kupił im wino...odzyskałem pokój i uniknąłem grzechu.

   W centrum Warszawy spotkałem kloszarda; zarośnięty (broda), na każdej nodze inny but ze śmietnika, a w dłoniach puste torebki foliowe. Dziwne, bo obok normalni ludzie; pełen luz, a nawet kręcą jakiś program dla tv. Miałem wielką chęć podejść do tego brata na ziemi i porozmawiać z nim. Wprost czułem w nim obecność Boga naszego. Niewierzący nie zrozumie tego. Kloszard poszedł. Wracałem tą sama trasą. 

   Duża kolejka, a w niej ten właśnie kloszard...uprzejmie przepuszczał innych, bo nie miał pieniędzy. Poprosiłem, aby kupił jedno piwo dla mnie, a drugie dla siebie. Zamieniliśmy kilka zdań. Powie ktoś pijak, sam sobie winien, ale  przez chwilkę wyobraź sobie, że to ty...wstajesz, zimno, nie masz pieniędzy, a jesteś głodny i spragniony. 

    Dziwne, bo dzisiaj, gdy to ponownie opracowuję (11 lipca 2014) w drodze do kościoła spotkałem młodego alkoholika za którego niedawno wołałem do Boga (intencja: za zmarnowanych). Podałem mu obiecany wizerunek Dobrego Łotra, (pierwszego świętego) oraz cudowny obraz Boga Ojca. Z wielkiej litości poratowałem go także finansowo.

     Znajomy oburzył się, bo to „pijacy, nieroby, itd.”, ale ja mu wyjaśniłem, że jego ocena takich ludzi jest „urzędowa”. Ktoś, kto nie zna cierpień alkoholika nigdy go nie zrozumie. Trzeba każdego ujrzeć od Boga, który płacze nad takimi dziećmi i kocha je bardziej od innych. Właśnie wysłał mnie do niego, a on sam prosił o modlitwę.

    W wielkim bólu zawołałem do Pana Jezusa, aby sprawił jego odmianę. Łzy zakręciły się w oczach, bo sam taki byłem...

APEL