- Szczegóły
- Autor: APeeL
- Odsłon: 1194
Wcześniej poprosiłem Boga Ojca, aby wziął w Swoje Ręce moje sprawy: spadek, trwające zawieszenie pr. wykonywania zawodu lekarza, a także wyobcowanie spowodowane prześladowaniem "politycznym", bo dla dawania świadectwa wiary potrzebuję pokoju, a niszczą go sprawy ziemskie wzmacniane kuszeniami.
Dodatkowo pomaga najkrótsza modlitwa świata wg ks. Dolindo, która jest zarazem prośbą: „Jezu, Ty weź tą sprawę, zajmij się tą sprawą”. Kiedyś zaleciłem żonie, aby zawołała do Boga (miała jakiś problem), ale stwierdziła, że nie potrafi się normalnie modlić...czyli zawołać do Boga jak do naszego Ojca! Stąd biorą się różne nowenny wymagające czasu i wielokrotnego powtarzania zawołań...
Ja tak nie potrafię, bo w potrzebie płaczę jak dziecko i proszę Boga Ojca. Przecież tak jest z małym dzieckiem...biegnie z płaczem i krzykiem w sprawie, która nic nie znaczy dla jego tatusia. Naprawdę wszystko jest pokazane. Spróbuj w kłopocie tak zawołać do naszego Ojca, a nie przeklinać wszystkich, a na końcu siebie!
Dzisiaj kontynuowałem pismo do naszego samorządu...do kolegów lekarzy, którzy mają łaskę służenia całemu środowisku, a przez to także chorym. Nie jest łatwo zebrać fakty i wszystko ułożyć, ale wyraźnie widziałem pomoc Boga Ojca...może drgnie choć jedno serca. Koledzy przez całe lata byli religijni na pokaz...każdy nadzwyczajny zjazd samorządu zaczynał się od Mszy św.
Wówczas pan prezes Mieczysław Szatanek stał w białych rękawiczkach, a obok niego kol. Krzysztof Makuch z młodymi trzymającymi sztandar Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, który z namaszczeniem całowano...prawie jak relikwię. Nie wiem czy przystępowali do Eucharystii. Przez sekundę wyobraź sobie jak czuje się Zbawiciel, gdy ma wejść do takich dusz.
Ja w tym czasie nie miałem już prawa wykonywania zawodu lekarza zawieszonego za obronę krzyża i z powodu łaski odczytywania woli Boga Ojca ("mowy Nieba")! Chorobę stwierdzono zaocznie na podstawie tych dwóch słów!
Nawet nie chodzi o błąd, ale o zachowanie całej wierchuszki Komory Lekarskiej z trwaniem w fałszu od 10 lat. Kłopot, bo nie umarłem. Moja sprawa jest precedensowa i powinna trafić na na forum dyskusyjne (mistyka a psychoza?).
Dla wielu środowisk przykładem był katolik Bronisław Komorowski („wierzący inaczej”). Kiedyś zadzwoniłem z protestem do kapłana, który podał prezydentowi Ciało Pana Jezusa. Wskazałem, że jest za In vitro („uszczęśliwianie” przez ludobójstwo) oraz za aborcją (czyli zabijaniem dzieci szczególnej troski: z wadami, z gwałtu i zagrażającymi zdrowiu i życiu matki).
Ponadto po zamachu w Smoleńsku zajął miejsce Lecha Kaczyńskiego jeszcze przed jego ostygnięciem, a 10.04.2012 zaprosił rodzinę b. prezydenta na Mszę św. w Belwederze, bo „zgoda buduje”. Pan prezydent „błogosławił” też działanie prezesa OIL w W-wie kol. Andrzeja Włodarczyka w czasie, gdy ministrem zdrowia była Ewa Kopacz.
Po władzy okupacyjnej pozostała w Polakach mentalność towarzyszy ze Wschodu. Najpierw napadasz na słabszego (osobę, opozycję, państwo), a później stwierdzasz winę broniącego się! To było pokazane podczas napadu na Gruzję (z Osetii) i Ukrainę.
Koledzy z samorządu lekarskiego zapomnieli, że nie walczą ze mną, ale ze sługą Boga naszego i z najświętszym znakiem na ziemi: krzyżem Pana Jezusa. Przed wyjściem na Mszę św. wieczorną mój wzrok przykuł tytuł Ps 51[50] „Zmiłuj się, Boże, bo jesteśmy grzeszni”.
Nagle wiedziałem, że ten dzień mojego życia i modlitwy mam poświecić za kolegów lekarzy, którzy „nie wiedzą, co czynią”, a ja odpowiadam za ich zbawienie. To intencja zarazem za mnie, bo kto jest bez grzechów „niech rzuci kamieniem”. Tylko nędznikom wydaje się, że są bezgrzeszni! Łatwo jest innym wytykać ich grzechy, ale gdy przepłyną nasze nie mamy się gdzie schować.
Z głębi serca i duszy zacząłem wołanie z mojej modlitwy...”O! Jezu! Miłości moja bądź uwielbiony i zmiłuj się nad nami, lekarzami. Matko Miłosierdzia módl się nad nami”…
Teraz, na potwierdzenie mojego stanu duchowego Pan Jezusa mówi:* "Jezus jest dla wszystkich. Nie jest tylko dla tego lub tamtego. Jezus należy do wszystkich. /../ To dla wszystkich jestem Miłością Miłosierną i pewnym Zbawieniem."...
APEL
* "Poemat Boga-Człowieka" ks. czwarta cz. druga 60. Czwartek przed Paschą
- Szczegóły
- Autor: APeeL
- Odsłon: 1193
Tuż po wstaniu zacząłem pisać odpowiedź do Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, gdzie koledzy jak jeden mąż stanęli po stronie psychiatry powalającego krzyż Pana Jezusa. Nie wiem, co im się stało, bo napadli na mnie w sposób „krymski”, a można powiedzieć, że nawet islamski (zabójstwo duchowe) i trwają w fałszu.
Państwo ludowe zostało obronione przez „lampioniarzy” z których zasłużeni zostali wyrzuceni na ulice: <<Towarzyszu, bardzo przepraszamy...”wiecie, rozumiecie" tyle lat byliście z nami (czytaj: zajmowaliście stanowiska), a teraz, gdy ojczyzna znalazła się w potrzasku...musicie stanąć po słusznej stronie >>.
Przykładem tego był prof. Adam Strzembosz, który pytał w wywiadzie czy jest "komunistyczną skamieliną". Uwierzył w swoją wielkość i majestat, a tu w Internecie „prof. Bambosz”, a nawet stary. Mówię Ci, że został wyrzucony na ulicę jako jeden z obrońców „bolszewickiej demokracji”, bo nie ważne kto głosuje, ale kto liczy.
Tak jest nadal wszędzie. W moim samorządzie lekarskim usprawniono wybory. Przedtem kandydat był zgłaszany przez jakiś kółko lekarzy lokalnych. Jeden raz byłem na takim zebraniu...przybyły 3 osoby, kandydat był niewidzialny, a później okazało się, że jest nim dyrektor sanepidu. Uciekał na mój widok...
Teraz zgłaszasz sam siebie jak w w wyborach prezydenckich, a głosowanie jest elektroniczne...czyli jawne. Wówczas pan prezes lub zakochany we władzy kol. Krzysztof Makuch (nie przeszedł w ostatnich wyborach, ale jest zastępcą komisji ds. kontaktów z zagranicą) wie, kto jest przeciw niemu. Jakie kontakty może mieć lokalna Komora Lekarska z zagranicą?
Wystarczy, bo jakiś zawodowy działacz samorządowy stwierdzi, że rzadko spotyka się taką nienawiść do kolegów wybranych w demokratycznych wyborach i chcących dobra całego środowiska lekarskiego.
Bardzo ładnie mówił tow. Bolesław Bierut, gorzej wychodzi to posłowi Budce, a Donek i Bronek zostali wywróceni przez Boga Ojca, który słyszał krzyk pozbawianych mieszkań przez matkę HGW. Zapomniano, że Królem Polski jest Pan Jezus...
Ja zapoznałem się z tym systemem podczas obrony krzyża. Ponieważ trwa już III Wojna Światowa z Państwem Szatańskim jestem pierwszą jej ofiarą w białym fartuchu ze strony niewiernych dżihadystów z samorządu lekarskiego. Psychiatrzy - jako specjaliści od psychuszki - nie ścinają głowy, ale traktują codzienne uczestnictwo w Mszy św. (od 25 lat) jako chorobę psychiczną (psychozę).
W RP Ludowej mamy bardzo dużo instytucji pomagających krzywdzonym, które są opłacane z pieniędzy wszystkich Polaków. Ich pomoc polega na dawaniu dobrych rad i wskazywaniu naszych praw, a na końcu sprawa trafia...do krzywdzicieli, którzy dowiadują się, kto i co na nich donosi.
Nawet katolik nie broni katolika. Jako ofiara dyskryminacji religijnej prosiłem o pomoc Konf. Episkopatu Polski, ale uciekał przede mną ich rzecznik prasowy (odprawiał u nas nabożeństwo), pisma nie dotarły też biskupa od sł. zdrowia w Watykanie, bo odpowiedź przysłano z Ministerstwa Zdrowia! Przez chwilkę wyobraź sobie gehennę ofiar reprywatyzacji.
Przekazałem sprawę Bogu Ojcu, a w kuszeniach wołałem do błogosławionego ks. Dolindo. Napisałem do premier Beaty Szydło...zajmuje się tym Departament Spraw Obywatelskich. Potwierdzono przyjęcie sprawy i tradycyjnie trafiała do krzywdzicieli, którzy zaproponowani...jeszcze jedno badanie psychiatryczne.
W końcu trzeba będzie przebadać kolegów, ale w prokuraturze i sądzie cywilnym. Znowu to potrwa, bo prezydent wszystkich Polaków zablokował działanie Zbigniewa Ziobry. Pucz przyniósł efekt. Ja na jego miejscu tego samego dnia wysłałbym do Sejmu RP podobną ustawę zmienioną w jednym słowie (pani Jakubowska jest od tego specjalistką).
Ja wiedziałem, że otrzymam pomoc i dzisiaj zostałem zaskoczony ciszą, którą sprawił Bóg (żona wyszła pomagać pielgrzymom). Większość ludzi nie zauważy tego, a nie jest łatwo ułożyć takie pismo i mieć w ręku odpowiednie materiały (potrzebne zaświadczenia). Może uda się upublicznić sprawę psychuszki, którą pokazano tylko jeden raz w TVN „Uwaga”.
Na Mszy św. wieczornej została potwierdzona intencja modlitewna dnia, bo naród wybrany znudzony „manną z nieba” zaczął tęsknić za niewolą (Lb 11, 4b-15). Natomiast Pan Jezus cudownie rozmnożył chleb, który podtrzymuje życie mojej duszy...
APEL
- Szczegóły
- Autor: APeeL
- Odsłon: 1256
Przemienienie Pańskie
Nie wiedziałem, że dzisiaj pokonam zaległości w zapisach, a one zależą od odczytów intencji modlitewnych. Każdy z nas ma wyznaczony cel swojego życia, który trzeba odczytać.
Co pewien czas Pan Bóg przypomina mi moje poprzednie życie, pełne różnych „wyczynów”. Ja mam to wszystko przebaczone i zmazane, ale w takich momentach prawie chce się krzyczeć! Wpadnięcie wówczas w kłopoty zamknęłoby drogę do obecnego dawania świadectwa o nieskończonej dobroci naszego Taty.
Oto przykład Opatrzności Bożej sprzed lat. Przypadkowo wszedłem do sklepu, gdzie dowiedziałem się, że syn z kolegą organizuje swoje urodziny...z wynajęciem sali jak na wesele i to 1 listopada! On był naiwny (zaginął bez wieści), a wówczas ktoś chciał uderzyć we mnie (narazić nas na koszty i kłopoty).
Dzisiaj mogę powiedzieć, że dojście do życia, które prowadzę obecnie jest jednym wielkim ciągiem cudów. Bóg może powołać każdego...także Ciebie i sprawić olśnienie, a nawet oślepienie jak u Szawła. Moje nawrócenie było powolne, a sprawiły je modlitwy i Msze św. wierzących pacjentek.
Na ten moment Pan Jezus wyjaśnia („Poemat Boga-Człowieka”), że udzielanie nadzwyczajnych darów jest próbą naszej świętości woli (co uczynimy) i wyniesieniem na wyższy stopień (na drabinie do Nieba).
Wcześniej mógłbym zostać tym odurzony „po ludzku” i z pychy duchowej upaść. To dzisiaj jest dla mnie zrozumiałe, a jest to pokazane na naszych dzieciach. Jedne nieustannie dziękują za obdarowanie, a inne głupieją, żądają więcej, marnują dar i odwracają się od własnego ojca i matki.
Większość ludzi przypomina sobie o Bogu w czasie swoich wielkich kłopotów. Dobre i to, ale szybko zapominają po otrzymaniu pomocy. Dlatego rzadka jest nagła przemiana, która jest pokazana na łotrach, gdzie zły staje się świętym („Dziś będziesz ze Mną w Raju”).
Na Mszę św. trafiłem do kaplicy Miłosierdzia Bożego, gdzie słuchałem widzenia proroka Daniela (Dn 7, 9-10.13-14) o wyglądzie Boga naszego, otwartą księgę i Syna Człowieczego z zapowiedzią Jego wiecznego panowania w królestwie, które nie ulegnie zagładzie.
Ja wiem o tym, a tacy jak ja są na całym świecie. Nie znamy siebie, nie jesteśmy zorganizowani i „zapisani” w sensie ziemskim. Nigdy nie zginiemy, bo śmierć ciała to tylko oderwanie kuli u nogi, a tutaj kuli u duszy. To jest tak proste, że ludzie mądrzy i uczeni nie mogą tego pojąć.
Św. Piotr (2P1, 16-19) relacjonował przekaz Słowa Boga, które usłyszeli na górze świętej, gdzie byli razem z Panem Jezusem: <<To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie>>.
Jako naoczny świadek stwierdza, że nie postępował wówczas za wymyślonymi mitami. Tak jest traktowana dzisiaj nasza wiara, a wiem więcej od innych, bo jako lekarz jestem ofiarą takiego „nowoczesnego” myślenia.
W dzisiejszej Ew (Mt, 1-9) Pan Jezus przemienił się wobec Piotra, Jakuba i Jana...na górze wysokiej. Pojawił się tam też Mojżesz i Eliasz.
Zdziwiłem się kazaniem starszego kapłana, który właśnie dzisiaj zalecał wszystkim pozytywne myślenia, bo niektórym jest źle i szukają szczęścia. Powinniśmy być ze wszystkiego zadowoleni. Poczułem się jak na szkoleniu dla psychologów.
Po Mszy św. wskazałem mu, że nasze szczęście ziemskie nie ma ma nic wspólnego ze Szczęściem Prawdziwym, którym jest zjednanie z Panem Jezusem w Eucharystii...Cudzie Ostatnim.
Teraz z włączonej kasety płyną słowa piosenki „Ciebie Jezu chciałbym spotkać na swej drodze w takie dni...duszę swą nasycić Tobą...smakiem Twej Miłości żyć".
APEL
- Szczegóły
- Autor: APeeL
- Odsłon: 1163
Budzi się jeszcze jeden dzień życia na ziemskim zesłaniu. Za oknami "płacze" kocica rozglądająca się za małymi, kraczą też przebudzone wrony. Witają mnie słowa piosenki z refrenem: „A Miłosierdzie Twoje jak ogromne słońce, ogrzewa nas, dodaje sił każdego dnia”.
Łzy zakręciły się w oczach, a w sercu pojawił się słodki ucisk „duchowy”. Jakby na potwierdzenie bliskości Boga z innej piosenki w serce wpada fraza: „w każdy czas, w każdy czas Serce Twe rozumie nas /../ Miłość Twoja odkupiła i zbawiła cały świat”.
Pod kościołem usłyszałem pieśń kończącą nabożeństwo: „O! Szczęście niepojęte. Bóg Sam odwiedza mnie. O Jezus wspomóż łaską”… To są święte chwile łączności z Bogiem, których nie można wyrazić w naszym języku, ponieważ odpowiedniki tych przeżyć są marnymi namiastkami. Dlatego to trwa w błyskach, bo dłużej nie wytrzyma nasze ciało.
Z powodu krótkiego snu nie docierały czytania, a Eucharystia ułożyła się ochronnie na podniebieniu. Po litanii loretańskiej była odmawiana cząstka chwalebna różańca z rozważaniem w ciszy Wniebowzięcia Matki Bożej.
Ja w tym czasie kończyłem „św. Agonię” za wiedzących o nadchodzącej zagładzie, ale chwilami przysypiałem. Prawdziwe przeżycia pojawiły się przed błogosławieństwem Monstrancją. Ponownie serce rozrywały pieśni: „Przed Najświętszym Sakramentem”, „Święty Boże” oraz „Niech żyje Jezus zawsze w sercu mym” i „Idzie mój Pan, mija łąki, lasy, góry by Komunii stał się cud”.
Dlaczego ludzie nie przychodzą tutaj? Właśnie spotkałem emeryta, którego zapraszałem na codzienną Mszę św. Posłuchał i był na jednej, a dzisiaj na pewno miał bardzo "ważne" sprawy.
Po wyjściu na wieczorną Mszę św. w wielkim uniesieniu duchowym zacząłem odmawiać koronkę do Miłosierdzia Bożego. To całkiem inna modlitwa niż o 15.00 z radiem Maryja, bo moje wołanie płynie z głębi serca i duszy.
Wówczas idę wolno i pragnę być sam na Sam z Panem Jezusem. To oznacza, że umieram w ciele, a zarazem mam radość duchową, że posłuchałem zaproszenia na ponowne spotkanie ze Zbawicielem. Tak wielkie miasto, tylu emerytów i ludzi potrzebujących pojednania z Bogiem, a tu "resztka Pana".
Żadnym słowem ani obrazem nie można wyrazić mojego uniesienia duchowego. Dobrze, że wyszedłem, bo odczytałem intencję modlitewną. „Dziękuję Ci, Boże mój za wszystko, co otrzymuję każdego dnia. Tak mnie wciąż obdarzasz, a to oznacza Mszę św…nawet dwie. Dzisiaj zostałem obdarzony bardziej niż święty!” Jakby na potwierdzenie mojego krzyku serca...zaczął bić dzwon naszego kościoła.
Wczoraj Pan Jezus powiedział w Nazarecie (Mt 13, 54-58), że: << Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony>>. Dziwili się Jego mądrości i możliwości czynienia cudów, ale zarazem widzieli w Zbawicielu syna cieśli.
Tak naród wybrany trwa dotychczas, bo człowiek nie może być Synem Bożym. Dalej przestrzegają różnych przepisów i modlą się przy Ścianie Płaczu w Jerozolimie, a nie widzą, że Niebo jest dla nich zamknięte! Zobacz mądrość ludzką i trzymanie się rozumowe wiary.
Tak też pozwolono uwięzić Jana Chrzciciela, którego ścięto dla kaprysu Herodiady i „spełnieniu” danej obietnicy przez Heroda. Wierni Bogu dzisiaj są lekceważeni w rodzinach, w mieście, w samorządzie (w moim wypadku lekarskim), a nawet w UE i na świecie.
Ci, co szkodzą takim jak ja mają poczucie wykonania jakiegoś dobra, bo dziwi wszystkich człowiek pragnący codziennej Mszy św. z Eucharystią oraz dający świadectwa wiary. Prawda przeszkadza, a Apokalipsa nadchodzi, a nawet już trwa. Co przyniesiesz Bogu Ojcu, gdy nagle zgaśnie słońce!?
Eucharystia przylgnęła z mocą do podniebienia (ochrona), a ja w jednej sekundzie „zostałem oderwany od ciała fizycznego” i znalazłem się w innej rzeczywistości. To nie jest odrywanie się duszy od ciała, ale przesunięcie "punktu ciężkości" ciało/dusza w dusza/ciało. Wówczas pragniesz tylko modlitwy, wzdychasz do Boga i nie chce się opuścić świątyni.
Najlepiej wytłumaczę to na medytacjach u szukających Nirwany. Ile muszą włożyć w to wysiłku i lat ćwiczeń woli. Wielu załamuje się takim życiem bez życia. W wierze w Boga Objawionego sprawia to wszystko Eucharystia (Cud Ostatni).
Po zjednaniu z Panem Jezusem nie musisz walczyć z grzechami, bo stajesz się obojętny na pokusy. Natychmiast poskramiasz oczy i uszy, myśli i język. Jesteś przemieniony przez Boga, a wówczas - takie dążenie i trwanie w świętości nawet z oddaniem życia - nie jest wynikiem naszej siły woli, ale łaską Boga Ojca.
W drodze do domu - podczas odmawiania mojej modlitwy - znalazłem się z Panem Jezusem na drodze krzyżowej i razem szliśmy wśród rozjuszonego tłumu pragnącego naszej śmierci...
APEL
- Szczegóły
- Autor: APeeL
- Odsłon: 1186
Na Mszy św. porannej - z późniejszym czytaniem litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa - trwałem w rozproszeniu, bo Szatan zalewał mnie treścią odpowiedzi na pismo z Izby Lekarskiej.
Ja wiedziałem, że nie są to moje myśli, ale nie mogłem się obronić przed jego nachalnością. Na ziemi nie było i nie będzie sprawiedliwości, a cierpienie niezasłużone jest wielkim darem...szczególnie po jego przyjęciu i ofiarowaniu (uświęceniu).
Bardzo trudno jest zmienić myślenie i postępowanie ludzi dla których władza stała się bożkiem. To wszystko zostało pokazane podczas badania obecnych afer (reprywatyzacyjna i Amber Gold), także sprawy precyzyjnego zamachu w Smoleńsku.
Pani Hanna Gronkiewicz-Waltz wykorzystuje "prawo", aby nie stawić się na komisji badającej reprywatyzację. Tacy ludzie mylą honor z honorarium i liczą na jakieś ocalenie. Na pewno jest bardzo rozczarowana nieudanym puczem. Jego przywódca Grzegorz Schetyna fotografuje się - jak misie na Krupówkach - z uczestnikami Woodstock 2017!
Okazuje się, że pani Julia Pitera brała czynny udział w aferze reprywatyzacyjnej. To proste, bo trafić możesz do władz UE tylko poprzez mafijny przesiew. Właśnie przesłuchiwano Donalda Tuska w sprawie katastrofy smoleńskiej. Po co umawiał się z tow. Putinem na molo w Sopocie. Przykre jest zachowanie mec. Romana Giertycha, który jest katolikiem, a biegnie na każde zawołanie do "Stokrotki".
Zaczynam zapis, a z TV National Geographic płyną obrazy eksterminacji narodu wybranego w obozach hitlerowskich. Cztery dni jedziesz stojąc ściśnięty w wagonie (70–80 osób). Zobacz dwa znaki („duchowość zdarzeń”), bo Żydzi nadal tkwią w fałszu odrzucając Pana Jezusa na którego przybycie czekali.
Dziwne, bo w nocy czytałem rozmowę Zbawiciela ze swoimi natrętnymi wrogami w Świątyni Jerozolimskiej („Poemat Boga-Człowieka” ks. czwarta cz. druga 63. W Świątyni):
<<Kiedy to zamierzasz skończyć Twymi manierami? Nie jesteś królem! Nie jesteś prorokiem! Jak długo będziesz nadużywał naszej dobroci, grzeszniku, buntowniku, przyczyno zła w Izraelu? Ile razy mamy Ci jeszcze mówić, ze nie masz prawa zachowywać się jak rabbi w obrębie Świątyni?>> Jezus odpowiada:
<<Wy nie wierzycie prorokom. Oni zaś wskazują na Mnie, a wy we Mnie nie wierzycie. Wy nie zachowujecie Prawa. Ono doradza czyny sprawiedliwe, wy zaś ich nie wykonujecie. Nawet te ofiary, które przychodzicie składać, nie są godziwe.>> Pan Jezus wymienił ich grzechy. „I cóż? Uciekacie?… Przed Bezbronnym /../ Czyżby Moje słowa były kamieniami?”...
Na Mszy św. o 6.30 Pan Jezus znalazł się w synagodze w Nazarecie (Mt 13, 54-58), a jego mądrość i cuda budziły zdumienie, ale zarazem stwierdzono, że jest to syn cieśli i matki Mariam. Został tam zlekceważony.
Tak też jest w mojej Izbie Lekarskiej, gdzie nie widzi się, że w kraju katolickim królują psychiatrzy-ateiści. Naczelny profesor od psychuszek dziwił się, że matkę po utracie dziecka kieruję do Matki Bożej oraz do codziennego uczestnictwa w Eucharystii. Oni uważają jak rewolucjoniści, że - walcząc z Bogiem, wiarą i krzyżem - czynią coś dobrego! Najgorsze jest ich trwanie w fałszu...
Nagle poznałem intencję modlitewna dnia i w wielkim uniesieniu wyszedłem na ponowną Mszę św. o 19.00. Ze łzami w oczach oraz z głębi serca i duszy odmawiałem koronkę do Miłosierdzia Bożego, a po jej zakończeniu rozpocząłem moją modlitwę: za tkwiących w fałszu.
W trakcie wołania do Boga spotkałem znajomą, która uśmiechała się, bo kiedyś do wszystkich kwiaciarzy napisałem list-prośbę, aby nie zabierali kwiatów w piątek. Wówczas ona była pełna oburzenia, ale dopiero teraz to wyjaśniła.
Chodziło o to, że od dziecka byłą związana z parafią, a ja śmiałem zwrócić jej uwagę. Nie było czasu na rozmowę, bo zauważyłem, że żyje dziwnymi wspomnieniami, a od lat nie widziałem jej w naszym kościele. Jakże ludzie tkwią w wykrętach, bo traktują przybycie na spotkanie z Panem Jezusem na równi z różnymi namiastkami wiary.
Zaprosiłem ją na jutrzejszą Mszę św. o 7.30 z późniejszym nabożeństwem do Matki Bożej, ale widziałem, że tkwi w swoim świecie. Nawet zaznaczyłem, że nasze spotkanie nie jest przypadkowe, a zaproszenie tylko przekazuję.
Z powodu smutku chciało mi się płakać i nie mogłem wrócić do siebie. Wielkie uniesienie duchowe trwało przez całą Mszę św. i ponownie czytaną litanię do Serca Pana Jezusa. Eucharystia ułożyła się w laurkę, a słodycz i pokój zalały serce...wprost zostałem oderwany od tego świata.
Podczas wychodzenia z kościoła w ręku znalazł się obrazek pięknej ikony św. Józefa oraz Matki Bożej Cudownego Medalika ze zdaniem: „Ona ci pomoże”. Wracałem w wielkim smutku kończąc moją modlitwę w intencji tego dnia...
APEL
- 03.08.2017(c) ZA POSZUKUJĄCYCH KRÓLESTWA NIEBIESKIEGO
- 02.08.2017(ś) ZA OTRZYMUJĄCYCH POMOC ANIOŁÓW
- 01.08.2017(p) WDZIĘCZNY BOGU ZA NAWRÓCENIE...
- 31.07.2017(p) ZA WIDZĄCYCH NADCHODZĄCĄ ZAGŁADĘ
- 30.07.2017(n) MSZA ŚWIĘTA ZA PARAFIAN...
- 29.07.2017(s) ZA TYCH, KTÓRZY TROSZCZĄ SIĘ O WIELE
- 28.07.2017(pt) ZA TĘSKNIĄCYCH ZA BOGIEM OJCEM
- 27.07.2017(c) ZA GŁUCHYCH ŚLEPCÓW
- 26.07.2017(ś) ZA WZAJEMNIE OBRAŻAJĄCYCH SIĘ
- 25.07.2017(w) ZA PIJĄCYCH Z KIELICHA ZBAWICIELA